Kocanka – zioło dobre na wątrobę. Jak stosować zioła i ich przetwory

autor dnia

Kocanka (łac. Helichrysum) to raczej mało znane zioło i od razu przyznam, że może niezbyt smaczne. Warto jednak wiedzieć o jego istnieniu i zastosowaniu przy problemach z wątrobą. W Polsce jest dostępne chyba w każdym sklepie zielarskim. Opakowanie kwiatostanów kocanki (50 g) jest bardzo tanie i kosztuje od 3 do 5 zł. Znalezienie go za granicą graniczy prawie z cudem. Kocanka jest rośliną uprawową i ozdobną, a także dziko występującą w Polsce. Podlega wtedy częściowej ochronie gatunkowej, więc nie wolno jej zrywać czy niszczyć jej stanowisk. Dlaczego o niej piszę? Sama piję herbatkę z kocanki regularnie od jakiś 2 lat (przyzwyczaiłam się do gorzkawego smaku) i widzę, że poprawia trawienie. Ponadto nie są znane żadne skutki uboczne, w tym przy długotrwałym stosowaniu. Kocanka może być dobrą alternatywą dla innych, popularnych ziół czy preparatów ziołowych polecanych na wątrobę jak np. ostropest plamisty.

Kocanka dzięki zawartym w niej substancjom (m.in. flawonoidy, garbniki, fitosterole) ma działanie antyseptyczne, przeciwzapalne (np. w zapaleniu śluzówki żołądka), rozkurczowo, żółciopędne i -twórcze, moczopędne, poprawiające trawienie i perystaltykę jelit. Informacje te pochodzą z książki prof. Aleksandra Ożarowskiego i dra Wacława Jaroniewskiego „Rośliny lecznicze i ich praktyczne zastosowanie”. Można stosować ją w chorobach wątroby i pęcherzyka żółciowego, a także po jego usunięciu (źródło tutaj).

Zioła wspomagające pracę wątroby i całego organizmu

zmielony ostropest na łyżeczceOstropest plamisty a protokół autoimmunologiczny

Wiele osób zna i stosuje w różnych formach ostropest plamisty (nawiasem mówiąc należący do tej samej rodziny roślin astrowatych), ale o kocance nie słyszało, więc może zdecyduje się dla odmiany na kocankę, zwłaszcza będąc na protokole autoimmunologicznym. Ostropest jest popularny ze względu na zawartość sylimaryny, która działa odtruwająco i ochronnie na wątrobę, ale zawierają ją łupinki nasion ostropestu, a nasiona i ziarna (ziarna są w kłosach, nasiona w miąższu owoców) nie są dozwolone na ścisłej diecie AIP. Jeśli już ktoś chce stosować ostropest na AIP, to najlepiej nie w formie zmielonych nasion (zawierają one i tak tylko niewielką ilość sylimaryny, tj. jak czytamy tutaj do 4%), ale w formie dobrego (tj. bez niepotrzebnych dodatków) oleju lub suplementu zawierającego sylimarynę. Taka forma może być mniej drażniąca dla jelit i skuteczniejsza ze względu właśnie na niską zawartość sylimaryny w łupince nasion. Ciekawostka: tutaj można przeczytać, jak uzyskuje się większą zawartość sylimaryny do celów leczniczych

Zdrowe herbatki ziołowe

Z medycyny czy nawet kuchni chińskiej wiemy, że wątroba lubi smak gorzki i kwaśny. Stąd też częste upodobanie do kawy, gorzkiej czekolady czy herbatki z hibiskusa, bo oba te smaki są coraz rzadsze w naszej diecie. Warto więc zadbać o różnorodność i od czasu do czasu zrobić coś dla dobra swojej wątroby, a nie tylko kubków smakowych. Wątroba, nasze największe laboratorium odpowiedzialne za detoks organizmu, na pewno się odwdzięczy. Drugim takim laboratorium są nerki, które lubią nawłoć czy skrzyp. Przez chyba rok stosowałam na przemian 3 rodzaje herbatek ziołowych: kocankę na wątrobę, skrzyp na nerki i pokrzywę (pyszna!) na ogólne wzmocnienie organizmu. Oczywiście nawet taka triada nie da rady, gdy w diecie mamy śmieci i nie prowadzimy zdrowego trybu życia.

