Akupunktura. Czy warto?

autor dnia

Niedawno pisałam tutaj o moich doświadczeniach z konsultacjami u studentów, którzy niedługo będą praktykować jako specjaliści od żywienia lub akupunkturzyści. Tym razem chciałam skupić się nie na takiej formie leczenia za mniejsze pieniądze i wspomagania czyjegoś kształcenia, ale samej akupunkturze. Jak to jest iść na akupunkturę i czy warto?

Czy akupunktura jest refundowana

Nigdy wcześniej nie miałam do czynienia z akupunkturą, chociaż wiedziałam, że na podobnej zasadzie działa akupresura, refleksologia czy tapping, o których czytałam i stosowałam na sobie (np. ucisk punktu LI11 na świąd towarzyszący AZS, na które często poleca się akupunkturę, o czym pisałam tutaj), ale też nigdy nie korzystałam z takich zabiegów u terapeuty. Przed pierwszą konsultacją przejrzałam trochę informacji w internecie, m.in. tutaj na stronie brytyjskiej służby zdrowia, NHS. Tu warto dodać, że w wielu krajach akupunktura jest oficjalnie uznawaną i refundowaną metodą leczenia. Spotkałam się w Niemczech z taką ofertą, wiem, że jest tak w Austrii i w UK. Oczywiście są pewne dolegliwości, na których leczenie możemy dostać skierowanie, a na inne nie bardzo i zależy to też od kraju czy lekarza, ilości chętnych… Mnie akupunkturzysta mówił, że w Chinach naprawdę są oddziały akupunktury w szpitalach i leczenie tą metodą trwa krócej niż w Europie, ale jest intensywniejsze. I że znieczulanie w ten sposób do operacji to nie mit 😉

Jak działa akupunktura

Jeśli ktoś chce poczytać nowoczesne, naukowe wyjaśnienia skuteczności akupunktury (redukcja bólu, stanu zapalnego występującego chyba we wszystkich chorobach i przywrócenie organizmowi homeostazy) oraz pożegnać się z mitem o meridianach i przypływającej nimi energii qi, to polecam tę serię postów Chrisa Kressera, który jest z wykształcenia także akupunkturzystą. Można z nich się dowiedzieć, że akupunktura jest bezpieczniejsza nie tylko od standardowych procedur medycznych, ale nawet od… placebo.

Czy akupunktura boli albo może zaszkodzić?

Z internetu dowiedziałam się, że zabieg nie powinien powodować skutków ubocznych, chociaż może zdarzyć się lekkie krwawienie lub siniak w miejscu wkłucia, jak czasem przy pobieraniu krwi. W przeciwieństwie do tego ostatniego, raczej nie poczujemy wkłucia, bo igiełki są zasadniczo dużo mniejsze, ale potem to już różnie 😉 NHS ostrzega, w przeciwieństwie do niektórych filmików na youtube 😉 że można poczuć ból. Faktycznie. I podobno to dobry znak, że ciało reaguje 🙂 Inną taką reakcją może być np. zaróżowienie w miejscu wkłucia (podobnie jak przy bańkach, o których też napiszę!). Oczywiście igłyjednorazowe, każda w swoim sterylnym opakowaniu i następnie wyrzucane do specjalnych pojemników. Zupełnie jak w szpitalu. Brytyjska państwowa służba zdrowia, NHS, wymienia jako potencjalne skutki uboczne także:

  • uczucie senności
  • zawroty głowy
  • chwilowe pogorszenie symptomów

Jak widać, na szczęście nie są one bardzo poważne, a potencjalne korzyści są według mnie dużo większe.

Akupunktura to nie tylko igły

Warto też wiedzieć, że  akupunktura zdecydowanie najbardziej kojarzy się z igłami, ale obejmuje też inne techniki. Z książek pamiętałam, że jest jeszcze termopunktura, czyli działanie ciepłem na pewne punkty (Chińczycy kochają to, co rozgrzewające!). Dzięki temu, że zabieg był prowadzony w celach edukacyjnych, przyszły terapeuta mógł trochę poeksperymentować 😉 Do działania ciepłem najczęściej używa się bylicy pospolitej w proszku lub innej formie np. dużego „pisaka” z węglem aktywowanym. Bylica spala się bardzo równomiernie (czy jak to określić). Ogólnie bardzo przyjemny zabieg, jeśli zapalonym „pisakiem” ogrzewa się okolicę wbitych igieł, albo np. kładzie na brzuchu plasterek imbiru, na to trochę proszku i zapala się, żeby rozgrzać to miejsce. Hardcore’ową i zaawansowaną techniką jest położenie odrobiny proszku bezpośrednio na skórę i podpalenie, co mocno stymuluje system odpornościowy (i zostawia blizny). Oczywiście nie stosowano jej na mnie 😉 Inną taką techniką są dobrze w Polsce znane… bańki. Pamiętam, że jak byłam małym dzieckiem (czyli jakieś ponad 25 lat temu), to na przeziębienia i grypy, oprócz leżenia w łóżku i zwolnienia lekarskiego, zamawiało się ciotkę (siostra dziadka), która stawiała bańki. Jest to na ogół bezpieczne (zwłaszcza obecnie dostępne plastikowe bańki), ale raz wziął się za to mój ojciec i efekt był taki, że… nigdy więcej. No, chyba, że u specjalisty 😉 Nie znałam natomiast lub zapomniałam o innej technice o nazwie gua sha. Ostrzegam, że zdjęcia wyglądają trochę makabrycznie. Gua sha polega na ucisku nawilżonej skóry odpowiednim narzędziem, co pozostawia szybko znikające ślady (coś jak niekiedy po bańkach). Może sobie kiedyś zażyczę 😉

