Wsi (nie)spokojna

autor dnia

Polska wieś – współczesna pustka

Na mojej polskiej wsi nie ma poza domami i drogami prawie nic. Kiedyś nie było nawet sklepu, teraz jakieś przybytki wegetują przy głównej, ruchliwej drodze. Życie zawsze sprowadzało się do dojazdów do pobliskiego miasta. To takie… nieeuropejskie.

Niemiecka prowincja – powoli pochłaniana przez metropolie

W Niemczech poznałam dość dobrze miasteczko, które ze względu na niewielką liczbę mieszkańców równie dobrze mogłoby być wsią. W miasteczku są dwa kościoły – jeden katolicki, nieczynny, a drugi protestancki, pewnie wkrótce podzieli jego los, jak i kolejne sklepy (z ubraniami, różnymi sprzętami, nie tylko z jedzeniem), bo ludzie wolą dojeżdżać samochodem czy pociągiem (tak, dworzec też mają) do najbliższych większych miast. Jest park, są różne rzeźby, a nawet małe muzeum, przedszkole i szkoła. Co najciekawsze, jest więcej restauracji i kawiarni (nie wspominając o tym, że często dużo lepszych), niż w polskim mieście, liczącym jakieś 50 tys. mieszkańców, w którego pobliżu mieszkam…

Brytyjska wieś – bardzo dobra infrastruktura

Na wsi, w której mieszkałam w Wielkiej Brytanii, liczącej mniej więcej tyle samo mieszkańców, co moja polska wieś, jest sklep, poczta, przychodnia, przedszkole, szkoła, plac zabaw, port i przystanie dla lodzi, pub-restauracja, pub-spelunka, do niedawna był nawet jeszcze jeden, jest hotel, są kawiarnie, kościoły, centrum dla lokalnej społeczności, piękne szklaki rowerowo-spacerowe z tablicami informacyjnymi, koszami na śmieci, od czasu do czasu pojawia się jakaś mała rzeźba. Da się żyć. Jeśli jednak nie można już dłużej wytrzymać, można wsiąść w autobus, który jeździ średnio co kilkanaście minut (a nie raz na godzinę albo godzin kilka), z przystanku odległego czasem tylko o kilkadziesiąt metrów od kolejnego, z wózkiem, na wózku, bez problemu, tłoku, chamstwa, brudu i smrodu, które doskonale pamiętam z polskiej wsi zautobusowanej, której gwoli sprawiedliwości, miasta wiele nie ustępują.

Podsumowanie i porównanie życia na wsi w różnych krajach

Zakupy, odpoczynek i rozrywka

Miejscowości, o których piszę powyżej liczą kolejno ok. 1,5 tys. mieszkańców (polska), 6 tys. (niemiecka) i 2 tys. (brytyjska). Niemiecka i brytyjska wieś czy mikroskopijne miasteczko oferują mieszkańcom pewne możliwości (zakupy, rozrywka) i standard życia. Polską wieś, a często i spore miasto dzieli od nich głęboka przepaść.

Dbałość o środowisko

Ponadto druzgocąca jest różnica w kwestii czystości środowiska. Na polskiej wsi, polna droga wysypana jest śmieciami (popiołem i innymi odpadkami, czasem i azbestem), okolice drogi toną w śmieciach (rury od odkurzacza, butelki, opakowania, a nawet dokumenty, które zdradzają tożsamość śmieciarza), podobnie jest w lesie. Tak zaśmieconego środowiska poza Polską nigdzie w Europie nie widziałam.

Hałas, zakłócanie spokoju i co z tym zrobić

Co jeszcze bardziej pogarsza jakość życia na polskiej wsi, to zanieczyszczenie hałasem. Kiedy wszyscy włączą wielkie, spalinowe kosiary, jeden sąsiad odpali piłę do drewna (były drwal, głuchy jak pień), drugi zostawi włączone w samochodzie radio, otworzy drzwi i zniknie (były górnik, pod ziemią ogłuchł, zamiast oślepnąć), trzeci to już odpali disco z pola prosto z tira (tak, sąsiad tirowiec, jak widać, przez pewien okres w historii Polski intelektualistów nie ciągnęło na wieś), dzieciary kolejnego odpalą „motór” bez tłumika (kiedyś to była moja największa zmora podczas spacerów po spokojnych, polskich niwach, nie licząc oczywiście śmieci i watah bezpańskich psów, teraz są jeszcze „facety” na quadach) do tego prawie nieustające wycie zaniedbanych psów np. z nielegalnych hodowli, to nikt mi nie wmówi, że to natężenie hałasu jest normalne czy akceptowalne. W przeciwieństwie do osób, które mają może takie mylne mniemanie, wiem, że tak nie jest, bo nie da się go porównać z niczym, co dzieje się w innych krajach, które znam, a przepaść dzieląca polską prowincję od zachodnioeuropejskiej wydaje się w takich chwilach być głęboka jak Rów Mariański.

