Dieta paleo. Efekty i ocena po 3,5 roku stosowania

autor dnia

Na początek trochę wyjaśnień dietetycznych i osobistych, co zmieniam na co i po co 😉

Co to jest dieta paleo i kiedy się ją stosuje

Co to jest dieta paleo przeczytacie tutaj, a jakie produkty są na niej stosowane tutaj. Generalnie dieta paleo jest to dieta inspirowana dietą naszych prehistorycznych przodków z okresu paleolitu, czyli łowcy-zbieraczy sprzed rewolucji agrarnej i upowszechnienia się rolnictwa oraz hodowli, a wraz z nimi wprowadzenia do diety na dużą skalę zbóż czy produktów mlecznych.

Nasza współczesna dieta paleo, podobnie jak dieta naszych przodków, jest dietą bardzo zróżnicowaną. Od początku jej opisania w wersji współczesnej, czyli paleo, w latach 70. ubiegłego wieku, pojawiło się wiele jej odmian. Ta dowolność to zarazem zaleta, bo dieta nie jest według mnie restrykcyjna, za to jest bardzo różnorodna, uwalnia wręcz od wielu ograniczeń dietetycznych, a z drugiej strony może prowadzić do pewnych błędów np. przejadania się, podjadania, kompletnego odejścia od pierwowzoru i wprowadzenia do diety dużej ilości przetworzonych produktów np. słodyczy oraz do wielu czczych dyskusji, co jest paleo, a co nie.

Przyjemności kulinarne to zresztą nie jedyny aspekt diety. Na dietę przechodzi się zazwyczaj w jakimś celu. Często jest nim chęć utraty wagi, a coraz częściej próba odzyskania zdrowia, poprawy samopoczucia, możliwości intelektualnych i wyników w różnych dziedzinach. Czy paleo może tu pomóc? Oczywiście. Każdy większy paleo blog to historia sukcesów jego właściciela i często dziesiątek, jeśli nie setek jego czytelników. Ponadto pojawia się coraz więcej badań naukowych nad tą dietą, które pozytywnie ją oceniają i które można zobaczyć tutaj. Ponadto ważnym aspektem paleo jest cały styl życia, także inspirowany życiem naszych przodków, i obejmujący m.in. aktywność fizyczną, sen czy relaks, o czym możecie dowiedzieć się więcej tutaj.

Moja ocena paleo po 3,5 roku dietyplantany i zielone banany

Na co paleo mi pomogło

Sama zauważyłam po zmianie diety szereg korzyści. Z takich, którymi cieszę się do teraz, mogę wymienić poprawę trawienia (trawię teraz wszystko bez żadnych dolegliwości 😉 ). Na początku widziałam też spadek wagi, poprawę kompozycji ciała, zniknął mi cellulit, ale po jakimś 1-1,5 roku efekty te zaczęły znikać.

Miałam też nadal pewne nierozwiązane problemy zdrowotne. Z niektórymi już sobie poradziłam, także stosując jako lek… paleo jedzenie (chociaż nie spożywczo 😉 ) Na AZS pomógł mi głównie ocet (o czym tutaj), a na zatkane zatoki – ksylitol (szczegóły tutaj). Z infekcją h. pylori, która męczyła mnie przez dwa lata, poradziłam sobie pół na pół – antybiotykami i bardziej naturalnymi metodami, o czym pisałam tutaj.

Na co paleo mi nie pomogło

Mimo 3,5 roku diety oraz stylu życia paleo, konsultacji dietetycznych, suplementacji i setek godzin spędzonych z moim ulubionym narzędziem do likwidowania wszelkich problemów, czyli internetem, nadal pozostało mi kilka nierozwiązanych problemów i coraz bardziej wydłużająca się lista wypróbowanych terapii oraz lista życzeń suplementów do wypróbowania, o czym pisałam tutaj. Co blog, co specjalista, to oczywiście inna lista…

