Pomoc tłumacza w Wielkiej Brytanii

autor dnia

Angielski to obecnie niewątpliwie globalna lingua franca. Byłam mocno zdziwiona, gdy robiąc przed przeprowadzką do UK research na temat tego kraju, odkryłam, że powszechnie dostępna jest pomoc tłumacza, w dodatku nieodpłatnie!!! Wydaje się to wręcz absurdalne: taki popularny język, chyba każdy, kto tu przyjeżdża jakoś się nim posługuje… a jednak. Potrzebny tłumacz, kiedy korzystamy z usług służby zdrowia (NHS) – proszę bardzo. W urzędzie podatkowym? Może być przez telefon.

W Polsce takie udogodnienia są oczywiście nie do pomyślenia. Pomóc komuś na koszt państwa? Że jak?Ale, pocieszmy się, nie tylko w Polsce.

Niemiecki jest na pewno bardziej popularny niż polski, ale znacznie mniej niż angielski. W kontaktach prywatnych, zwłaszcza w miastach, nie ma problemu, żeby dogadać się z Niemcami, szczególnie młodszymi, po angielsku. Niemcy bardzo (nad)gorliwie uczą się angielskiego i skwapliwie się nim posługują. Niemiec Niemca potrafi zagadnąć w Berlinie po angielsku. True story. Ale w sytuacjach oficjalnych, jak kontakty z urzędami czy przeciętnym przedstawicielem służby zdrowia, można o tym jedynie pomarzyć i albo załatwić sprawę po niemiecku albo przyprowadzić tłumacza. Na koszt własny oczywiście.

Aktualizacja 04.05.2017

Skończyłam filologię obcą, następnych studiów translatologicznych już nie (zresztą okazały się być mało związane z tłumaczeniami), zawsze chciałam być tłumaczem i pracować z językami, zrobiłam jakiś kurs, zdałam egzamin państwowy dla tłumaczy w Niemczech, miałam nawet swoją małą działalność, potem zaczęłam tłumaczyć jako wolontariusz (i robię to nadal), ale ani w Polsce, ani w Niemczech nie mogłam znaleźć/dostać pracy faktycznie jako tłumacz (chociaż zawsze tłumaczenie było jednym z moich zadań w pracy).

Mój angielski chyba nadal nie jest tak dobry (i nie wiem nawet, czy kiedykolwiek będzie) jak niemiecki, nie mam prawie żadnych formalnych kwalifikacji w tym języku, a co najmniej dwukrotnie dostałam w UK pracę tłumacza. Ostatnio właśnie jako tłumacz ustny na potrzeby tutejszych urzędów i służby zdrowia. Może nawet trochę ku mojemu zdziwieniu przeszłam rozmowy kwalifikacyjne. Co jeszcze dziwniejsze, przynajmniej jak na moje wcześniejsze standardy, odmówiłam mojej do niedawna pracy marzeń! Czemu? Nie chciałam się stresować. Znam już swoją tolerancję na stres i nie zamierzam więcej skazywać się na taką odpowiedzialność i nieprzewidywalność, mimo wszelkich uroków tej pracy jak różnorodność i ciągła nauka. Wolę robić to dla przyjemności jako wolontariusz i jako dodatek do innej, spokojniejszej pracy. Przyjemność, satysfakcja i rozwój są, a do tego mam spokój 🙂

You may also like