Jak wyleczyć infekcję helicobacter pylori. Cz.II: praktyka i trochę o probiotykach

autor dnia

W poprzedniej części posta o helicobacter pylori pisałam trochę o historii tej bakterii i badań nad nią oraz o możliwych manifestacjach (bądź ich braku) infekcji, poszlakach i powiązaniach z innymi jednostkami chorobowymi. Teraz pokażę przebieg, diagnostykę i leczenie infekcji h. pylori praktycznie. Na sobie.

Infekcja helicobacter pylori: czynniki ryzyka i choroby towarzyszące

Początek problemów ze zdrowiem

Mam grupę krwi 0, więc jak pisałam tutaj, mój układ odpornościowy nie rozpoznaje najlepiej h. pylori. Tu może tkwić początek moich problemów z tą infekcją.

Ponadto ok. 2013 r. pojawiły się u mnie przeciwciała tarczycowe. Może nawet wcześniej, ale wtedy uległam narzekaniom naturopatki i poszłam na badania krwi (tarczyca brzmiała wtedy tak abstrakcyjnie 😉 ). Lekarz, jak zobaczył później te wyniki, to się złapał za głowę i nawet dał mi skierowanie na USG (wyszło ok., bo już byłam po zmianie diety itd). Rok 2011 to był początek moich problemów ze zdrowiem, a co najmniej ich dostrzeżenia. Stres, niewłaściwa dieta i styl życia… Aż nie ma się, co dziwić, że coś się przyplątało.

Od kiedy wzięłam się za siebie i przeszłam na paleo, mam minimalnie przekroczone niektóre normy przeciwciał, hormony w normie (dobrej normie), USG nie wykazało zmian i nie mam żadnych symptomów tarczycowych (więc nie zamierzam uważać się za chorą). Jednak nadal coś się tam może dziać i przeciwciała nie wróciły całkiem do normy… Jak wiemy, obecność h. pylori może wiązać się z występowaniem chorób tarczycy. Mechanizm i przykładowe inne patogeny bardzo dobrze opisuje tutaj specjalistka od chorób tarczycy, dr Izabella Wentz. Naprawdę warto poczytać jej bloga. To byłaby druga poszlaka.

Objawy sugerujące obecność infekcji

Jak pisałam w poprzedniej części posta o h. pylori, infekcja ta może objawiać się podniesieniem poziomu cholesterolu. Co ciekawe, u mnie cholesterol nagle przekroczył normy i to właśnie LDL (oczywiście temat nie jest prosty, LDL to też różne frakcje i nie wszystkie ponad normę muszą świadczyć o stanie chorobowym, a same normy cholesterolu to też niezła historia). Oczywiście można by pomyśleć, że to dieta czy stres, ale… nic z tych rzeczy wtedy. Podniesiony cholesterol pojawił się w wynikach badań jeszcze przed wystąpieniem dolegliwości z układu pokarmowego…

Kolejny etap to dolegliwości z układu pokarmowego. Zdrowa, wypoczęta i lekko opalona po lecie, poleciałam do UK i… na drugi dzień byłam chora. Biegunka, złe samopoczucie przez chyba tydzień we wrześniu 2015 r. Ok., właśnie się przeprowadziłam, zmiana wody, jedzenia, więc się nie przejmowałam. Za jakiś miesiąc powtórka. To pewnie przypadek. W grudniu byłam chora ze dwa tygodnie, w tym w podróży. Do tego miałam skórę w katastrofalnym stanie (atak AZS po twardej wodzie w UK) i nie mogłam spać przez jej suchość i swędzenie. Zanosiło się, że zdechnę. Problemu oczywiście nie dało się już zignorować.

Jak wyglądają objawy i diagnostyka infekcji helicobacter pylori w praktyce

Nasilające się objawy i przeciągająca się diagnostyka

Dietetyk zalecił mi badania krwi (wstępnie: przeciwciała w klasie IgG) na 3 infekcje, w tym h. pylori. Ewentualnie podejrzewał pasożyta. Wcześniej przeszłam z paleo na dietę eliminacyjną, AIP. Prowadziłam dzienniczek diety i wszystkiego innego: występowania objawów nie dało się połączyć ani z dietą, ani stresem, podróżami, snem, innymi dolegliwościami, suplementami, a nawet… fazami księżyca. Problem polega na tym, że nie mieszkam w Polsce, ani nawet w mieście z polską kliniką i nie mam dostępu do szerokiego spektrum badań, które mogłabym sobie zrobić prywatnie, 6 dni w tygodniu, bez skierowania i relatywnie tanio. W maju 2016 r. po kolejnym epizodzie biegunki i nudności, które pojawiały się regularnie co ok. miesiąc, byłam tak wykończona, że marzyłam już tylko o antybiotyku.