Nienormalne symptomy

Od ponad 1,5 roku codziennie rano wstawałam niewypoczęta, bo mimo najlepszej paleo higieny snu, budziłam się każdego ranka ze snów albo koszmarów i zmęczona. Od co najmniej tego samego czasu zauważyłam (jako jedyna), że nie tylko mam sińce pod oczami, ale także opuchnięcia górnej powieki, zwłaszcza po wewnętrznej stronie, które minimalnie zmieniają mi kształt oczu. Na tyle właśnie minimalnie, że tylko ja to zauważyłam. Do tego moja waga stopniowo szła w górę, a wcześniej ledwo widoczna tkanka tłuszczowa na brzuchu zaczynała się rozrastać… Oczywiście, gdybym ciągle nie podjadała i nie jadła po pół tabliczki czekolady z daktylami i orzechami na dodatek, pewnie miałabym mniej powodów do narzekań. Mój błąd. Ale czy tylko? Przecież co chwila ktoś namawiał do skrobi i cukrów w diecie, żeby czasem nie brakło węglowodanów, bo tarczyca, bo to czy tamto. Naukowcy, lekarze, pisarze i każdy z innym pomysłem na życie swoje i innych. I ciągle nieskutecznym… Do tego mój organizm nie mógł zwalczyć jednej infekcji i miałam zaburzenia hormonalne, które też nic sobie nie robiły z diety, stylu życia czy suplementów. I prawie bym zapomniała, że po infekcji 5 lat temu nadal mam dolegliwości bólowe, mimo leczenia konwencjonalnego i naturalnego. Oczywiście, wiele osób żyje z takimi problemami, a nawet dużo większymi, i nic sobie z tym nie robi. No, ale to nie moja bajka.

Dlaczego postanowiłam zmodyfikować dietę paleo

Powody zdrowotne

Oczywiście z wyżej wymienionych przyczyn: po prostu ani dieta, ani styl życia paleo nie przyniosły rozwiązania moich wszystkich problemów. Jedne co prawda zniknęły, ale pojawiły się nowe. Przestałam czuć się i wyglądać w mojej ocenie optymalnie. Do tego jeden z tych problemów był już na tyle poważny, że zaczęła mi grozić interwencja medyczna, której chciałam za wszelką cenę uniknąć.

Szukanie alternatyw

Na moje szczęście lub nieszczęście (to się jeszcze okaże) mam jakiś atawistyczny lęk przed wszelką sztuczną ingerencją w mój organizm. Zaczęłam szukać alternatyw. Spędziłam jakieś 2 miesiące na poszukiwaniach w internecie, o których zresztą może kiedyś konkretniej napiszę. Znalazłam lekarzy medycyny naturalnej (NMD) w USA  i ktoś nawet oferował pakiet odpowiedni do mojego przypadku za… 2,5 tys. dolarów. I to jeszcze nie było wszystko 😀 Mieszkam za granicą, na zdrowiu nie oszczędzam, ale aż tak to nie szastam pieniędzmi. Znalazłam stowarzyszenie amerykańskich naturopatów i ich zalecenia oraz protokół składających się z suplementów, preparatów do użytku zewnętrznego, ziół i Bóg wie czego, jakiegoś bloga specjalistki od żywienia z opisem drogi przez mękę i listą suplementów, probiotyków oraz olejków eterycznych, których używała. Przejrzałam chyba nawet na samym początku PubMed i zrobiłam sobie listę wszelkich potencjalnie skutecznych suplementów w arkuszu kalkulacyjnym, zaczęłam porównywać dawki, szukać konkretnych produktów na kilku stronach internetowych, porównywać składy i ceny. Dwa miesiące najprawdopodobniej z życiorysu (chyba, że ostatecznie wybrana metoda nie zadziała i będę do tego musiała wrócić albo napiszę o tym kiedyś posta na bloga…).

Szukanie profesjonalnej porady

Tu była cała odyseja… Konsultowałam się już wcześniej ze znanym w kręgach paleo dietetykiem, ale z różnych względów miałam przerwę w konsultacjach. Najpierw przez miesiąc nie mogłam się dodzwonić, a potem jak się już umówiłam, to za ponad 3 miesiące… Na szczęście dostałam trochę wsparcia mailowego. Przyszedł umówiony termin konsultacji, a dietetyk nie pojawił się na Skypie, mimo mnóstwa moich maili z datą i godziną konsultacji w temacie… Pewnie błąd rejestracji. Albo Siła Wyższa. Było to o tyle pechowe w tym momencie, że miałam ostatnie dni na decyzję, czy leczę się standardowo, czy próbuję jeszcze powalczyć inaczej. No i nie była to kwestia zażycia tabletek tym razem. A po terminie konsultacji na jakieś półtora tygodnia zapanowała… absolutna cisza. Wniosek? Jeśli będziecie wybierać sobie lekarza/dietetyka/terapeutę, to wybierajcie takiego, z którym będziecie się mogli skontaktować w nagłej potrzebie i który wam pomoże, kiedy tego będziecie faktycznie potrzebować, a nie kogoś, kto ma tylko dobrą reklamę czy bloga. No, ale powiedzmy, że skoro ten dietetyk nie pomógł mi w niczym przez 3 poprzednie konsultacje, to chyba mała strata, prawda? Na szybko zaczęłam szukać kogoś innego. Potrzebna mi była natychmiastowa porada. Jednozdaniowa. To chyba nie tak dużo?