Jak stosować zioła i produkty ziołowe

Tradycje zielarskie w Polsce a w innych krajach

Jeśli ktoś lubi herbatki ziołowe, to warto trochę poczytać, poszukać i poeksperymentować, bo jest ich całe mnóstwo i mogą fajnie urozmaicić nam menu oraz poprawić zdrowie. A jeśli nie wiemy czy lubimy albo jeszcze nie lubimy, to tym bardziej, bo mamy cały wielki świat ziół do odkrycia 😉 Z moich doświadczeń z mieszkania, jak dotąd, w trzech krajach wynika, że Polska ma bardzo bogatą tradycję zielarską, którą warto kultywować. Zioła, które u nas są ogólnie znane, dostępne i stosowane, często poszły w niepamięć w Wielkiej Brytanii czy Niemczech. Łatwiej tam kupić egzotyczne specyfiki z dziedziny tradycyjnej medycyny chińskiej czy ajurwedyjskiej niż skorzystać z roślin, które rosną w najbliższej okolicy. A szkoda, bo nie są w niczym gorsze, a być może lepsze. Ja myślę, że podobnie jak z lokalnym miodem i innymi lokalnymi produktami, lokalne zioła mogą być bezpieczniejszej i bardziej korzystne. Może w dziedzinie aromaterapii czy dzikiej kuchni mamy się od kogo uczyć, ale w dziedzinie zielarstwa to inni mogą nam pozazdrościć. Szkoda oczywiście, że nasza wiedza często jest ograniczona tylko do literatury polskojęzycznej i przez to niedostępna dla reszty świata.

Jak parzyć herbatki ziołowe

Polecam wszystkie zioła parzyć w odpowiedni sposób. Mój ulubiony to widoczny na zdjęciu kubek z chińskiej porcelany. Jest 3-częściowy (kubek, zaparzacz, gdzie umieszczamy zioła i przykrywka), ładny i wygodny. Warto kupić taką pokryweczkę, którą możemy położyć do góry nogami i zastosować jako podkładkę pod siteczko (np. przy sypaniu ziół albo ich odciskaniu z naparu po parzeniu). Trzeba też na nie uważać, bo z całego zestawu najbardziej lubią się tłuc :/ Warto z nich korzystać, bo nie ulatniają się substancje czynne z ziół, a przy długim parzeniu (niektóre zioła parzy się nawet 30 min.) ciepło wolniej ucieka z naparu. No i lepiej się pije z ładnego 😉

kubek herbaty z łyżeczką, pokrywką i miseczką ziół

Odwary, nalewki, ekstrakty i suplementy zamiast herbatek ziołowych

Herbatki ziołowe (czyli napary) mają zazwyczaj najsłabsze działanie z preparatów ziołowych i wymagane jest ich dłuższe czy regularne stosowanie dla lepszego efektu.

Silniejsze działanie mają odwary, które uzyskuje się po zagotowaniu ziół pod przykryciem od kilku do kilkudziesięciu minut.

Jednak nie wszystkie substancje zawarte w ziołach rozpuszczają się (dobrze) w wodzie. W takich przypadkach lepsze będą nalewki, które powstają po ekstrakcję tych substancji rozpuszczalnikiem (często alkoholem).

Jeszcze silniejsze będą ekstrakty, w których po ekstrakcji rozpuszczalnikiem stosuje się zagęszczanie. Ciekawe są tutaj zwłaszcza ekstrakty z CO2, czyli otrzymane z użyciem jako rozpuszczalnika nadkrytycznego dwutlenku węgla (pod odpowiednim ciśnieniem i w odpowiedniej temp. przekraczających tzw. punkt krytyczny, czyli taki, kiedy zachodzi przejście z jednego stanu fizycznego w inny). Nadkrytyczny CO2 jest uważany za bezpieczny dla organizmu i jest polecany jako alternatywa dla innych rozpuszczalników. Szczegóły na temat tego procesu oraz przykładowe produkty znajdziecie w tym sklepie. Jeśli czytacie w języku angielskim i chcecie dowiedzieć się więcej na temat ekstraktów, głównie ekstraktów CO2 i zobaczyć konkretne przykłady, jak wygląda ich porównanie z olejkami eterycznymi lub maceratami z tej samej rośliny – zajrzyjcie tutaj do artykułu „What are CO2 Extracts? Mystery & Methods Explained”.

Inną, pośrednią między naparami a nalewkami czy ekstraktami opcją będą suplementy ziołowe w formie tabletek lub kapsułek. Najczęściej kapsułki są lepsze, bo zawierają mniej zbędnych dodatków typu wypełniacze czy barwniki i często uważa się tę formę za lepiej przyswajalną.

