Londyn w weekend cz. I

autor dnia

Angielski i anglosaska kultura przynajmniej w ostatnich latach ma największy wpływ na inne języki i kultury, z polską włącznie. Ostatnich wspólnych kilkanaście lat w UE te więzi jeszcze bardziej zacieśniło. Chociaż studiowałam germanistykę i nadal pewnie lepiej znam niemiecki, to prawie go nie używam i angielski całkowicie wyparł niemiecki z mojego życia. Słucham i czytam od lat prawie wyłącznie po angielsku. A co jest centrum tej kultury, przynajmniej na naszej półkuli/kontynencie? Londyn 🙂 Znałam stolicę Wielkiej Brytanii z historii, literatury, filmów i podcastów, ale żeby zobaczyć te wszystkie miejsca na własne oczy, musiałam trochę poczekać.

Jak na razie udało mi się spędzić w Londynie dwa weekendy, jeden pełny, drugi nawet nie, do czego dodatkowo przygotowałam się, czytając przewodniki. Już sama ich lektura była ciekawa. Na pewno do Londynu jeszcze się wybiorę. Myślę o zrobieniu sobie tam kiedyś dłuższego weekendu np. 3-dniowego i zwiedzaniu z biletem London Pass (więcej informacji tutaj), który daje wstęp do kilkudziesięciu atrakcji m.in. Westminster Abbey, London Bridge, zoo, a nawet zamku Windsor, w którym niedawno odbył się ślub księcia Harry’ego i Meghan. Chciałabym też zobaczyć Camden, gdzie chyba nie przebiorę się już za gotkę, The Making of Harry Potter (niedawno nie mogłam uwierzyć, że książka obchodziła dwudziestolecie! tak żywo ją mam nadal w pamięci) oraz wybrać się do Greenwich i postawić stopę na południku zerowym 🙂

Poniższy wpis przedstawia najciekawsze miejsca, które wybrałam do zwiedzania na podstawie całej mojej wiedzy o Londynie, w tym z literatury czy podcastów, oraz z przewodników. Wstęp do wszystkich z nich jest albo wolny, albo możemy przynajmniej zobaczyć je z zewnątrz i zrobić sobie zdjęcia – i tak warto. Sporo z nich możemy zobaczyć poruszając się pieszo (pierwszą połowę), chociaż ostrzegam, że ja szybko chodzę, a w pierwszy dzień w Londynie pobiłam wszelkie rekordy 😀 Nawigacja zarejestrowała trasę o długości ponad 30 km!!! Najlepiej wybrać jakąś połowę z nich na pierwszy raz 😉 Ze względu na obszerność tematu i multum atrakcji zdecydowałam się podzielić wpis na dwie części.

Pierwsze wrażenia w Londynie

Do Londynu wybrałam się z Cardiff autobusem (Megabus), bo w UK bilety na pociąg, zwłaszcza na dalszym dystansie są bardzo drogie. A pociągi wcale nie lepsze niż teraz w Polsce ani nie są szybkie jak w Niemczech… Czasami mam wrażenie, że transport nie zmienił się tutaj wiele od rewolucji przemysłowej, na której laurach kraj spoczął. Podróż trwała jakieś 3 godziny (chyba ponad 3). Na jeden dzień nie polecam, na dwa jest ok. Autobusy wjeżdżają do samego centrum na dworzec Victoria Coach Station.

elegancki dom w LondynieJuż wjeżdżając do miasta, zdziwiło mnie kilka rzeczy. Po pierwsze wygląd miasta. Spodziewałam się jakiegoś mega blokowiska jak w innych europejskich stolicach, które widziałam (Warszawa, Berlin, Paryż, Rzym) i korków. Nic takiego. Autobus mknął bez zmiany tempa, a budynki nie były jakieś ogromne. Widać było je z dość bliska. Wszędzie czysto, żadnych śmieci na ulicach czy koszy przed domami jak w Bristolu czy Cardiff, na co narzekałam tutaj. I mnóstwo zieleni. To też było dla mnie nowością, jak na brytyjskie miasta. No, właśnie. Londyn ogólnie uderzył mnie swoją europejskością, a nie brytyjskością. Elegancka, lekka, nowoczesna architektura, wiele pięknych miejsc, zieleń miejska – bardziej przypominał mi Paryż niż Bristol. Spodziewałam się labiryntów domów szeregowych (chyba takimi ulicami kluczył Julius Birdwell, jeden z bohaterów książki „Dunkelsprung” Leonie Swann, obecnie chyba mojej ulubionej autorki – bardzo polecam, jeśli lubicie kryminały, zwierzęta i trochę baśniowości), szarości, gotyku i wieżowców i można je na pewno gdzieś tam znaleźć, ale nie rażą i nie przytłaczają, jak w innych miastach. Nawet pogoda lepsza: w lipcu trafił się prawie upał (ponad 20 stopni, wróciłam z lekkim poparzeniem słonecznym), a w sierpniu było chłodniej i lekko pochmurno, ale nadal ładnie i bez deszczu. Jeszcze przez jakiś czas sprawdzałam prognozy pogody BBC dla Londynu i innych miast w UK i Polsce dla porównania i faktycznie jest różnica. Klimat jest tam też bardziej europejski i przyjazny człowiekowi.