Znalazłam kolejną osobę, którą znałam tym razem z Facebooka. Paleo, dużo supli, wyglądała sensownie i skutecznie, chociaż nadal nie do końca wiem, kim jest. Udało mi się skontaktować po paru dniach, omówić pokrótce sytuację z asystentką, przesłać wyniki i dostać termin konsultacji w trybie pilnym. Za kilka tygodni. Normalnie nie oczekiwałabym więcej, ale straciłam kilka miesięcy przez kogoś innego i miałam podbramkową sytuację… Pilnej porady nie dostałam.

tłuszcz i surowe mięsoSprawy zaczęły wyglądać kiepsko… W piątek, jak co tydzień, przygotowywałam pieczonego kurczaka z warzywami na dwa dni. Trochę czasochłonne, więc zawsze mam na uszach słuchawki z podcastem albo audiobookiem. Akurat tym razem wypadło na Paleo Solution (konkretny odcinek znajdziecie tutaj). Była to rozmowa z dr Shawnem Bakerem, amerykańskim lekarzem i sportowcem, który kilkanaście miesięcy wcześniej przeszedł na dietę mięsną (carniovore), czasami nazywaną też dietą zero carb ze względu na zerową zawartość węglowodanów.

O diecie tej czytałam po raz pierwszy pod koniec 2015 r., kiedy po przeprowadzce do UK miałam najgorsze w życiu problemy z atopowym zapaleniem skóry, nie mogłam spać przez swędzącą skórę i ogólnie ledwo żyłam (dobijana jeszcze przez zatrucia pokarmowe wywołane przez h. pylori), a ówczesny dietetyk zalecił mi olejki roślinne na ręce i dietę AIP… Dobrze, że sama się wyleczyłam i jakoś to przeżyłam. Z diety ostatecznie też nie skorzystałam z uwagi na poprawę stanu zdrowia, ale miałam świadomość jej istnienia i w pamięci to, że już raz problemy zdrowotne zagrażające wręcz mojemu życiu doprowadziły mnie właśnie do diety zero carb. Jednak bardziej niż imponujące osiągnięcia sportowe i wyniki badań dr Bakera na diecie mięsnej zainteresowała mnie jedna informacja, która ostatecznie spowodowała, że postanowiłam zmodyfikować dotychczasową dietę paleo i to w radykalny, ale racjonalny sposób. Jak? O tym dowiecie się z następnej części. Aha i tę jednozdaniową poradę też otrzymałam. Da się? Da się!

Podsumowanie

Na koniec ze dwa zdania podsumowania, żeby była jasność 😉 Uważam paleo za bardzo dobrą dietę i dotychczas najlepszą, na jakiej byłam. Jest prosta, różnorodna, smaczna, kolorowa, bardziej uwalniająca od problemów, konwenansów niż ograniczająca. Nadal pozostaję na paleo, ale postanowiłam zmodyfikować dotychczasową dietę, żeby wejść w stan ketozy i pozbyć się reszty problemów zdrowotnych. Zabieram się za eksperymentowanie 😉

Aktualizacja 15.05.18

Poddałam się z keto/carnivore i wracam do pełnego paleo oraz zabawy w suplementy 😉 Eksperyment trwał jakieś dwa tygodnie. Najpierw i tak czyściłam zapasy, żeby mieć „czyste” szafki w kuchni i nic nie kusiło podczas diety. Potem jadłam tylko mięso, smalec, jajka, do tego trochę miodu, minimalna ilość warzyw, przeważnie w postaci marchewki, a do picia 1 kawa dziennie i woda. W stan lekkiej ketozy weszłam już po kilku dniach, trochę schudłam, ale też zwolnił mój metabolizm, bo nie byłam w stanie dostarczyć odpowiedniej ilości tłuszczu. No, niestety, ale zaleconej ilości smalcu (takie były założenia diety – zero produktów mlecznych, w tym masła i zero tłuszczu roślinnego), nie byłam po prostu w stanie przełknąć. Ogólnie dieta ta umęczyła mnie psychicznie i fizycznie. Nie wiem, jak ludzie tak mogą żyć 😛 To znaczy samo keto czy keto paleo wyobrażam sobie bardzo dobrze: jedzenie produktów mlecznych jest dla mnie smakowo przyjemne, a awokado, oliwki czy orzechy to dla mnie prawdziwe przysmaki. Jednak dieta carnivore i wykluczająca produkty mleczne, kompletnie się u mnie nie sprawdziła. Chyba wolałabym nie jeść wcale… Chociaż eksperyment był ciekawy, to cieszę się, że nie trwał długo. Naprawdę na paleo jest mi dobrze i nie mam już ochoty ani rozszerzania go, ani zawężania. Zamiast diecie, zamierzam się teraz przyjrzeć bardziej mojemu zdrowiu.

You may also like