Segregacja śmieci w różnych krajach

autor dnia

Wiem, że nie tak dawno w Polsce zmieniło się ustawodawstwo w tym zakresie, ale że tam nie mieszkam, to nie mam pojęcia, jak wygląda w praktyce. A jak to drzewiej na wsi bywało? I jak się to ma do rzeczywistości innych krajów?

Polska. Śmieci, gdzie popadnie

Ano tak, że byliśmy przez wiele lat jedynymi mieszkańcami wsi posiadającymi pojemniki na śmieci, które były od nas odbierane we właściwy sposób. Czyżby inni nie śmiecili? Nie, wywozili swoje śmieci na pobliskie pola albo do lasu, palili w ognisku w swoim ogródku etc. Pamiętam, jak jeden z sąsiadów, prowadzący własną działalność, przyszedł pożyczyć od nas pojemniki, bo nie zdążył swoich zamówić przed kontrolą, co i tak już było wielkim postępem… Polska wieś tak właśnie wyglądała pod względem dbałości o środowisko. A potem ktoś zaczął urządzać sprzątania świata dziećmi szkolnymi… Po jakimś czasie pojawiło się we wsi więcej pojemników. Oczywiście nikt się nie bawił w segregację. No, chyba, że znowu my. Segregowaliśmy od lat, więc wiem, że się da. Wiem też, że teraz na wsi na pola przeważnie nie wywozi się gnoju, tylko wywożą gnoje, których nadal nie brakuje. A przecież można było oddać posegregowane śmieci specjalnej firmie, która w ustalonych terminach zabierała je nieodpłatnie sprzed domów.

Inne zanieczyszczenia

Zanieczyszczenia to nie tylko śmieci. To także ścieki odprowadzane do rzeki, mycie samochodu przy rzece, palenie śmieci np. plastikowych i smrodzenie na całą miejscowość. To hałas i np. wyjące bez powodu i niekontrolowane przez właścicieli psy, niewyłączanie radia i zostawianie otwartych drzwi w samochodzie, włączanie radia na cały regulator na dworze/polu, jazda na motorze bez tłumika itd. itp. Jak teraz przyjeżdżam nawet na parę dni do domu w Polsce, zwłaszcza latem, to mimo dużego domu i ogrodu na wsi nie mogę odpocząć, bo dookoła mam po prostu syf pod każdym względem. Latem go głównie słychać, a zimą można wdychać – Polska to przecież światowy ewenement w kategorii smogu. Chyba pod żadnym innym nie jesteśmy w stanie przebić Chin, a tu proszę, Polska pierwsza!

W Niemczech Ordnung muss sein – i bardzo dobrze

A konkretnie w Berlinie segregacja odpadów wygląda tak, że kosze na dane odpady mają określony kolor i opisane są po niemiecku, czasem też w innym języku i dla pewności oznaczone piktogramami. I tak do niebieskiego wrzucamy zawsze papier, do zielonego ciemne szkło etc. Wszystkie kontenery opróżniane są raz na tydzień i po problemie. Zdarza się, że bywają przepełnione przed czasem, jednak ogólnie system działa naprawdę dobrze i chroni środowisko.

worek na odpadki kuchenneWielka Brytania:  dobre chęci, ale syf na ulicach

W północnej Walii może nie jest tak źle, jak kiedyś w Polsce, ale nie jest też tak dobrze, jak w Niemczech, gdzie za butelki płaci się kaucję, a potem skrupulatnie się je zbiera i oddaje w sklepie, i właściwie wszystko można segregować, wyrzucając do właściwego kosza. Tutaj jest więcej indywidualizmu…

Kosze mają różne kolory, ale już nie napisy, więc musiałam się pofatygować do internetu, żeby sprawdzić, co jest na co. Poza tym są w różnych rozmiarach i opróżnia się je w różnych terminach. Co gorsza, konkretny kolor nie jest wcale przypisany do konkretnego typu odpadów. Po prostu stoi sobie kilka niebieskich skrzynek obok siebie i cierpliwie czeka, kto pierwszy rzuci puszkę do pierwszej, gazetę do drugiej, butelkę a do trzeciej. Oczywiście ludzie mają różne pomysły na tę samą skrzynkę, więc śmieci lądują w nich i tak wymieszane. Kolejny sposób na skuteczne zniechęcenie kogoś do segregacji to zamieszczanie przez producenta informacji na opakowaniu, że jeszcze ta właśnie folia nie nadaje się do recyklingu, ale pracują nad tym. Świetnie. Jeśli więc ktoś myśli, że będę robić research w internecie, co gdzie wyrzucić, poprawiać po sąsiadach, studiować wszystkie informacje na opakowaniach wszelkich możliwych produktów, zgłębiać filozofię projektowania koszy na śmieci i ich opróżniania, to jest w wielkim błędzie. Jak przeprowadzono ankietę, to okazało się, że mnóstwo ludzi w regionie nie segreguje odpadów. Nie dziwi mnie to jakoś. Na szczęście nikomu nie przychodzi tu do głowy pozbywanie się odpadów na własną rękę. W Anglii, konkretnie w Bristolu, też nie było wiele lepiej z tą pojemnikową dowolnością.

W Cardiff jest chyba najlepiej jak dotąd w UK. Są dwa rodzaje worków, na recycling i na odpadki kuchenne, które można zamówić przez internet/wziąć z biblioteki/urzędu itd. Dwa rodzaje koszy (czarne na śmieci ogólne i brązowe, małe i większe, na kuchenne) też dostaniemy od samorządu lokalnego (duże czarne za opłatą 20 czy 25 funtów). Niestety te kosze stoją przeważnie pod oknami ohydnych, szarych szeregowców i dodatkowo straszą przechodniów na i tak już nieziemsko brzydkich ulicach bez jednego drzewa. Na niektórych ulicach, mimo odbioru śmieci co tydzień (można się zapisać na mailowe przypomnienie, kiedy i jakie śmieci są zabierane), śmieci walają się na co dzień. Pewnie przynajmniej po części przez studentów, a po części przez mewy i wiatr. Sprzątania ulic czy raczej jego efektów naprawdę nie widać. Źle mi się robi od samego patrzenia. No i jeszcze ta „przyjemność” kosztuje w moim przypadku 50 funtów miesięcznie. Paradoksalnie mam wrażenie, że miasto jest brzydsze i brudniejsze właśnie przez ten system segregacji śmieci…

Podsumowując

Po co w ogóle pisać na tak prozaiczny temat? Bo uważam, że to bardzo ważne, żeby mieć porządek nie tylko w domu, ale też tuż za progiem. A nawet za rogiem. I żeby inni też pilnowali tego porządku w państwie, w którym właśnie przebywają. A to kosztuje codziennie trochę czasu i zachodu. I było by z korzyścią dla wszystkich, żeby było widać efekty.

You may also like