Poszłam do lekarza ogólnego w UK. Wywiad, opukanie, skierowanie na ogólne badania krwi. 2 strony wyników, wszystko w normie (jak bardzo trzeba być chorym albo odmiennym genetycznie, żeby coś wyszło nie w normie???). Pani doktor powiedziała, że jeśli dostanę kolejny raz biegunkę, to trzeba pobrać próbkę do badania. O, dziwo, biegunka zniknęła na… rok. Złośliwość losu.

Czasowo zmniejszenie się dolegliwości

Przez jakieś 3 miesiące zniknęły prawie wszystkie dolegliwości, więc już zaczęłam cieszyć się, że problem się skończył. Może to dlatego, że w wakacje przez kilka dni brałam antybiotyk? Nie prowadziłam wtedy jeszcze dokładnej tabelki dzień po dniu ze wszystkimi symptomami, samopoczuciem i zażywanymi środkami, więc ciężko powiedzieć… A na jesień znowu… Zimą trochę spokoju i znowu… Do tego doszły wymioty, brak apetytu (zwłaszcza na mięso, co mogłoby świadczyć o obniżeniu wydzielania kwasu żołądkowego, co może wskazywać na jego supresję przez h. pylori).

Poszłam do innego lekarza ogólnego. Jego pomysł: może to kamienie w woreczku żółciowym albo coś funkcjonalnego (czytaj: taki mam po prostu przewód pokarmowy). Nie jestem aż tak chora czy zaniedbana zdrowotnie, żebym miała mieć kamienie, a poza objawami zatrucia mój paleo przewód pokarmowy działa idealnie. Nie wiem nawet, że trawię… Poszłam na USG woreczka. Oczywiście nic nie znaleziono. Stwierdzono, że USG nie jest dokładnym badaniem i zaproponowano mi tomografię komputerową, ale nawet lekarka mi odradziła („pani jest młoda, lepiej tego nie robić”).

Poszłam w międzyczasie na akupunkturę (więcej informacji o tym, czy warto chodzić na takie zabiegi znajdziecie tutaj), gdzie stwierdzono, że mam jakieś problemy z żołądkiem, ale kilka dotychczasowych wizyt nie przyniosło żadnej zmiany i studenci (tak, byłam u studentów 🙂 i uważam, że zdecydowanie warto korzystać z takich konsultacji, o czym poczytacie tutaj) nie mogli za bardzo rozgryźć mojego przypadku. Ogólnie im się nie dziwię 😉

Koniec diagnostyki i początek leczenia infekcji

Poszłam do kolejnego lekarza, któremu zdradziłam sugestię dietetyka, że to może infekcja albo pasożyt. Dostałam skierowania na kolejne badania krwi (ogólne i h. pylori). Wyszły mi ponownie przeciwciała w klasie IgG na h. pylori (innych badań na to najwidoczniej lekarze tutaj nie praktykują) i dostałam leki. Sama pani doktor przyznała, że przeciwciała IgG to tylko zapis historii kontaktu organizmu z patogenem i mogą jeszcze długo pozostawać we krwi po eradykacji patogenu (wg niej kilka lat, chociaż w Wiki wyczytałam, że ok. 6 miesięcy). W międzyczasie wróciła po długiej przerwie biegunka, oddałam materiał do badania ogólnego i… nic nie wyszło.

Poszłam przy innej okazji do poprzedniego lekarza i opowiedziałam mu, co zalecił pierwszy. Potwierdził, że to właściwe podejście. Dodatkowo mój chłopak zrobił badania przeciwciał (ostatecznie potencjalnie zaraźliwe i jak leczyć, to wszystkich zarażonych w domu) i okazało się, że ich nie ma. Good for him. Co ciekawe, ma on grupę krwi A, a więc tą, która dużo lepiej sobie radzi z h. pylori. A że u mnie badanie IgG wykonane w odstępie 15 miesięcy nadal wykazywało przeciwciała, a do tego w badaniach były inne poszlaki (w tym obniżone białe krwinki w jednym z badań, co może także świadczyć o infekcji) stwierdziłam, że pora na leki.