Moje wrażenia i efekty po akupunkturze

Ogólnie sam zabieg był momentami bardziej nieprzyjemny niż oczekiwałam (może mój błąd, bo pod wpływem internetowych informacji oczekiwałam czegoś… zupełnie neutralnego), ale potem czułam się tak dobrze, że uważam, że zdecydowanie było warto dać się pokłóć. Natomiast termopunktura (moxa) była zdecydowanie przyjemna. Nieprzyjemna też może być, kiedy ktoś użyje silniejszej techniki (akupunkturzyści robią to czasami na sobie, co może prowadzić do lekkich poparzeń skóry i zostawić trwałe ślady). I to wszystko piszę przy uwzględnieniu, że zabieg robił jednak student 😉 Samo wkłucie rzadko kiedy czułam. Może w delikatnych i mocno ukrwionych miejscach np. między brwiami. Tam też raz zdarzyło mi się, że pociekło parę kropli krwi i potem przez parę dni paradowałam z siniakiem 😉 Miejsce wkłucia było ustalane w wyniku diagnozy (pierwszy wywiad trwał z półtorej godziny!), rozmowy z wykładowcą, a potem dane miejsce było dokładnie ustalane w wyniku lekkiego ucisku. Po wkłuciu następowało lekkie „przykręcenie” igły i przeważnie powodowało to odczucie podobne do uszczypnięcia. Po pewnym czasie igły znowu były przekręcane i znowu szczypało 😉 Pewne miejsca są szczególnie odczuwalne u niektórych osób. U mnie tak było z jednym punktem w okolicy kostki. Za pierwszym razem wbicie igły sprawiło, że poczułam, jakby przeszedł od kostki do podeszwy stopy przeze mnie prąd! Po zabiegu na następny dzień natomiast nic tam nie poczułam… Po dwóch tygodniach poczułam, ale już nie tak mocno. Poza tym sam zabieg sprawiał, że czułam się trochę jak maszyna, cyborg czy Frankenstein 😉 Dość zabawnie w każdym razie. No, bo leżę sobie, a ktoś mi wbija igły i nimi steruje czymś  w moim organizmie. To trochę tak, jakby ktoś przykręcał śrubki robotowi.

Co leczy akupunktura i ile potrzeba zabiegów

Akupunktura najlepiej nadaje się do leczenia lub wspomagania leczenia chorób przewlekłych, z którymi medycyna zachodnia i tak sobie nieszczególnie dobrze radzi np. na atopowe zapalenie skóry. Polecana jest też na przewlekłe bóle. Z drugiej strony, kiedy mamy krótką, ostrą infekcję np. zatok, przeziębienie itd., zaleca się nie rezygnować z zabiegu, bo może on nam pomóc szybciej wyzdrowieć. Ponadto polecana jest też na bóle pooperacyjne. Oczywiście, jeśli mamy złamany palec czy pokaleczoną skórę, to idziemy najpierw do lekarza, a potem zastanawiamy się, czym jeszcze można się wspomóc.

Ogólnie, jak wytłumaczył mi akupunkturzysta, można przyjąć, że na każdy rok choroby potrzebny jest miesiąc zabiegów po dwa razy w tygodniu. Czyli 10 lat choroby to 80 zabiegów w ciągu 10 miesięcy… Trochę dużo i drogo. Co oczywiście nie oznacza, że nie można mieć natychmiastowej poprawy już po pierwszym zabiegu.

Czy akupunktura jest paleo? 😉

Historia akupunktury jest niezwykle bogata i ciekawa. Tysiące lat stosowania, są moim zdaniem kolejnym dowodem na jej skuteczność, podobnie jak to jest w przypadku np. praktykowania jogi. Po prostu coś nieskutecznego zaginęło by w mrokach historii i tyle, bo nikt przez tysiąclecia nie chciałby walić głową w mur. Co ciekawe, niektórzy uważają, że praktykę tę, której stworzenie przypisuje się starożytnym Chińczykom, stosowano nawet wcześniej w prehistorycznej Eurazji. Na przykład słynny „człowiek lodu” z Tyrolu sprzed ponad 5 tys. lat, Ötzi, miał tatuaże w miejscach, gdzie współcześni akupunkturzyści mogliby wbijać igły, żeby leczyć jego dolegliwości. Lubię o tych tatuażach myśleć, jak o prehistorycznej wersji bransoletek z grupą krwi lub nazwą choroby, na którą ktoś cierpi. Masz problem, a jesteś sam, tu wbijasz kamień czy kość 😉 Zmienił się szaman w twoim plemieniu, to nowemu nie musisz opowiadać całej historii swojego zdrowia 😉 5 tys. lat to dużo, chociaż już dawno po paleolicie. Czy podobne metody były znane jeszcze wcześniej w całej Eurazji? Być może tak, być może nie. Może nawet nigdy się tego nie dowiemy…

You may also like