W Niemczech na wsi słychać głównie ciszę…  Nawet w dużym mieście i w akademikach był spory spokój. W przypadku jakiejś patologii (zdarzyła mi się raz przez jakieś 3 lata), po prostu wzywało się policję i po problemie. W Polsce natomiast trzeba radzić sobie samemu z hałasem i sąsiadami. Dopiero w przypadku prób włamania, gróźb czy innego niebezpiecznego zachowania, telefon skutkuje przyjazdem funkcjonariuszy, którzy najczęściej i tak puszczają taką osobę zaraz wolno i problem wraca.

W UK też przeważnie panuje cisza. Zresztą nawet w mieście, wśród falistych uliczek między szeregowcami, słychać głównie ciszę… Dom przy domu, na ulicy auto zaparkowane przy aucie, dookoła nie widać żywej duszy, pusto i… cicho. I tak cały czas. Czasami dziwię się, gdzie w ogóle są ci mieszkańcy… Ale nie narzekam.

Jeśli jednak zdarzą się incydenty, sposób rozwiązania jest bardzo prosty. Rząd i samorządy zadbały o to, żeby ludzie mieli spokój. Wystarczy kliknąć tutaj i wpisać swój kod pocztowy, po czym zostaniemy przekierowani do odpowiedniej jednostki lokalnej, gdzie możemy zgłosić hałas i wszelkie inne zanieczyszczenia. Przeważnie najpierw trzeba postarać się o rozmowę z sąsiadem, a teoretycznie o mediację, ale czasami winowajca jest nieuchwytny. Piszemy, zgłaszamy, a potem przeważnie dostajemy odpowiedź mailowo i tabelkę do wypełnienia, kiedy hałas się pojawia i jak na nas wpływa. Po takiej obserwacji przez np. 2 tygodnie, urząd może założyć monitoring, nałożyć karę itd. Przeważnie wysyła listownie ostrzeżenie do hałasującego i powraca spokój. Ludzie po prostu boją się, że będą mieć, napiszę bez ogródek: nasrane w papierach na przyszłość. Zakłócanie innym spokoju, w Polsce bezkarne, tutaj poza karami pieniężnymi może skończyć się usunięciem z mieszkania (na ogół wynajmowanego), brakiem referencji od właściciela mieszkania i w konsekwencji trudnością w znalezieniu kolejnego. Referencje, ratingi i porządek w papierach to podstawa tutejszej egzystencji i każda normalna osoba o tym wie. Nie licząc oczywiście kultury osobistej, ale jeśli tej komuś brakuje, to pozostaje prawo.

Aktualizacja 10.03.2018

Zanieczyszczenie powietrza, czyli smog

To, co się dzieje od kilku lat w Polsce zimą jest oczywiście światowym ewenementem. Zresztą nie wiem, czy tylko od kilku, ale przynajmniej od paru lat jest o tym powszechnie wiadomo. To już nie jest „kiepskie powietrze w Krakowie”, to jest cała Polska i wstyd na skalę światową, bo z powodzeniem przebijamy stężeniem syfu w powietrzu… Chiny. Czy na wsi jest lepiej niż w mieście? Ostatnio okazuje się, że… niekoniecznie! Niestety palenie śmieci przez cały rok jest dla polskiej wsi znamienne. Co z tego, że kosze na śmieci, recycling, że nawet za darmo można wystawić swoje posegregowane śmieci do odbioru… Kto by się tam wysilał!

Ludzie 40+, wiecie, co o was myśli młodsze pokolenie? Że dopóki nie wymrzecie, a wraz z wami złe nawyki, to w polskim środowisku nie będzie lepiej. Smutne, ale prawdziwe. No, chyba, że się poprawicie i udowodnicie, że się mylimy co do was!

You may also like