Natłuszczanie skóry nie tylko atopowej cz. II

autor dnia

Po części teoretycznej pora na praktykę, czyli przegląd tłuszczy pochodzenia zwierzęcego, które można używać na skórę. Post, do którego długo się przymierzałam się i który wyszedł trochę inaczej… Ambitnie planowałam eksperymenty na własnej skórze z wszelkimi możliwymi tłuszczami, ale jakoś się do nich nie zmobilizowałam (skóra idealna od początku roku, więc motywacja mniejsza). Napiszę więc raczej o tym, co można wypróbować 😉 A z czasem uzupełnię moją ocenę poszczególnych tłuszczy.

Tłuszcze zwierzęce stosowane w pielęgnacji skóry

  • maść maślana w słoiczku, goździki i suszony rumianekMasło. Myśl o zastąpieniu nim smalcu, który był pierwszym zastosowanym przeze mnie tłuszczem zwierzęcym na skórę, już jakiś czas chodziła mi po głowie. Masło nie jest paleo, ale myślę, że to bardziej tradycyjny dla nas składnik niż masło shea czy olej kokosowy… Nawet nie musiałam daleko szukać, bo przepis na maść maślaną znalazłam w książce Klaudyny Hebdy „Ziołowy Zakątek”, którą od dawna miałam na liście lektur. Super prosta sprawa. Moją maść zrobiłam z masła, rumianku i goździków. Miała kuszący, apetyczny zapach maślanych ciasteczek i herbaty rumiankowej oraz piękny złocisty kolor. Bardzo fajnie się ją stosowało. Efekt na skórze podobny jak po smalcu, tylko że zapach fajniejszy 😉 Maść przechowywałam w lodówce przynajmniej przez noc (mocno twardniała), a na dzień wyjmowałam, żeby było łatwiej ją nakładać (palcami, zamiast wyskrobywać łyżeczką ze słoika). Na skórze rozprowadzała się bardzo lekko. Używałam jej też dłużej niż polecane przez autorkę 7 dni.
  • Łój. Na przykład łój wołowy, koński, barani, z bizona, jelenia i innych gatunków dostępnych lokalnie. Nadal mam je w planach do wypróbowania i opisania w tym poście.
  • Sadło. Przypominają mi się też, chyba z beletrystyki, sadła np. niedźwiedzie, borsucze, a nawet sadło świstaka, które były stosowane w przeszłości. Czy na problemy skórne? Kojarzę chyba zastosowanie na rany i stawy. Nie jestem nawet pewna, jak je w ogóle ująć w tym podziale, bo według słowników sadło znaczy po prostu tłuszcz zwierzęcy… Czyżby był to więc synonim tłuszczu zwierzęcego i obejmował łoje, smalce, słoninę itd.? A może używa się go bardziej w kontekście zwierząt dzikich? Może to już przestarzałe słowo?
  • Smalec drobiowy. Gęsiego używałam kilkukrotnie. Najpierw z ciekawości w 2015 r. Nie miałam wtedy żadnych problemów ze skórą, ale szukałam naturalnych kosmetyków, które byłyby równie paleo jak moja dieta. Gdzieś coś mi się już obiło o uszy o tłuszczach zwierzęcych w kosmetykach. Smarując się pierwszy raz, czułam się dziwnie, bo myślałam, że robię coś wyjątkowo dziwnego. Smalec stosowałam zamiast balsamu po prysznicu i przed pójściem spać. Miałam ekologiczny smalec w szklanym słoiku. Mój „balsam” pachniał dość spożywczo i trochę tłuścił rzeczy. Poza tym nie zauważyłam nic szczególnego z wyjątkiem tego, że świetnie natłuszcza usta. Skóra na ustach robiła się od razu miękka i błyszcząca. Kiedy jakieś pół roku później zaczęły mi się problemy ze skórą i zaczęłam używać smalcu gęsiego na dłonie, nie zauważyłam poprawy. Być może moja skóra była już na tyle zdewastowana, że po prostu potrzebowałam czegoś cięższego (typu kilka warstw, czysta parafina i bawełniane rękawiczki). Trzecie podejście było przy skórze bliskiej normy dzięki obniżeniu jej pH, kiedy pozostały tylko drobne nierówności i miejscami sucha skóra na spodzie dłoni. Smalec gęsi jest dość łatwy w użyciu. Kupuję go w supermarkecie w słoiczku, przekładam do mniejszego słoiczka i trzymam w lodówce. W niskiej temperaturze jest prawie w stanie stałym, ale wystarczy wziąć trochę, tak na koniuszek palca, żeby zaczął się rozpuszczać. Rozprowadzam szybko na dłoniach, a ewentualny nadmiar delikatnie osuszam ręcznikiem papierowym. Stosuję w domu (trochę pachnie, nie wchłania się od razu jak lekki krem, więc może zostawiać tłuste ślady). Jak na razie używam go głównie po „octowaniu” dłoni. Służy mi jak kolejny krem (mam aktualnie jeszcze aveeno hand cream, linomag i hydromol ointment). Cudów nie ma, ale jest ok. Nadal najbardziej lubię używać go na usta. Efekt na skórze przypomina mi może trochę ten po oleju kokosowym. Z jednej strony nie wchłania się równie szybko i przyjemnie co lekki krem, a z drugiej nie pozostawia grubej warstwy ochronnej jak maść na bazie parafiny.
  • Smalec wieprzowy. Drugi najbardziej dostępny. Zdarzyło mi się użyć parę razy na dłonie i usta. Efekt jak po drobiowym.