Jedyne, co rzucało cień na całą wyprawę, to kwestia bezpieczeństwa. Niestety, wiosną i latem 2017 r. Londyn miał bardzo złą passę: ataki terrorystyczne, pożar wieżowca, jakieś niepokoje. Przyznam, że pierwszy pobyt, zwłaszcza w centrum był dla mnie stresujący i przez to niezbyt przyjemny. Za drugim razem i w towarzystwie mieszkańca Londynu było już normalnie. Mało brytyjski, bardzo europejski, a do tego światowa metropolia i to też się odczuwa. Londyn jest very busy. O ile w Hyde Parku nawet w letni weekend możemy momentami poczuć się jak na sielskiej wsi, o tyle podróżowanie metrem i chodzenie niektórymi ulicami w centrum i to nawet o takiej porze jak niedziela rano, kiedy np. w Cardiff nie uświadczy się człowieka poza ścisłym centrum, odbywa się po prostu w tłumie i pośpiechu. Dużym. Chyba najbliżej do takiego pośpiechu jest Warszawie, gdzie jeszcze jest w tym element stresu i większego napięcia. W Londynie do tego stopnia, że tydzień później Rzym wydawał mi się bardzo pusty i bardzo europejski… Ufff, autobus dojechał. Płynnie i bez korków. Dworzec Victoria Coach Station też mnie zaskoczył. Spodziewałam się jakiegoś gigantycznego parkingu i tłumów ludzi z całego świata, a tymczasem podjechaliśmy na niewielki dworzec (chyba jak w Bristolu) i w centrum. Do pierwszego punktu na trasie zwiedzania, Buckingham Palace wystarczył niedługi spacer.

Największe atrakcje turystyczne w Londynie

Pałac Buckingham i zmiana warty

Pałacu Buckingham nie poznałam. Chyba myślałam, że jest czerwony 😀 Ogólnie spory kompleks, tłumy ludzi, wysokie, żelazne ogrodzenie zagradzające drogę i cały teren przed pałacem wybrukowany, bez jednej rośliny. Nie był to chyba najpiękniejszy pałac, jaki widziałam. Ale warto chociaż raz zobaczyć zmianę warty, bo to jedna z najsłynniejszych atrakcji w Londynie. Odbywa się kilka razy w tygodniu, obecnie o godzinie 11:00, co może się jednak zmienić. Najlepiej zawczasu sprawdzić tutaj. Zwiedzanie samego pałacu też jest możliwe. Pałac otaczają należące do niego ogrody oraz Green Park (a za nimi Hyde Park) i St James Park.

zmiana warty przed Pałacem Buckingham

Westminster i Big Ben

Po zmianie warty można udać się do Westminster City. Bo Londyn to kilka cities, nie tylko najsłynniejsze City of London, czyli wielkie centrum finansowe. Znajduje się tam m.in. jeden z najsłynniejszych kościołów w UK, miejsce koronacji i pochówków monarchów brytyjskich, Westminster Abbey oraz polityczne serce Wielkiej Brytanii (polecam kiedyś posłuchać Prime Minister’s Questions 😉 ), czyli Westminster Palace.

Zwiedzanie parlamentu jest dla mnie zawsze ciekawe (byłam w Sejmie, Bundesstagu i walijskim Seneddzie), może ze względu na wcześniejsze zainteresowanie polityką i pracą z tym związaną. Zwiedzanie innych instytucji jak ministerstwa, sądy czy urzędy prezydenckie/kanclerskie też polecam. Przeważnie wstęp jest bezpłatny, ale mogą być różne formalności i oczywiście kontrole. W UK o bilety do parlamentu też trzeba się trochę postarać i niektóre są dostępne tylko dla rezydentów tego kraju, ale myślę, że warto i kiedyś się o nie postaram (więcej informacji tutaj).

O 12:00 warto zatrzymać się na chwilę i posłuchać bicia Big Bena, czyli wielkiego dzwonu na najsłynniejszej wieży zegarowej świata (o tym charakterystycznym elemencie brytyjskiej architektury wspominałam tutaj; rewolucja przemysłowa wiecznie żywa 😉 ). Nazwą Big Ben często określa się całą wieżę, ale od 2012 r. jej oficjalna nazwa to Elisabeth Tower, nadana z okazji 60-lecia panowania królowej.

Big Ben wybijający dwunastą

Niedaleko od Big Bena znajduje się też siedziba premiera, czyli chyba najsłynniejszy adres w UK, 10 Downing Street. Też chętnie zobaczę w przyszłości.

