Jedzenie w Bristolu

autor dnia

Przez rok czasu mieszkałam w Bristolu, odżywiając się zgodnie z dietą paleo i przez pewien czas także AIP, a na mieście trzymając się mojego minimum zdrowego odżywiania, czyli unikając glutenu. W mieści odkryłam całkiem sporo miejsc, gdzie można zrobić fajne zakupy np. ekologiczne, lokalne, ale też zaopatrzyć się w egzotyczne produkty i to często w niezłej cenie. Zapraszam na mały przegląd.

Azjatyckie sklepy

Niedawno odkryłam kolejne fajne źródło paleo jedzenia w UK: chińskie sklepy. Jeśli macie dostęp do azjatyckich sklepów, koniecznie zajrzyjcie i sprawdźcie, co mają w ofercie. Co ciekawego można znaleźć w chińskich sklepach? Chyba najpyszniejsze chipsy pod słońcem (z tajlandzkiego owocu durian), fioletowe bataty, puszki z kremem kokosowym, makaron z yama i mnóstwo innych pyszności. Moje pierwsze zakupy wyglądały tak:

jedzenie z chińskiego sklepu

Krem kokosowy, chipsy z duriana, woda kokosowa z kawałkami miąższu, makaron z yama i wrapy ryżowe (to z ciekawości na jakiś przyszły cheat meal). Krem kokosowy ma niestety dodatki (chociaż jak sprawdzałam, to chyba nie najgorsze). Makaron z yama był prosty do przyrządzenia i przypominał trochę makaron ryżowy, tylko był bardziej galaretowaty. Był też dość drogi, więc niekoniecznie go jeszcze kupię. Chipsy z duriana też niemało kosztują, ale są tak pyszne, że po nie na pewno tam wrócę 🙂 Z przekąsek kupiłam jeszcze suszone, koreańskie wodorosty na ostro.

przekąska z suszonych wodorostów

Już od jakiegoś czasu miałam ochotę na wodorosty, więc kupiłam. Jednak jak większość takich przekąsek są dość mocno przetworzone i zawierają różne dodatki, w tym oleje roślinne… Dlatego to raczej coś na spróbowanie niż do regularnej konsumpcji. Wyglądają ciekawie, trochę jak papierki od cukierka 😉 I są naprawdę ostre w smaku. Właściwie to smak wasabi dominuje.

Co bardzo mnie ucieszyło, znalazłam w chińskim sklepie fioletowe bataty. Od innych batatów właściwie niewiele się różnią z zewnątrz. Ciekawie robi się dopiero, gdy zaczniemy obierać je ze skórki i I widzimy intensywnie fioletowy miąższ. W przygotowaniu nie różnią się dla mnie od innych batatów. Moje pierwsze fioletowe bataty po prostu ugotowałam na parze. Na talerzu znów przypominają wizualnie buraczki. W smaku są słodkie i pyszne.

 

Na koniec parę rzeczy, których nie kupiłam, ale mnie zaciekawiły. Korzenie lotosu wyglądające prawie jak ziemniaki. Poszukam przepisów i może się skuszę następnym razem 🙂

korzeń lotosu w sklepie

A teraz coś dla mięsożerców 😀 Krew wieprzowa nieźle schodzi 😉 Chociaż nie wiem, co to za potrawy się z niej robi.

krew wieprzowa

Żabie udka. Jeszcze nie jadłam, więc może czas?

żabie udka w lodówce

Najlepsze na koniec: wielkie akwarium z krabami i homarami! Takiego jeszcze w sklepie nie widziałam.

homary w akwarium

Dwa duże chińskie sklepy znajdziemy w samym centrum na Nelson Street (drugiej ulicy nie pamiętam, ale jest bardzo blisko). Różne azjatyckie sklepy znajdziemy też na Gloucester Road.

Gloucester Road

Lokalnie i egzotycznie

Bardzo długa ulica, która z pewnością może zostać zaliczona w poczet atrakcji turystycznych w Bristolu. Tradycyjnie mieszkająca tam klasa średnia nie lubi supermarketów i zakupy robi w małych, niezależnych sklepach. Można tam znaleźć nie tylko jedzenie (od rzeźników sprzedających lokalne bekon albo egzotyczne steki z kangura, sklepów z rybami i owocami morza, wiele sklepów azjatyckich i sprzedających egzotyczne warzywa i owoce), ale też odpocząć w kawiarni (zjeść bezglutenowe ciastko i napić się kawy) albo restauracji, a także znaleźć nietypowe ubrania czy akcesoria. Pamiętam, że z wycieczki zakupowej z tej ulicy wróciłam m.in. z mięsem z kangura, ośmiornicą i fioletowymi batatami z koreańskiego sklepu.

fioletowe bataty

Church Road

Polskie sklepy, rzeźnik, niemieckie markety i egzotyczne warzywa

Mieszkałam w pobliżu tej ulicy w dzielnicy Redfield/St. George. Można było znaleźć na niej kilka większych polskich sklepów (bardziej nawet minimarketów niż sklepów), polskiego rzeźnika (podroby, wędliny) i fajny sklep z ekologiczną żywnością, środkami czystości i kosmetykami – Southville. Zwłaszcza polecam kupić tam kawę w ziarnach! Jest też sklep (chyba o nazwie George’s Grocery, ale nie jestem pewna) z ciekawymi warzywami, od zwykłych marchewek i pasternaku po yamy i plantany. Właśnie tam po raz pierwszy je kupiłam.

plantany o różnym stopniu dojrzałościCeny może nie są najniższe, ale myślę, że warto tam zajrzeć. A do tego niedaleko uroczego park St George można wejść do Aldiego, a na drugim końcu dzielniczki przy stacji kolejowej Lawrence Hill można wejść do Lidla. To moje ulubione markety w UK, które cenami, wyborem i jakością produktów biją na głowę brytyjskie. W okolicy Lawrence Hill była też polska piekarnio-cukiernia.