Leczenie infekcji helicobacter pylori

Ponieważ państwowa służba zdrowia, nawet jedna z lepszych w świecie, jak brytyjski NHS, nie działa za szybko, postanowiłam zrobić też własny research. I tutaj muszę podkreślić, że większość informacji potrzebnych do szczęścia i wyzdrowienia znaleźć można na kilku blogach. A wszystkie w Internecie (warto zacząć od PubMedu). Tym razem znów poratował mnie Chris Kresser (zawdzięczam mu już udrożnienie nosa roztworem ksylitolu), który tutaj pisze, że w pierwszej kolejności warto wypróbować mastyks (więcej tutaj), po ang. mastic gum, tradycyjne remedium na dolegliwości trawienne, znane już od starożytności. W drugiej kolejności są antybiotyki. Za mastyksem przemawia tradycja i brak skutków ubocznych.

Wyniki badań nad mastyksem (przejrzałam pod tym kątem PubMed) są różne. Potrzebujemy 1 g dziennie dla uzyskania efektu, przeważnie przez miesiąc, a potem można zmniejszyć dawkę. Ewentualnie producent suplementu powinien rozpisać dawkowanie na opakowaniu (mój nazywał się Mastika). Pomyślałam, że nie zaszkodzi, a warto spróbować. Co ciekawe, nawet jeśli sam mastyks, podobnie jak same antybiotyki nam nie zawsze pomogą, połączenie ich może być niezwykle skuteczne. Powiedziałam jednemu z lekarzy o mastyksie i potwierdził, że to dobry pomysł. Trochę to kosztuje (2 opakowania ok. 120 zł). Postanowiłam jednak nie ryzykować, że pobiorę przez 2 miesiące mastyks, a potem znowu zachoruję, bo już mam limit na choroby, a zwłaszcza tę, wyczerpany… Tym bardziej, że podczas stosowania mastyksu przez tydzień byłam chora i nie pomagało.

Mój plan leczenia infekcji helicobacter pylori

Zaczęłam brać 1 g mastyksu już przed rozpoczęciem kuracji antybiotykowej (czekanie na badania, moment, kiedy nie będę chodzić do pracy, żeby w spokoju wybrać antybiotyki). Kontynuowałam w trakcie i po jako backup. Liczyłam głównie na zwiększenie skuteczności połączonego leczenia. Wspomnę jeszcze, że o mastyksie po raz pierwszy usłyszałam w którymś podcaście Dave’a Aspreya, który powiedział, że przy jego pomocy pozbył się h. pylori. O jego doświadczeniach można poczytać tutaj, a o doświadczeniach, z różnymi protokołami leczenia h. pylori (antybiotyki, inhibitory, suplementy, dieta), jego czytelników tutaj. Jak widać, bywa różnie, ale przeważnie połączenie tych leków i suplementów przynosi pożądane efekty, chociaż czasem dopiero za 2 podejściem. Jak widać, wymieniane są tam też inne suplementy. Część z nich sama przerobiłam. Warto też zapoznać się z przeglądem różnych protokołów u dr Izabelli Wentz. Niektórych z wymienianych suplementów już próbowałam (wit. C, laktoferyna) i biorę je ogólnie, ale nie zaobserwowałam żadnego wpływu na dolegliwości trawienne.

Dlaczego antybiotyki

Zdecydowałam się na antybiotyki, bo mają wysoką skuteczność i uważam, że była na nie pora. Poza tym można uchronić się przed skutkami ubocznymi, a uszkodzoną florę bakteryjną potem odbudować. Lepiej więc wziąć antybiotyk i probiotyk niż niepotrzebnie chorować. Do tego celu posłużyły mi probiotyki. Polecam ten film, w którym dr Patrycja Szachta wyjaśnia, jak to zrobić. Wspomina nawet na początku o eradykacji h. pylori: intensywna antybiotykoterapia i inhibitor pompy protonowej (ipp) dają zaburzenia mikroflory na co najmniej 4 lata! Dlatego trzeba straty odrobić probiotykoterapią po antybiotykach, a w trakcie uchronić się przed niebezpiecznym skutkiem ubocznym, tj. przerostem populacji c. diff. w trakcie terapii (powodującej rzekomobłoniaste zapalenie jelita grubego) i po (produkcja toksyn). Do tego potrzebujemy drożdżaka s. boulardii (usuwa toksyny, chroni przed biegunką, a tu możemy też przeczytać, że sam działa niszcząco na h. pylori) i probiotyku zawierającego szczep l. rhamnosus GG, który (podobnie jak bifida) konkuruje z c. diff.