wosk i maść z wosku pszczelego na białym talerzuInne substancje pochodzenia zwierzęcego w pielęgnacji skóry

Warto jeszcze wspomnieć o dwóch grupach produktów zwierzęcych, które nie są tłuszczami, ale wraz z nimi zaliczane są do nadrzędnej grupy lipidów. Są to tradycyjnie wykorzystywane w pielęgnacji żółtka jaj i woski.

Wosk pszczeli

Woski mogą być pochodzenia zwierzęcego, roślinnego, mineralnego i in. Zdecydowanie najpopularniejszy z wosków zwierzęcych jest wosk pszczeli. To bardzo dobry zamiennik innego popularnego wosku, czyli parafiny, na której bazuje wiele kosmetyków i maści dla atopików. Wosk zapewnia skórze okluzję, czyli uszczelnia i chroni przed utratą wody. Czysty wosk jest bardzo twardy (kroi się go nożem), więc trzeba go łączyć z innymi substancjami przed aplikacją na skórę. Plusem jest spora dostępność i dość niska cena (droższy niż parafina, ale zdecydowanie tańszy niż woski roślinne np. jojoba). Wosk może czasem uczulać, więc lepiej sprawdzić najpierw na małej powierzchni skóry, czy będzie dobrze tolerowany.

Żółtka jaj

Drugi z tych produktów to żółtka jaj, najczęściej kurzych. Ich najbardziej znane zastosowanie kosmetyczne nie jest bezpośrednio na skórę, ale na włosy i siłą rzeczy skórę głowy. Bardzo fajny, naturalny zamiennik szamponu i odżywki do włosów. Sprawdza się co najmniej tak samo dobrze, jak nie lepiej. W skrócie: właściwości myjące zawdzięcza lecytynie, a działanie odżywcze witaminom i minerałom (żółtko jest ich skarbnicą, bo przecież z niego rozwijać się ma nowe życie). Więcej informacji o tym jak działa szampon jajeczny i jak go stosować znajdziecie tutaj.

smalec w słoiczkuDlaczego warto stosować produkty zwierzęce do pielęgnacji skóry

Sądzę, że warto włączyć tłuszcze i inne produkty zwierzęce do pielęgnacji skóry. Ich zalety to:

  • dobra dostępność większości
  • przystępna cena
  • łatwość w użyciu (samych i w kombinacji)
  • duże bezpieczeństwo
  • podobieństwo fizjologiczne ze skórą i znajdującymi się w/na niej substancjami
  • różnorodność (coś dla nas nowego, eksperymentowanie z domowymi kosmetykami, łączenie z tłuszczami roślinnymi i innymi substancjami)

Jak pisałam w poprzednim poście o skórze, są po temu też tradycyjne przesłanki. Pierwsze kosmetyki powstawały na bazie produktów zwierzęcych i roślinnych, bo nie było mineralnych ani syntetycznych.

Czy są jakieś wady stosowania produktów zwierzęcych w pielęgnacji skóry

Wady produktów zwierzęcych to czasem specyficzny zapach (można zniwelować dodatkami), nietypowość (wydają się nam dziwne, bo zostały zapomniane i nie ma na nie mody; ale jak ktoś lubi być oryginalny, to ma tu kolejną zaletę 😉 ), czasem mniejsza wygoda użycia niż w przypadku niektórych gotowych kosmetyków. Należy też pamiętać, żeby (jak ze wszystkim) postarać się o dobrej jakości produkt (np. ekologiczny, bo w tłuszczu mogą gromadzić się toksyny) i na początku zachować ostrożność (użyć na niewielkiej powierzchni i sprawdzić reakcję skóry). Jak zawsze są plusy i minusy, i każdy musi wziąć wziąć odpowiedzialność za podjęcie decyzji w swoje ręce 😉

You may also like