Zmieniamy adres i wysyłamy list do domu w Walii

autor dnia

Część czytelników zapewne już wie, że należę na razie do osób, które sporo się przeprowadzają. Kto nie wie,  Zmieniam miejsce zamieszkania i adres. Średnio raz do roku. Często jeszcze częściej. Ale jak już się przeprowadzę, to wiem, jaki mam adres i używam go od początku do końca w tej samej formie. Wyjątkiem jest Walia.

Adres walijski znałam przed przeprowadzką. Zawarty w umowie o mieszkanie był dość długi, trochę skomplikowany, a że musiałam podawać go rozlicznym niemieckim, niezwykle dociekliwym, instytucjom, więc na wszelki wypadek wyuczyłam się go na pamięć, napisałam w notesie, a następnie szczęśliwie wyjechałam. I co się okazało na miejscu? Że może i nie zmieniałam więcej miejsca zamieszkania, ale adres jak najbardziej. Najpierw pozbyłam się dopisku parter, potem dopisku mieszkanie, następnie jego numer powędrował za nazwę domu, nazwa ulicy pozostała bez zmian i bez numeru, podobnie niezmieniony pozostał kod pocztowy, ale już z nazwy miejscowości zrezygnowałam, podobnie z nazwy hrabstwa, zostało tylko państwo. Oczywiście nie wprowadziłam tych wszystkich zmian za jednym zamachem długopisu, ale adres modyfikowałam stopniowo, motywowana listami otrzymywanymi od miejscowych nadawców (jak mniemam, wytrawnych znawców tutejszych zwyczajów korespondencyjnych), które były różnie adresowane. Mój adres przechodził kolejne metamorfozy, aż za którymś cięciem go istną brzytwą Ockhama osiągnęłam satysfakcjonującą mnie, najkrótszą z możliwych jego wersję, a co najlepsze, fizycznie nie musiałam ruszać się z miejsca. Wszystko odbyło się na papierze.

Wysyłamy list na podany adres

Czy też pocztówkę. Dostajemy adres odbiorcy. Wysyłamy korespondencję z kraju w Europie kontynentalnej. Adres, który otrzymujemy, nie koresponduje żadną miarą z naszą wiedzą o świecie.

Pierwszy adres, który mi podano, zaczynał się jakimś kodem pocztowym, też trochę dziwnym dla mnie, bo sporo już widziałam, ale takiej kombinacji cyfr i liter jeszcze nie. Potem następowały jeszcze jakieś nazwy, których nie potrafiłam niczemu przypisać, kończył się on… imieniem i nazwiskiem adresata! Jak to? Nie chciałam uwierzyć, protestowałam. Ale podobno takiego adresu używał w swojej korespondencji brytyjski bank. Listy dochodziły. Cóż było robić?

Z bankiem się za bardzo nie dyskutuje. Poszłam na pocztę, kupiłam odpowiedni znaczek, nakleiłam, wrzuciłam pocztówkę do skrzynki. Do adresata nigdy nie dotarła. Do mnie nie wróciła, bo nie wysyłałam jej w kopercie, więc nie miałam gdzie napisać mojego adresu. Dotarła następna, na której, nie bacząc na żaden bank, napisałam ten sam adres tylko od końca. I wyszło jak w polskim adresie: imię i nazwisko, ulica i nr domu… Hmmm, chyba jednak jakoś inaczej wyszło.Względne zgłębienie tajników i pułapek sztuki adresowania kopert czy paczek wysyłanych do Wielkiej Brytanii jeszcze trochę mi zajęło. Pierwsze próby wysyłania czegokolwiek z Wielkiej Brytanii były równie bolesne. Korespondencję odsyłano do mnie. A to znaczek nie ten, a to adres. Czemu? Po prostu tu musi być inaczej.

Okazuje się, że w adresie brytyjskim, a na pewno w walijskim, pewne elementy są wspólne z adresem polskim czy niemieckim, austriackim, szwajcarskim itd. Ale tylko pewne. Pozostałe można opuścić. Są też takie, których nie ma nigdzie indziej, a tu opuścić ich się nie da. Skąd miałam to wiedzieć? Pytanie innych Polaków daje marne skutki. W końcu poszłam po rozum do głowy i na pocztę.

bardzo wąski budynek w mieścieDom też człowiek, imię musi mieć

Wracając do adresów. Zaczynamy od imienia i nazwiska adresata. Potem piszemy nazwę… domu. Walijskie domy, ważniejsze budynki w ogóle, noszą nazwy. Niektóre określenia są angielskie, inne walijskie. I okazuje się, że to bardzo ważny element adresu. Ważniejszy niż… np. nazwa miasta! Imię, nazwisko, nazwa domu… Domy są tu przeważnie duże i na wynajem. To chyba główny biznes w tej części świata, nie licząc hodowli owiec. Trzeba więc podać numer mieszkania. W następnej linijce wpisujemy nazwę ulicy. Potem już tylko kod pocztowy (cyferki, literki) i gotowe. Okazuje się, że nazwa miejscowości zawarta jest już w kodzie.

Podając taki adres w innym kraju, będziemy oczywiście dopytywani o nazwę miejscowości. Warto ją zawczasu, przed wyprowadzką znać i umieć podać. Jeśli to jakaś walijska wioska, której nazwy nie zapamiętujemy wraz z adresem, bo się jej w nim nie podaje, możemy mieć drobny problem. Jeśli bardzo chcemy, możemy podać po kodzie pocztowym nazwę naszego hrabstwa (county), np. Ceredigion, kraju (Wales) i wreszcie państwa (United Kingdom), jeśli piszemy za granicę. Ufff. To teraz mamy wszystko. Idziemy kupić znaczek na pocztę. Panienka z okienka waży każdą kartkę i kopertę. Kupujemy znaczek, naklejkę, możemy wysłać. Ale, ale.

Co kraj, to obyczaj

To teraz zostaje nam tylko znaleźć czerwoną, masywną skrzynkę na listy z napisem Royal Mail i gotowe. Btw, sprawa ze skrzynkami też bywa ciekawa. W każdym kraju mają one inne kolory, rozmiary, kształty, napisy. Wydaje się to oczywiste, ale… Pamiętam, jak wiele lat temu musiałam znaleźć szybko skrzynkę pocztową w Austrii, żeby wysłać kartki pocztowe z kończącej się już wycieczki. Długo jej szukałam, pewnie też dlatego, że ciągle widziałam w wyobraźni polską, małą, czerwoną skrzynkę… A austriacka, którą w końcu znalazłam, była duża i żółta. Skrzynki pocztowe są ważne dla Walijczyków. Pamiętam, że kiedy w jednej z okolicznych wsi poczta chciała zlikwidować skrzynkę, która znajdowała się tam od ponad wieku, mieszkańcy podnieśli na tyle skuteczne larum, że skrzynkę uratowali, a całą historię opisała regionalna gazeta.

A teraz dla odmiany, czekamy na paczkę z Polski. Trzeba przygotować jej zawartość pełną prawdziwych polskich skarbów, a potem wyposażyć w adres, więc całą naszą w pocie czoła na poczcie zdobytą wiedzę trzeba przekazać polskiemu nadawcy, co wcale nie jest łatwe. Ślemy adres mailem, opisujemy, wysyłamy zdjęcia, na których zaznaczamy poszczególne elementy, rozkładamy brytyjski adres wielokrotnie na czynniki pierwsze, a potem na stronie firmy przewozowej jest formularz, którego wypełnienie przerasta wszystko i wszystkich. Walka trwa. Do skutku. Do upadłego. Do osiągnięcia ostatecznego zwycięstwa pocztowego.

You may also like