Supermarket Rajani – Indie w Wielkiej Brytanii

W położonym przy sympatycznej drodze dla pieszych i rowerzystów powstałej na miejsce dawnej kolei, Bristol and Bath Railwaypath, supermarkecie Rajani sprzedającym m.in. indyjskie produkty byłam parę razy i zawsze pod wrażeniem wyboru, egzotyczności produktów i dobrych cen. Można zaopatrzyć się w mnóstwo kokosowych produktów.

orzech kokosowy trzymany w ręce
Najpierw w ręce wpadło mi kilogramowe opakowanie mąki kokosowej. Identycznej jak w moim pobliskim ekosklepie tylko… za niecałe pół ceny! Do tego mocno przecenione opakowanie wiórek kokosowych. Cena kilkukrotnie niższa niż w innych sklepach. Nice! Na tym kokosowe szaleństwo się nie skończyło. Znalazłam olej kokosowy tłoczony na zimno, też taniej, i opakowanie z… połówkami kokosa! Nie muszę go już usilnie szukać po wszelkich możliwych sklepach, potem mieć nadzieję, że kupiłam świeży egzemplarz, a następnie walczyć z nim tłuczkiem lub młotkiem, których aktualnie nawet nie posiadam… Na koniec, już nie w dziale z jedzeniem, znalazłam super pomysłowy i śliczny karmnik dla ptaków z przepołowionego kokosa wypełnionego z masą orzeszków ziemnych. Kupię, jak tylko będę mieć gdzie powiesić!

karmnik dla ptaków zrobiony z kokosa

W Rajanim można znaleźć różne orzechy, także dużo taniej. Znalazłam np. kilogramowe opakowanie nerkowców, niewiele droższe niż o połowę mniejsze opakowanie w innym sklepie… Jakoś nie jadłam jeszcze pekanów, więc też skorzystałam z okazji. W sumie z wyglądu i smaku chyba najbardziej przypominają mi orzechy włoskie.

opakowanie pekanów i nerkowców

Jak na indyjski / azjatycki sklep przystało, Rajani ma bogatą ofertę przypraw.

półki z przyprawami w sklepieZnałam już takie sklepy sprzed lat z Niemiec, ale teraz lepiej umiem je (d)ocenić. Spodobał mi się zwłaszcza cynamon. Do tej pory spotkałam się z moją ulubioną przyprawą tylko w formie proszku, lasek czy ich kawałków, a tutaj znalazłam nawet w formie kory! Na talerzu poniżej cała moja kolekcja 🙂

kora, laski i cynamon w proszku na talerzu

Masala: w całej okazałości a nie w proszku! Nic tylko mieć w domu moździerz 😉

opakowanie przyprawy masala

Chyba nic mnie tak nie zaskoczyło jak… wybór chipsów i chipsopodobnych przekąsek!! Nawet mi się nie śniło, że może być ich tyle rodzajów. W Rajanim można spotkać nie tylko jakieś pszenne chrupki chipsy ziemniaczane, ale całą masę chipsów z owoców, warzyw, innych zbóż i nawet strączków. Oczywiście polecam chipsy z tych dwóch pierwszych grup, np. chipsy z manioku (o samym manioku przeczytacie tutaj). Z wyglądu chyba najbardziej przypominają ziemniaczane, ale są bardziej neutralne w smaku. Zdecydowanie lepiej smakują przyprawione np. samemu można przyprawić je sokiem z limonki/cytryny i solą albo podawać z sosem np. guacamole.

paczki z chipsami z manioku

Chipsy z plantana można zrobić samemu, ale jest to trochę czaso- i pracochłonne. Najlepiej robić je z mniej dojrzałego, zielonego plantana, którego kroimy na cieniutkie plasterki. Możemy chipsy albo usmażyć na smalcu na złoto albo wstawić do piekarnika. Brytfankę wykładamy papierem posmarowanym olejem kokosowym i pieczemy na 150 stopni (chyba wszystko piekę w tej temperaturze 😀 ) aż wyschną. Doprawić można solą i sokiem z cytryny / limonki albo na słodko cynamonem. Miło było tym razem kupić je już gotowe, chociaż domowe lepsze 🙂

opakowanie chipsów z plantana w sklepie

Przy okazji poszerzyłam swoją wiedzę o mąkach. Nie wszystko paleo, bo sporo było np. z fasoli, ale na pewno ciekawe. W Rajanim można też kupić różne suszone owoce np. lekko twarde morele suszone w całości:

suszone morele w opakowaniu

A tak wyglądają moje wszystkie skarby:

zakupy ze sklepu indyjskiego

Koszt zakupów w Rajanim to ok. 27 funtów. Naprawdę nieźle.

You may also like