W domowych warunkach oczywiście najszybciej jest zrobić napar, a jeszcze lepiej odwar, ale można też pokusić się o nalewkę. W przypadku kocanki napar przygotowuje się, zalewając zioło wrzątkiem i zostawiając na 10 minut pod przykryciem, odwar przez zagotowanie przez 5 minut, odstawienie na 10 minut i przecedzenie. Przepis także z książki „Rośliny lecznicze i ich praktyczne zastosowanie”.

Aktualizacja 18.01.2019

Jeśli mimo stosowania suplementów czy ekstraktów nadal nie widzicie efektów, to może pora wejść na wyższy poziom i sięgnąć po coś mocniejszego? 😉 Mam tu na myśli olejki eteryczne. Taki olejek to nie jakiś ekstrakt 5% czy 10% tylko… 100%. Oczywiście stosuje się je w rozcieńczeniu (czasem poniżej 1%, czasem w stężeniu kilkanaście %, a nawet w poważnych schorzeniach spotkałam się ze stężeniami 35% i oczywiście w zależności od sposobu podania, 100% olejku nie trafia do organizmu). Czasem wystarczy 1 kropla, czasem potrzeba ich kilka, kilkanaście, może kilkadziesiąt, w zależności od potrzeb, możliwości, ilości mieszanki, którą przygotowujemy.W pewnych szczególnych przypadkach, w  zależności od olejku, a nawet szkoły/terapeuty zdarza się zastosowanie nierozcieńczonego olejku.

Jakie zalety mają olejki w porównaniu z innymi preparatami fitoterapeutycznymi:

  • skoncentrowanie
  • wydajność/ekonomiczność (akurat tutaj kocanka nie będzie wiodła prymu – olejek nie należy do najtańszych)
  • wiele sposobów zastosowania (wdychanie, na skórę, nawet doustnie, dodawanie do jedzenia, kosmetyków i innych produktów)
  • pozwalają zaoszczędzić czas (nie trzeba nic gotować, macerować, czekać) i zajmują mniej miejsca
  • często można ich dłużej używać i przechowywać
  • większość pięknie pachnie, więc stosowanie ich jest bardzo przyjemne. Połączcie sobie piękny zapach i masaż 😉
  • dzięki olejkom i zastosowaniu miejscowemu można ominąć też nieprzyjemny smak lub zapach. To pierwsze właśnie w przypadku kocanki może mieć znaczenie 😉

Oczywiście dla każdego każdy preparat może mieć inne zalety. Nie tylko o stężenie chodzi. W olejku mamy substancje aromatyczne, lotne. W niektórych roślinach lecznicze działanie mają inne substancje, których nie da się np. wydestylować, tworząc olejek. Taką substancją jest np. kurkumina. Jak więc wybrać najlepszy dla nas produkt? Niestety nie da się zawsze z automatu powiedzieć, co sprawdzi się lepiej. Eksperymenty na sobie jednak zajmują trochę czasu i kosztują, więc po prostu pozostaje porównywać składniki danych produktów np. ekstraktu i olejku – jakie zawierają substancje i ile oraz co te substancje w nas powodują. Trzeba się czasem trochę naszukać. Dobre źródło to np. książki prof. Ożarowskiego (o ziołach i ich przetworach) albo strona dr Różańskiego. Ale czasem wystarczy zajrzeć sobie do Wikipedii 😉 A czasem popytać w internecie mądre głowy, czyli kogoś bardziej doświadczonego w temacie na przykład na grupie Aromastrona, której administratorka rozjaśniła mi trochę w głowie, zanim zdążyłam zrobić własny research 😉

Jeśli chcecie dowiedzieć się więcej o olejku eterycznym z kurkumy i jego składnikach oraz właściwościach, jak zawsze przychodzi z pomocą PubMed 😉 Sami zobaczcie tutaj. Artykuł jak (kurkumowe) złoto 😉

zielona buteleczka trzymana w palcachKażdy sposób zastosowania też trochę zmienia możliwość korzystania z właściwości danego produktu. jednak generalnie myślę, że olejki to może być często najlepszy wybór wśród produktów fitoterapeutycznych. Dla przykładu przepis z wykorzystaniem olejku eterycznego z kocanki.

