Jajka to też nabiał!

autor dnia

Znam język polski, znam się na jedzeniu, więc wiem, że jajka to też nabiał. Wie to też każdy kompetentny użytkownik języka polskiego, a jak nie wie albo mi nie wierzy, to może zrobić jedyną racjonalną rzecz w takim przypadku, czyli sprawdzić znaczenie słowa nabiał w każdym słowniku języka polskiego np. w najbardziej znanym i renomowanym słowniku PWN, którego nie trzeba teraz nawet kupować (latami w wersji wielotomowej), tylko można z niego skorzystać tutaj albo w dowolnej encyklopedii, w tym także PWN (informacja na samym końcu tutaj), lub w Wikipedii, która dzielnie opiera się powielaniu tego błędu i podaje poprawną definicję tego słowa. Encyklopedie to kompendium wiedzy i podstawowe źródło, gdzie sprawdza się informacje. Nie są nim czyjeś komentarze na Facebooku ani nawet podręczniki dietetyki, na których podstawie naucza się w pierwszej lepszej szkole.

Dlaczego warto używać słowa nabiał poprawnie

Co nie zmienia faktu, że wiele osób robiących ten prosty błąd językowy, zamiast przyjąć to do wiadomości, a nawet wykorzystać znaczenie tego słowa , potwornie się zacietrzewia. Bo przecież ile łatwiej i szybciej byłoby osobom mającym alergie, nietolerancje czy na diecie AIP lub układającym dla nich przepisy napisać o przepisie: „bez nabiału”, zamiast „bez produktów mlecznych i jajek”. Ja uważam, że takie określenie jest wygodne i ekonomiczne, i warto po prostu z tego korzystać.

Jednak za każdym razem, kiedy temat pojawi się w jakiejś internetowej dyskusji, ci najmniej świadomi językowo (i często nie tylko językowo) stają się jednocześnie najmniej kulturalni i najgłośniejsi. No, trudno. Nie zamierzam się więcej wdawać w niepotrzebne dyskusje, tylko ewentualnie podawać linka do tego posta. Ponieważ zwracanie uwagi nie pomaga, postanowiłam właśnie  napisać posta na moim blogu, gdzie z nabiału i czytelników nie robi się jaj. Może to pomoże i trochę zwiększy świadomość?

Logika języka

Skądinąd ciekawe dlaczego nikt z wrogów poprawnego znaczenia słowa nabiał nie poprawia jeszcze „orzecha kokosowego” na „owoc kokosowy” albo „orzecha nerkowca” na „nasiono nanerczowe” w przepisach na blogach, grupach na Facebooku, słownikach i encyklopediach? Takich „błędów językowych” jest przecież dużo więcej 😉

Słowo nabiał w różnych językach i czy to w ogóle ma coś do rzeczy

W języku polskim znaczenia słowa nabiał poznałam najpóźniej w szkole podstawowej na lekcjach języka polskiego i biologii. Oczywiście system edukacyjny w Polsce strasznie się zmienił, więc ciężko powiedzieć, czego teraz się tam uczy… Jeśli oczywiście o nabiale już się nie uczy, to nie ma co się dziwić, że słowo to jest błędnie używane. Oczywiście język jest dynamiczny i jeśli większość osób przez dłuższy czas będzie używać słowa nabiał tylko w znaczeniu „produkty mleczne”, to z czasem takie znaczenie wejdzie do korpusu języka polskiego, a potem do słowników. Może najpierw oznaczane jako niepoprawne, potem potoczne, a z czasem jako drugie znaczenie tego słowa, wreszcie zastąpi to pierwsze, które nadal długo jeszcze będzie poprawne, potem zostanie opatrzone kwalifikatorem dawn., z czasem może uznane zostanie jako archaiczne… Ale to jeszcze nieprędko, a w międzyczasie dużo się jeszcze może zmienić.

Znam też biegle angielski i niemiecki, i wiem, że akurat w tych językach nie ma jednego określenia na produkty mleczne i jajka. Może stąd problem wielu osób ze zrozumieniem tego słowa, bo siedzą ciągle w anglojęzycznych tekstach? Chociaż brak takiego słowa nie zmienia faktu, że także ludziom posługującym się tymi językami jako rodzimymi koncept nabiału (produkty mleczne i jajka) nie jest obcy. Widać to na przykład w sposobie grupowania towaru w sklepach, w tym internetowych, gdzie jajka i produkty mleczne często należą do tej samej kategorii.