Antybiotyki: za i przeciw

Skutki uboczne antybiotykoterapii

Oczywiście mają swoje ciemne strony ze skutkami ubocznymi ze śmiercią włącznie. Niewłaściwie przepisywane, zażywane i wyrzucane (do kosza na śmieci, zamiast oddania do apteki) mogą przyczyniać się do niebezpiecznej antybiotykooporności bakterii. W kręgach paleo/medycyny funkcjonalnej często podkreśla się ich niszczący wpływ na niezwykle ważny mikrobiom (który możemy jednak odbudować, a pozbywając się patogenów, nawet poprawić jego kondycję). To wszystko się zgadza.

Działania pożądane

Z drugiej strony antybiotyki mają wysoką skuteczność. Medycyna dość dobrze radzi sobie z bakteriami i grzybami, czego już nie da się powiedzieć o pasożytach czy wirusach. Gdzieś słyszałam, że w medycynie bardzo niewiele jest przypadków, kiedy faktycznie dochodzi do wyleczenia (usunięcia symptomów wraz z przyczyną). Antybiotyki są takim właśnie przykładem.

Ponadto uważam, że jeśli wypróbowaliśmy inne metody i nie działają, to czas wziąć antybiotyk. Podobnie jeśli symptomy nie dają nam żyć i potrzebujemy szybkiego rozwiązania. Nie ma wtedy na co czekać. A teraz coś kontrowersyjnego, co ostatnio przyszło mi do głowy. Antybiotykoterapia, zwłaszcza dłuższa, intensywna czy o szerokim spektrum działania może zadziałać trochę jak… detoks organizmu, czyli oczyszczenie go z infekcji i patogenów powodujących stany zapalne i chorobowe. Możemy osiągnąć efekty, których się nie spodziewaliśmy np. zmniejszenie lub wyeliminowanie innych dolegliwości. To takie pozytywne spojrzenie na jasną stronę mocy 😉

Eradykacja h. pylori wyglądała u mnie tak:

  1. Przed rozpoczęciem antybiotykoterapii:
    – mastyks 1 g przez miesiąc
  2. W trakcie 7-dniowej antybiotykoterapii:
    – clarithromycin 500 mg, 14 tabletek
    – amoxicillin 500 mg, 28 tabletek
    – inhibitor pompy protonowej: omeprazole 20 mg, 14 tabletek
    – mastyks 500 mg
    – s. boulardii 250 mg, 16 tabletek (więc zacznę dzień przed antybiotykami i wybiorę opakowanie do końca)
    – l. rhamnosus GG, 30 tabletek (tyle ma opakowanie i też wybiorę do końca)
  3. Po antybiotykoterapii:
    – mastyks 500 mg do skończenia opakowania (ok. miesiąc)
    – probiotyk Bio-Kult Advanced Multi-Strain Formula (przez co najmniej 3 miesiące)
    – wprowadzenie do diety produktów fermentowanych

Cel terapii i przebieg terapii

Terapia miała usunąć h. pylori, zabezpieczyć mnie przed negatywnymi skutkami antybiotykoterapii i poprawić stan flory bakteryjnej. Trwała ok. najmniej 4 miesiące, koszt to prawie 100 funtów (ok. 500 zł, w tym antybiotyki i inhibitor dostałam bezpłatnie na receptę…). Oczywiście nie liczę wszystkich poprzednich konsultacji, badań prywatnie i państwowo, wizyt u lekarza, suplementów oraz czasu, który spędziłam na wizytach, zakupach, reasearchach oraz chora w domu zamiast w pracy…

Przez tydzień antybiotykoterapii odpoczywałam w domu, wysypiałam się, nie brałam innych suplementów. Nie piłam też herbat ziołowych, tylko wodę i jedną kawę dziennie. Podczas kuracji czułam momentami gorzki posmak w ustach i osłabienie. Poza tym ok. Pod koniec zaczęłam też odczuwać brak innych suplementów, np. magnezu i zaczęłam trochę gorzej spać.

Inne sposoby leczenia helicobacter pylori

Wiele osób poszukuje naturalnych sposobów leczenia. W licznych przypadkach takie metody mogą mieć porównywalną skuteczność, działać wspomagająco, ewentualnie być nieszkodliwe. Oczywiście świetnie wpisuje się w ten kontekst mastyks, który może być alternatywą lub terapią wspomagającą dla antybiotyków. Można spotkać się też z doniesieniami o skuteczności miodu manuka. Na pewno warto poczytać więcej na ten temat i o samym miodzie, żeby wybrać taki, który faktycznie będzie mieć odpowiednio silne właściwości antymikrobowe.

