Nadwrażliwość czy dolegliwość?

autor dnia

Słucham siebie i ludzi z kręgu paleo i pokrewnych np. Robba Wolfa, Dave’a Aspreya, Sarah Ballantyne. I co słyszę? No, w sumie, że paleo (lub paleo podobne podejście) jest super i generalnie jest o niebo lepiej niż przed, ale tu coś zjedzą i nie czują się optymalnie, tu jakaś infekcja, alergia, zaburzenia snu czy inny problem. I tak sobie myślę, skoro oni tak mają, a robią to dłużej i lepiej niż ja, i na pewno za większe pieniądze, z lepszą technologią, to hmm… Czy coś jest tu nie tak?

Przecież kilkanaście lat temu nie czułam się źle (teraz też się nie czuję już źle, ale jak tylko coś odbiega od normy, to zauważam i nie jest to na pewno tylko wiek) i uważałam się za okaz zdrowia nie do zdarcia. A może tylko nie wiedziałam, że coś jest nie tak? Może naprawdę mamy jakieś nie zawsze najlepsze geny. Pech. Może akurat trafiliśmy w życiu na takie czy inne nie najlepsze czynniki, które aktywowały nie najlepsze geny (infekcje, alergeny, toksyny). Znów pech i do pewnego stopnia brak wiedzy wtedy. A może po prostu mamy znacznie większą świadomość i samoświadomość, i od razu zauważamy coś, co u innych tli się latami (tak, jestem zdrowy, tylko boli mnie noga / głowa / nerka i chyba zaraz zasnę po obiedzie, ale to pewnie przez tę pogodę) i w końcu wybucha jak pożar nie do ugaszenia. Może jedno i drugie? Może jesteśmy dla niektórych nadwrażliwi. Ale czy nie lepiej mieć na coś nadwrażliwość i w porę rozpoznać ją jako sygnał ostrzegawczy niż wyhodować sobie prawdziwą, poważną dolegliwość? Ja już sobie odpowiedziałam na to pytanie, teraz Wy spróbujcie, a czas pokaże, czy wybór się sprawdzi.

Aktualizacja 23.05.18

Zastanawiam się jeszcze nad jedną rzeczą. Sporo osób zachwala swoje podejście do diety, stylu życia czy jakąś terapię, reklamując ją tym, że po jej zastosowaniu będziemy mogli odzyskać zdrowie i witalność i czuć się (znowu) doskonale. Że to jest nasz naturalny stan i należy do niego dążyć. Tylko czy aby nie jest to zastawianie na nas pułapki? Zrób to czy tamto, kup to czy tamto, a będziesz piękny i gładki 😉 Wiadomo, trzeba jakoś zdobyć klienta i pieniądze. Ale nawet nie tylko o to chodzi. Czy przez to sami nie wpadamy w pułapkę perfekcjonizmu, ortoreksji, niezadowolenia czy innych zachowań i stanów, które nam nie służą, bo mamy nierealistycznie nakreślone cele? W dodatku nawet nie zawsze przez nas. Można by się przez chwilę zastanowić, czy nasi prehistoryczni, paleolityczni przodkowie zawsze czuli się optymalnie? Myślicie, że nigdy nie bolała ich głowa, że nie mieli infekcji, ponadwyrężanych mięśni? Wiemy, że stosowali różne terapie i zabiegi, więc pewnie też cierpieli. Nawet jeśli nie na choroby cywilizacyjne, to nie zawsze osiągali optimum i nie żyli w jakimś mitycznym raju bez chorób, starości i śmierci. Podobnie zwierzęta. Może nie są na wolności otyłe czy nie mają cukrzycy, ale to jeszcze nie znaczy, że są wolne od wszelkich problemów zdrowotnych i że to co naturalne, jest zawsze doskonałe.

PS Jakbyście nie wiedzieli, na zdjęciu jest mimoza 😉

You may also like