Na tych językach moja znajomość języków obcych się wyczerpuje. Uczyłam się jeszcze łaciny, ale nie mam nawet aktualnie słownika pod ręką, żeby sprawdzić tłumaczenie słowa nabiał. Znacie inne języki np. słowiańskie i wiecie, jak tam sprawa wygląda? Ciekawa jestem, jak bardzo język polski jest pod tym względem wyjątkowy 😉

Dlaczego warto wiedzieć, co naprawdę oznacza nabiał

Dlaczego o tym w ogóle piszę i czy to ważne? Dla mnie i dla rosnącej rzeszy osób np. na autoimmunologicznym paleo albo po prostu z alergiami jest to bardzo ważne, bo nie możemy jeść jajek z powodów zdrowotnych. Szukamy więc przepisów, zwłaszcza na desery i wypieki, bez jajek. Jednak po którymś już razie przestaję mieć ochotę zaglądać do jakichkolwiek polskich przepisów, co gorsza, nawet z największych blogów kulinarnych spod znaku paleo, bo jest to irytująca strata czasu, jeśli przepis jest na dzień dobry źle opisany jako np. mazurek bez nabiału (a dopiero w środku przepisu składnikach znajdujemy 5 jajek) albo paleo tarta bez glutenu, bez cukru i bez nabiału, tyle, że w środku znów czekają nas żółtka i białka…

szklanka mleka wielbłąda

Irytujące nieporozumienia internetowe i strata czasu

Jaja sobie robicie, blogerzy kulinarni??? Kto jak kto, ale wy powinniście wiedzieć. Zresztą pewnie wiecie. Parę razy zwracałam grzecznie uwagę. Raz skutecznie, na mniej znanym blogu, sympatyzującym z AIP, innym razem na dużym paleo blogu, bezskutecznie. Autor co prawda wykazał się uprzejmym zrozumieniem (jego niektórzy czytelnicy i ich poziom, i to ich zdumienie… bez komentarza), co mnie bardzo ucieszyło, ale… nic to nie zmieniło. A w środku posta oczywiście wyszczególnione, że ten bezglutenowy, bezcukrowy i beznabiałowy przepis nie jest dla osób na AIP (czyżby dlatego, że w składnikach mamy znów jaja???). Domyślam się, że liczy się każde kliknięcie, zwabienie czytelnika i nabicie sobie statystyk. I jeszcze żeby to były byle jakie blogi o kleceniu jedzenia. Ale nie, często są tam ambitne artykuły o diecie paleo, Hashimoto, cholesterolu…

Komu nie powierzać swojego zdrowia

Nie wiem, jak Wy, ale ja bym bardzo nie chciała, żeby moim zdrowiem zajmował się „specjalista” np. dietetyk albo żeby żywiła mnie firma cateringowa, dla której jest bez różnicy czy klient, który nie może jeść jajek, je jajka czy nie. Dobrze, że producenci żywności nie opisują tak swoich produktów… a przynajmniej jeszcze na szczęście się z taką praktyką nie spotkałam.

Poważne konsekwencje błędów językowych i żywieniowych

Z faktami nie powinno się dyskutować, ale zaryzykujmy… Wiele osób burzy się, że jajka nie mają z mlekiem nic wspólnego. Pytanie tylko, skąd w takim razie dla Polaków wcześniej miały one na tyle dużo wspólnego, że zostały określone jednym słowem…

Jednak pomyślmy, czy język ogólny jest to dokładny obraz świata? Czy jest doskonały? Czy jest to precyzyjna wiedza naukowa?  Oczywiście, że nie. Język to system arbitralny, czyli umowny. Wiele jego elementów opiera się na konwencji, umowie społecznej, tradycji. Jednak ma to wszystko swoją funkcję. Ma służyć komunikacji i porozumiewaniu się, wspólnemu osiąganiu celu. Dlatego przyjmuje się, że np. dany kolor określa się jako czerwony (a w innym języku red czy rot) po to, żebyśmy wszyscy umieli pomalować płot na ten sam kolor. Gdyby ktoś pomalował płot na zielono po usłyszeniu polecenia „malujemy na czerwono”, bo jego zdaniem to właśnie znaczy słowo czerwony, to byłby przecież problem. Mogłoby się okazać, że ta osoba jest daltonistą albo po prostu nie zna języka polskiego.

Jeśli dietetyk, naturopata, konsultant żywieniowy itd. powie pacjentowi/klientowi, że ten ma nie jeść nabiału, rozumiejąc pod tym pojęciem produkty mleczne i jajka, a pacjent odbierze to tylko jako zakaz spożywania produktów mlecznych, to może dalej chorować. Fatalnie może się skończyć takie nieporozumienie, jeśli np. pani przedszkolanka poda dziecku w przedszkolu jedzenie zawierające jajko np. ciasto i dziecko dostanie wstrząsu anafilaktycznego. Kiedyś podobno alergii i chorób autoimmunologicznych było mniej, więc może takie niuanse nie były aż tak ważne, ale dzisiaj są i warto wziąć na nie poprawkę.

 

You may also like