Składniki mieszanki wspierającej pracę wątroby

  • 10 ml oleju roślinnego (w oryginale: kokosowy frakcjonowany)
  • 2 krople olejku  rozmarynowego
  • 3 krople olejku geraniowego
  • 3 krople olejku z kurkumy
  • 7 kropli  olejku z kadzidłowca
  • 7 kropli olejku z kocanki (ewentualnie do zastąpienia lawendowym)

Można wymieszać w słoiczku lub przelać do opakowania typu roll-on i smarować mieszanką okolicę wątroby.

Przepis pochodzi z podcastu dr Marizy Snyder. Podcastów możecie posłuchać tutaj. Więcej o olejkach eterycznych możecie dowiedzieć się na blogu w kategorii Aromaterapia i olejki eteryczne, do której zapraszam tutaj.

Aktualizacja 21.02.2019

Niektóre posty zapominam, a inne ciągle aktualizuję i przerabiam. Ten zwłaszcza 😉 W miarę zdobywania wiedzy dokładam kolejne cegiełki, a inne wymieniam. Dziś dodam krótką refleksję na tematy językowe, które przecież nie są mi obce z racji kwalifikacji zawodowych 😉 Przykład znajdziecie tutaj w jednym z najbardziej poczytnych postów na blogu o tym, czy jajka to też nabiał, czy jednak nie… Otóż pytanie brzmi: kocanka czy kocanki? Ponieważ budzi to kontrowersje, a nie chcę uchodzić za ignorantkę 😉 poruszę dziś ten temat. Przyznam, że mimo kilkuletniej znajomości z tym ziołem, dopiero niedawno Alicja, koleżanka z internetu, uświadomiła mi, że dla niektórych istnieją tylko kocanki 😉

Przestraszyłam się trochę, że coś pomyliłam i zaczęłam szukać, jak zwykle w literaturze/źródłach ogólnych i w fachowych. Według Wikipedii mamy kocanki, a według Słownika PWN – kocankę. W książkach prof. Ożarowskiego kocankę, a na blogu dr Różańskiego bywa różnie, ale z przewagą kocanek 😉 Na blogu prof. Łukasza Łuczaja są kocanki (o, tutaj, w poście „Jadalna Chorwacja latem”). W ofercie sklepów internetowych bywa też różnie. To jak jest naprawdę? Wyjaśnia to ten ciekawy artykuł Janiny Chodery „Rodzina i rodzaj – biologiczne jednostki taksonomiczne w Słowniku języka polskiego pod redakcją Mieczysława Szymczaka”, dostępny tutaj, w którym czytamy:

Do nielicznych wyjątków należą nazwy rodzaju: grzybienie (Nymphaea), kocanki (Helichrysum) i obrazki (Arum), które mają – podobnie jak należące do nich nazwy gatunków (por. grzybienie białe, kocanki piaskowe, obrazki plamiste) – formę mianownika lm. Ostatnio jednak w opracowaniach botanicznych, zapewne pod wpływem polszczyzny potocznej, pojawiają się obocznie nazwy rodzajowe grzybień i kocanka.

Publikacja ta pochodzi z 2015 r. No, to sprawy się wyjaśniły 😉 (Hiper)poprawnie będzie używać kocanek zamiast kocanki. Jednak nie wróży to kocankom dobrze na przyszłość 😉 Tendencja języka do ujednolicania i upraszczania jednak przeważy i kiedyś forma kocanka zapanuje. A tak na koniec to zastanawiam się, jak stara i silna musi być ta tendencja w tym przypadku, skoro już w książkach prof. Ożarowskiego występowała forma kocanka.

Może trochę jestem językową purystką i tradycjonalistką/konserwatystką (patrz: nabiał), ale z perspektywy czasu (tamten post powstał rok temu) i z perspektywy kocanek 😉 myślę, że najważniejsza jednak jest świadomość językowa (nie mylić z premedytacją 😉 ). Chodzi o to, żeby mieć świadomość istnienia problemu czy „problemu” i dogadać się z innymi. Ostatecznie można dopytać: „Przez nabiał rozumiesz też jajka czy tylko produkty mleczne?”. Albo móc stwierdzić: „Tak, kocanki to bardziej poprawna, ale też trochę nietypowa forma, która najprawdopodobniej wyjdzie z czasem z użycia, więc ja się dlatego decyduję już teraz na formę kocanka i nie jest to nic złego”. Poza tym to też zagadnienia trochę innego kalibru, bo źle podpisane opakowanie nasion w sklepie ogrodniczym, a niepotrzebne wykluczenie jajek z jadłospisu to dwie różne pary kaloszy 😉

You may also like