Jak wyleczyć infekcję helicobacter pylori. Cz. I: teoria

autor dnia

Helicobacter pylori to bakteria, którą większość populacji ma w swoim organizmie (głównie w żołądku). Procentowe szacunki różnią się w zależności od źródła i badanej populacji. Obecność bakterii w organizmie przeważnie jest bezobjawowa, ale w przypadku ich wystąpienia, najbardziej znane objawy to: dolegliwości żołądkowe z wrzodami i rakiem żołądka w najgorszym wypadku. Historia tej bakterii i badań nad nią jest fascynująca. Od prehistorycznych afrykańskich sawann, przez XIX-wieczne laboratoria polskich i niemieckich naukowców, aż po Nagrodę Nobla dla australijskich badaczy na początku XXI w. Sama też mam z nią pewne doświadczenia, o których w poniższym poście. Nawet bogatsze niż myślałam…

Helicobacter pylori i my: wspólne początki

Wszystko zaczęło się gdzieś w Afryce, 60 tys. lat temu. Dzięki badaniom genetycznym wiemy, że bakteria wywędrowała wraz z ludźmi z Afryki do Europy mniej więcej w tym czasie. Jej genetyczne zróżnicowanie, analogicznie do naszego, maleje wraz z rosnącym dystansem od kolebki ludzkości (chociaż są już głosy, np. tutaj, że kolebką ludzkości może być jednak Europa 😉 ). A więc wyemigrowali i żyli razem długo i szczęśliwie. A przynajmniej w błogiej nieświadomości szkodliwości h. pylori do XX w. 😉 A może to właśnie ta migracja spowodowała, że infekcja zaczęła przynosić więcej szkód niż… korzyści? Jeszcze do tego wrócę.

Chorobotwórczość helicobacter pylori

Skupmy się na razie na żołądku. Wrzody żołądka zostały opisane już w starożytności. W XIX w. niemieccy naukowcy znaleźli bakterie w żołądku, ale nie bardzo potrafili wykorzystać to odkrycie. Następnie Walery Jaworski, polski naukowiec z mojej Alma Mater, czyli Uniwersytetu Jagiellońskiego, także znalazł bakterie w żołądku i jako pierwszy sugerował, że mogą być patogeniczne. Niestety, pisał po polsku, więc jego prace szybko popadły w zapomnienie… Przez około 100 lat nic szczególnie ciekawego się nie działo, aż do czasu, gdy na scenę wkraczają australijscy badacze Barry Marshall i Robin Warren, których interesował temat chorób żołądka i obecności h. pylori. Barry Marshall w końcu wypił zawartość szalki Petriego z h. pylori, spodziewając się, że za jakiś czas rozwiną się u niego wrzody żołądka. Okazało się, że już po kilku dniach zaczął chorować i wkrótce musiał przejść kurację antybiotykową, po której wyzdrowiał. Za odkrycie związku h. pylori z chorobą wrzodową żołądka, która może prowadzić do raka żołądka, badacze otrzymali w 2005 r. Nagrodę Nobla. Dzięki znalezieniu prawdziwej przyczyny choroby lekarze na całym świecie zmienili sposób leczenia i wyleczenie pacjentów stało się możliwe. Oczywiście nie bez pewnych problemów, ale o tym za chwilę. Jeśli ktoś chce się dowiedzieć więcej, polecam artykuł w anglojęzycznej Wikipedii, m.in. na którego podstawie napisałam ten fragment.

Infekcja helicobacter pylori

Przebieg bezobjawowy

Wróćmy do wpływu h. pylori na zdrowie. Po pierwsze, większość populacji ma w organizmie tę bakterię. Jeśli już ją mamy, przeważnie nie odczuwamy objawów infekcji i nie chorujemy. Istnieje nawet tzw. afrykańska zagadka (African enigma, więcej tutaj), polegająca na tym, że większość Afrykanów nie choruje na wrzody żołądka, mimo że h. pylori powszechnie u nich występuje.

Korzyści zdrowotne

Afrykańską zagadkę wyjaśnia prawdopodobnie to, że do zainfekowania dochodzi u Afrykanów bardzo wcześnie (bo bakteria jest tam powszechna) i wtedy nie tylko nie dochodzi do rozwoju wrzodów, ale bakteria ma wręcz korzystny, immunomodulujący wpływ na zdrowie! Na przykład chroni przed astmą. Tu mamy więc do czynienia z ciekawym przypadkiem: bakteria nie tylko nie jest szkodliwa dla zdrowia, nawet nie obojętna, ale wręcz korzystna! To drugi przypadek, tzw. hipoteza starych przyjaciół (więcej tutaj), w którym wydaje mi się, że nie ma co się nią przejmować.

Dolegliwości trawienne

Trzeci przypadek, wymagający diagnostyki i leczenia, to sytuacja, w której odczuwamy dolegliwości z układu pokarmowego (np. nudności, wymioty, bóle). Do tego jeszcze wrócimy.

