Dieta paleo poza domem

autor dnia

Moje odżywianie przed paleo

Kiedy pierwszy raz wyjechałam na dłużej z domu (na studia na początku w Krakowie tylko od niedzieli do piątku:D ), nie umiałam gotować (niestety niedługo nauczyłam się robić naleśniki z mąki pszennej z wodą i dżemem na oleju roślinnym…), więc albo jadłam na wydziałowej stołówce i tym podobnych przybytkach albo przywoziłam słoiki i pudełka z domu.

Gdy wyjechałam jeszcze dalej, na studia za granicę, przyjazdy po wałówkę (ale nie tylko), co tydzień czy nawet kilka tygodni, odpadły definitywnie. Należało zacząć sobie radzić inaczej. Jak? Trzeba było iść na stołówkę (na niemieckich uczelniach nie polecam), klecić coś w akademiku albo jadać na mieście. Potem bywałam w domu już tylko raz na parę miesięcy i musiałam się nauczyć sama „zdrowo” odżywiać, gotując głównie ryż albo makaron z warzywami i ostrymi przyprawami. Ale zawsze ciągnęło mnie do potocznie uważanego za tradycyjnie polskiego jedzenia jak pierogi, chleb, krówki czy to przy okazji powrotu do Polski czy znalezienia polskich produktów za granicą.

Jak jeść paleo poza domem

filiżanka włoskiej kawy ze śmietaną

Aż pewnego razu odkryłam paleo, wróciłam na rok do Polski, zamieszkałam, jak dotąd najbliżej domu, jakieś 100 km a nie 500 czy 1500 km, przeszłam na paleo i… nastała kulinarna wolność (od bycia słoikiem czy jedzenia czegoś, co ktoś mi akurat podtyka pod nos). Nie trzeba już było przyjeżdżać po zapasy, żeby się najeść, a wręcz przeciwnie, zaczęłam przywozić swoje produkty z większego miasta do domu na wsi.

Nie jestem już związana z produktami typowymi dla żadnego regionu czy kultury, bo czerpię ze wszystkich. Ważne, żeby było mięso, warzywa i tłuszcz, i to wystarczy. Owszem, chętnie zjem polską kapustę kiszoną, ale koreańskie kimchi też może być. Globalizacja, o której pisałam tutaj, zdaje się pomagać w życiu (kulinarnego) migranta. To tak na dłuższą metę. A co można na krótszą, kiedy podróżujemy, mamy jakiś okres przejściowy, zmieniamy dietę, styl życia, miejsce zamieszkania?

Porady praktyczne

  • Zrobić zapas własnego paleo jedzenia i wziąć ze sobą w drogę (chociażby kawałek gorzkiej czekolady, banana, orzechy)
  • Nie jeść, jeśli nie musimy i nie mamy nic atrakcyjnego do skonsumowania (większość z nas może spokojnie wytrzymać parę godzin, dzień, a nawet dłużej bez jedzenia)
  • Cheat meal 😉 zjeść coś nie paleo, czego na co dzień nie jemy jak np. kawałek sernika i kawa z bitą śmietaną na mieście
  • Zrobić zakupy i zapasy wysłać sobie paczkę (tanią paczką, np. taką, do UK możemy przesłać do 30 kg różnych dobrych rzeczy 🙂
  • Poprosić kogoś znajomego o przysługę i przewiezienie paczki
  • Jeśli czegoś zapomnieliśmy zabrać / wysłać za granicę, często można to zamówić przez polski sklep, ale cena będzie dość wysoka (zamawiałam np. maść linomag bez recepty do takiego sklepu)
  • Poszukać targu albo sklepu oferującego produkty danej kuchni, regionu lub kuchni świata. W UK można poszukać pod hasłem ethnic market albo international food store jak nazywa się nawet polskie sklepy. Ponadto warto znaleźć jakiś polski sklep, sklep z produktami z różnych krajów danego regionu, turecki targ w Niemczech jak np. Maybachufer w Berlinie, supermarket azjatycki np. Rajani w Bristolu. Takie zakupy są często tańsze i dają urozmaicenie oraz możliwość testowania nowych (wersji) produktów.
  • Zrobić zakupy przez internet (teraz uzupełniam swoje zapasy na Amazonie lub iHerb)
  • Zapoznać się i zacząć korzystać z często bogatej oferty lokalnej (warzywnik, rzeźnik, targ typu farmer’s market)

Mam pomysł na nowy slogan reklamowy dla paleo: Masz dość bycia słoikiem? Zostań paleo ludzikiem 😉

A tak serio… Paleo uwalnia nie tylko od bycia słoikiem czy danej kuchni (domowej, regionalnej), ale też od wielu współczesnych kulinarnych konwenansów. Nie zastanawiam się już, co zjem na śniadanie (bezglutenowe English Breakfast, a może kotleta z cukinią i bakłażanem jak na Krymie) czy obiad. Nie uzależniam sposobu przygotowania jedzenia od pory dnia. Jedzenie to jedzenie, ważne, żeby było zdrowe i smaczne.

You may also like