Coraz częściej polecany jest lek Pylera. Zawiera on dwa antybiotyki i cytrynian potasowo-bizmutowy, który wspomaga ich działanie. Dodatkowo Pylerę łączy się z inhibitorem pompy protonowej. Szczerze pisząc, to nie widzę tu wielkiej różnicy w porównaniu ze standardową terapią antybiotykową.

Alternatywą dla antybiotyków i inhibitorów może być zastosowanie leku o nazwie Alinia, głównie znanego z właściwości przeciwpasożytniczych (więcej informacji tutaj), który niestety nie jest dostępny w Polsce, a procedury sprowadzania takich leków zaleconych przez lekarza nie są proste… Faktycznie, jest trochę badań nad zastosowaniem Alinii w leczeniu infekcji h. pylori. Wystarczy zajrzeć na PubMed, podobnie jak w przypadku mastyksu czy manuki. Badania te prowadzono także z uwagi na problem antybiotykooporności bakterii. Alinia generalnie uchodzi za skuteczny i dość bezpieczny preparat.

Co jeśli dolegliwości wrócą?

Może to oznaczać, że:

  • zastosowana terapia była nieskuteczna
  • doszło do reinfekcji
  • problem jednak leżał gdzie indziej.

Wtedy najlepiej jest zrobić test oddechowy. Po ok. 2,5 miesiąca od kuracji miałam parę dni dolegliwości trawiennych i bałam się nawrotu, więc poszłam do lekarza po skierowanie na badanie. Czekanie na nie i wyniki trwało jakieś 2,5 miesiąca. Co zawdzięczam głównie niekompetentnym paniom z recepcji w mojej przychodni, które nie potrafiły znaleźć wyników…

Test oddechowy na obecność helicobacter pylori

Test oddechowy przeprowadzany jest rano na czczo. Polega on na wypiciu substancji chroniącej żołądek (jak dobrze pamiętam był to olej arachidowy) oraz substancji radioaktywnej z dodatkiem smakowym (u mnie truskawkowy 😉 ). Następnie dmucha się przez rurkę do probówki wypełnionej płynem (wygląda to trochę zabawnie), aż płyn zmieni kolor. Po jakiś 20 minutach powtarza się tę czynność. I po bólu 😉

Co po eradykacji

Probiotyki, test oddechowy, trzymanie kciuków i… testuję na sobie moją nową koncepcję, tzn. taką ogólną profilaktykę antymikrobową. Ponieważ parę innych kwestii zdrowotnych mnie jeszcze nie satysfakcjonuje, postanowiłam stworzyć w moim organizmie złe warunki dla patogenów 😉 Po pierwsze biorę monolaurynę ok. 1 g dziennie, która ma szerokie działanie antymikrobowe, jest przeważnie dobrze tolerowana. Ponadto w przeciwieństwie do wielu innych preparatów antymikrobowych i antywirusowych nie szkodzi mikrobiomowi jelit.

Aktualizacja 22.02.2019

Minęło ponad półtora roku od kuracji i mam spokój 🙂 Cudownie 🙂 bo życie z objawową infekcją to był koszmar. Dziękuję za antybiotyki 🙂 i żałuję, że dostałam je tak późno.

Od tego czasu trochę się wydarzyło w świecie zdrowia 😉 więc przyszedł czas na aktualizację posta. Właściwie to wszystko pisałam jakiś czas temu na profilu bloga na Facebooku. Jest to jednak na tyle ważne, że postanowiłam to utrwalić też tutaj.

Probiotyki: jestem za, a nawet przeciw

Niedawno było głośno o badaniach naukowych, które jakoby obalały skuteczność działania probiotyków, a nawet wskazywały na ich niekorzystne działania. I posypały się pytania: co teraz? Brać nie brać? 🤔 Podpowiedzi znajdziecie poniżej Wyłuskałam je z dostępnego tutaj artykułu „Are probiotics useless. A microbiome researcher’s perspective” i wywiadu z jego autorką, przeprowadzonego przez Chrisa Kressera w podcaście „What the latest research says about probiotics” i dostępnego tutaj. Abstrakty i więcej informacji o samych badaniach (niestety nie są ogólnodostępne) dla bardziej zainteresowanych: “Personalized Gut Mucosal Colonization Resistance to Empiric Probiotics Is Associated with Unique Host and Microbiome Features”, dostępny tutaj i “Post-Antibiotic Gut Mucosal Microbiome Reconstitution Is Impaired by Probiotics and Improved by Autologous FMT”, dostępny tutaj.