Inne dolegliwości

Czwarty przypadek to dolegliwości inne niż gastryczne… Niektóre to jednostki chorobowe, inne to symptomy (które niemal uważane są za choroby, jak wysoki cholesterol, w tym przypadku głównie chodzi o LDL potocznie i błędnie zwany złym cholesterolem). Wiedząc o nich, możemy domyślić się podłoża problemu i odpowiednio dobrać lub uzupełnić diagnostykę (bo ta w państwowej służbie zdrowia może być bardzo ograniczona i dawać niepewne rezultaty). Powszechnie uważa się, że infekcje powodują podniesienie poziomu cholesterolu, zwłaszcza LDL w przypadku h. pylori. (więcej tutaj i tutaj). Każdy z nas ma inną odporność na (inne) infekcje. Jak usłyszymy tutaj, osoby z grupą krwi 0 są mniej odporne na h. pylori, bo bakteria ta ma strukturę białek zbliżoną do białek osób z grupą krwi 0, więc łatwiej jest jej oszukać układ odpornościowy niż np. u osób z grupą krwi A. Infekcja h. pylori może wywoływać choroby autoimmunologiczne tarczycy (Hashimoto, Graves) i… żołądka (dalsze informacje tutaj)! A co powiecie na powiązanie h. pylori z Alzheimerem albo cukrzycą typu II, które znajdziecie tutaj? H. pylori może znajdować się też w płytce nazębnej i być może prowadzić do reinfekcji oraz w ślinie (co może prowadzić do zakażeń). Chociaż zdania na temat takiej reinfekcji są u badaczy podzielone, jak widać tutaj. Albo co powiecie na znalezienie h. pylori w blaszce miażdżycowej? W PubMedzie udało mi się jeszcze znaleźć badania (link tutaj) wskazujące na korelację występowania h. pylori i zapalenia woreczka żółciowego (to być może wyjaśnia lokalizację mojego bólu i podejrzewanie przez lekarza kamieni w woreczku, których oczywiście nie znaleziono). A ile jeszcze takich powiązań istnieje, a o nich nie wiemy? W tym kontekście pewnie najlepiej jest nie dopuścić do przerostu populacji h. pylori i ewentualnie eradykować ją, jeśli nasz specjalista od zdrowia stwierdzi, że usunięcie infekcji przyniesie poprawę zdrowia, remisję lub zatrzymanie postępu choroby. A płytki nazębnej zdecydowanie lepiej jest nie mieć i może tu pomóc ksylitol. A jak? Wyjaśniam to tutaj.

Jak zdiagnozować infekcję helicobacter pylori

Z własnego doświadczenia z brytyjską służbą zdrowia mogę powiedzieć tyle, że jeśli symptomy jako tako pasują i w badaniach krwi wyjdą przeciwciała IgG, to dostaniemy leki… Jeśli symptomy znikną, to sprawa załatwiona, jeśli nie, to będziemy się martwić dalej, czyli wykonamy test oddechowy. Badanie przeciwciał IgG z krwi mówi nam generalnie tyle, że organizm napotkał wcześniej patogen. Przeciwciała IgG będą we krwi nawet po zakończeniu antybiotykoterapii (mogą utrzymywać się we krwi od kilku miesięcy do lat). Lepiej więc od razu zrobić test z kału albo oddechowy, jeśli mamy taką możliwość. Można też pewnie sprawdzić IgM z krwi i IgA, żeby móc określić, czy infekcja jest aktywna, ostra lub przewlekła.

Leczenie infekcji helicobacter pylori

Eradykacja helicobacter pylori

Obecnie najczęściej stosowana jest intensywna antybiotykoterapia (2 antybiotyki) i inhibitor pompy protonowej przez krótki okres czasu (1-2 tygodnie). To może pomóc i przeważnie pomaga, ale czasem wymagana jest powtórna, trochę dłuższa kuracja. Antybiotykoterapia obarczona jest skutkami ubocznymi. Giną wtedy przyjazne nam bakterie i może dojść do przerostu patogenicznych, jak choćby c. diff., które może prowadzić do poważnych powikłań (rzekomobłoniaste zapalenie jelit). A do tego wszystkiego mamy rosnącą antybiotykooporność bakterii. Zarówno nasz szczep h. pylori może być już trudny do usunięcia, jak i istnieje ryzyko, że kolejny patogen będzie trudniej usunąć w przyszłości… Konieczna wydaje się wtedy rozsądna probiotykoterapia. Chociaż tu akurat mój lekarz machnął ręką i stwierdził, że nie ma sensu, za to ostrzegał przed biegunkami i skurczami żołądka… Są też naturalne sposoby. O tym będzie w moim case study 😉 W następnej części napiszę, jak to wyglądało w moim przypadku: objawy, badania, suplementy, leki i probiotyki.

You may also like