Probiotyki – nie popadajmy w przesadę

Moje nastawienie do probiotyków określiłabym jako rezerwę. Brałam, biorę i to różne – efektów nigdy nie było. Brałam je też przy wyżej opisanej antybiotykoterapii i przeszłam ją bez komplikacji, ale czy to przez probiotyki?🤔
Uważam też, że jak w przypadku suplementów trzeba zachować trochę ostrożności i nie popadać w przesadę. Jest to na pewno dobry biznes i nie wydaje mi się, że wydawanie mnóstwa pieniędzy na badania i suplementację, zawsze przyniesie pożądane efekty. Podobnie jak stosowanie egzotycznych szczepów specjalnie na jakąś dolegliwość. Może pomóc i niektórym pomaga, ale nie musi. A jeśli pomaga, czy to aby na pewno, zawsze i tylko zasługa probiotyków, że nagle zniknęła jakaś przypadłość? Czy faktycznie prowadzicie szczegółowe zapiski, kontrolujecie zmienne? 😉 A co z efektem placebo?

Podsumowanie najnowszych wyników badań nad probiotykami

Wszystkim probiotycznym sceptykom, ale nie tylko, polecam lekturę poniższej analizy badań (dobrze zrobionych ) dot. probiotyków. Główne punkty można podsumować tak:
📌 badanie kału: często wcale nie daje pojęcia o mikrobiomie jelit (różnych odcinków, błon śluzowych itd.) – także jak dla mnie to tyle z probiotykoterapii celowanej na podstawie badań kału, ile by milionów monet takie badanie nie kosztowało ;-)… może ono być jednak pomocne w diagnostyce patogenów
📌 kolonizacja bakterii probiotycznych: jest tylko przejściowa (a nie raz na zawsze albo do kolejnego antybiotyku) i nasz własny mikrobiom stara się… do niej nie dopuścić. Czy bakterie probiotyczne zasiedlą nasz organizm czy nie, jest kwestią indywidualną – jedni są bardziej „podatni”, inni mniej (to pewnie ja)
📌 probiotykoterapia po antybiotykoterapii: może jeszcze bardziej utrudniać i spowalniać odbudowę naszego mikrobiomu, zwłaszcza w przypadku przyjmowania lactobacillusów

Jednak badania nie pokazały nieskuteczności probiotyków! Owszem, mogą one być pomocne, ale działają często inaczej niż do tej pory sądzono. Na przykład zmieniając ekspresję genetyczną czy modulując układ odpornościowy, nawet nie zasiedlając trwale jelit. Chyba nie jest żadną nowością, że probiotyk probiotykowi nierówny i jedne mogą pomóc danej osobie, a inne zaszkodzić.

Aleternatywy dla probiotykoterapii

Czy są alternatywy dla probiotyków? Tak! Tzw. przeszczep kału 💩💩💩, ale uwaga, nie od innej osoby, ale tzw. przeszczep autologiczny. Ten od innej osoby jest kontrowersyjny jak na razie, bo jednak jest ryzyko, że będzie w preparacie coś, co zaszkodzi. Ale np. przy potencjalnie śmiertelnej infekcji c. diff, oczywiście to ryzyko ma inną wagę. Podobnie przy ryzyku rozwoju infekcji c. diff ktoś może wybrać probiotykoterapię podczas antybiotykoterapii, kosztem dłuższej odbudowy swojego mikrobiomu. Tutaj cytat z wywiadu:

And so in this case, based on the most recent meta-analyses, you’d need to treat 13 patients with probiotics to prevent one case of antibiotic-associated diarrhea and at least 43 patients to prevent one case of C. diff. And so in all those other patients we’re potentially delaying restoration of the gut microbiome.

Ważne, żeby wiedzieć, co wybieramy

Natomiast wracając do autologicznego przeszczepu: można go wykonać, pobierając próbkę własnego kału np. przed planowaną operacją i antybiotykoterapią. Po takim zabiegu regeneracja własnego mikrobiomu następuje dużo lepiej niż po probiotykoterapii lub jej braku… Przyznam, że ten rodzaj przeszczepu był dla mnie nowym konceptem. A wyobrażacie sobie minę lekarza państwowej służby zdrowia, któremu mówicie przed operacją, że chcecie taki zabieg? Na pewno widok bezcenny 😂

You may also like