London Eye nad Tamizą

Nad Tamizą… Jak to w ogóle brzmi! Od razu przychodzi mi na myśl Szekspir, Elżbieta I albo… Sherlock Holmes 😉 Z Westminster mamy niedaleko nad Tamizę, nad którą góruje diabelski młyn – London Eye. Bilety niestety są koszmarnie drogie (ponad 20 funtów za osobę, za 20-minutową przejażdżkę). No i nie wiedziałam wtedy jeszcze, że w ogóle lubię takie atrakcje. Dowiedziałam się, że lęk wysokości wcale mi na nich nie przeszkadza dopiero, jak  poszłam kilka miesięcy później ze znajomymi na diabelski młyn przy ratuszu w Cardiff (zaliczyłam nawet drugą jazdę wieczorem podczas opadów śniegu i planuję kolejną latem w Bayu 😀 ).

Diabelski młyn London Eye nad Tamizą

Trafalgar Square, kolumna Nelsona i West End

Wśród pięknych, wysokich budynków przechodzimy na Plac Trafalgarski, którego nazwa upamiętnia brytyjskie zwycięstwo w bitwie morskiej nad flotą napoleońską w 1805 r. Zwycięską flotą brytyjską dowodził najsłynniejszy brytyjski admirał, Horatio Nelson, który poniósł śmierć w bitwie. Plac znajduje się w dzielnicy West End, centrum handlowo-rozrywkowym Londynu.

pomnik Nelsona na placu Trafalgarskim

St James’s Palace i Park

Pora trochę odpocząć od tłumu ludzi i miejskiego zgiełku. Idziemy do St James’s Park („uwielbiam” brytyjską pisownię nazw parków i pałaców tego typu: nigdy nie wiem, czy to np. St George Park czy St George’s Park, a James kończący się na -s to już szczyt wszystkiego 😛 ). Po drodze możemy zobaczyć najstarszy i nadal używany pałac królewski w UK. W Parku mamy jeziorko z wysepkami. Na jednej z nich znajduje się uroczy Duck Island Cottage. O 14:00 można oglądać karmienie pelikanów (o ile faktycznie odbywa się o tej godzinie…). Pelikany zamieszkują park od II poł. XVII w., kiedy przybyły tam jako prezent rosyjskiego ambasadora. Udało się chociaż zobaczyć je z daleka.

pelikany w St James's Park

Green Park, Hyde Park i Kensington Gardens

Mijając złocone bramy, idziemy do Hyde Parku, największego z czterech królewskich parków stolicy. Założony w XVI w., już w kolejnym stuleciu został otwarty dla zwiedzających. Jest naprawdę ogromny i fajny. Można w nim pobiegać po piasku (chyba jedyne miejsce na świecie, gdzie miałabym ochotę na jogging), posiedzieć na leżaku nad wodą i chodząc po najzwyklejszej trawie wśród najzwyklejszych drzew poczuć się jak na wsi, a nie w największej stolicy Europy. O tym, że jesteśmy w sercu Londynu przypominają nam tylko liczne, widoczne na niebie samoloty (na szczęście hałasu nie słychać). Pięknie. Dalej idziemy pod Kensington Palace. Mnie chyba najbardziej kojarzy się z księżną Dianą, która mieszkała tam najpierw z rodziną i potem po rozwodzie z księciem Karolem aż do śmierci. Wychowali się tam obaj jej synowie i pałac pozostaje oficjalną rezydencją księcia Wiliama i jego rodziny (oraz innych członków rodziny królewskiej). Chyba najbardziej zapadł mi w pamięć słynny wywiad z Dianą dla BBC z 1995 r., kiedy na ubrana na czarno księżna o wielkich smutnych oczach opowiadała o swoim małżeństwie i presji, jaka była na nią wywierana m.in. przez media.

pomnik królowej Wiktorii przed pałacem Kensington

Pałac położony jest w pięknym otoczeniu, zjawiskowym w letni, gorący dzień. Przed pałacem woda i posąg królowej Wiktorii. Warto zobaczyć ogrody, które są echem XVIII-wiecznych założeń.

ogrody Kensington

Harrods

Z Hyde Parku możemy wrócić do miejskiego zgiełku i pójść Harrodsa, chyba najbardziej znanego luksusowego domu handlowego w Londynie. Akurat tematycznie mi pasuje, bo nadal ta nazwa kojarzy mi się najbardziej z księżną Dianą. Sam Harrods najbardziej podobał mi się… z zewnątrz. W środku wytrzymałam chyba chwilę. Najpierw ochrona, która każe otwierać plecak, jak przed muzeami i innymi większymi atrakcjami. Tłum i ścisk jak na zatłoczonej stacji metra, a w środku drogi kicz. Nic mi się nie podobało. To chyba było najbardziej rozczarowujące miejsce w Londynie. A np. w takim berlińskim KaDeWe mogłam zwiedzać i robić zakupy godzinami, zwłaszcza na moim ulubionym piętrze z jedzeniem.

dom handlowy Harrods z zewnątrz

Teraz pozostaje tylko powrót na Victoria Coach Station i ponad 3 godziny podróży… Męczące, ale warto było! A już wkrótce napiszę o kolejnych super atrakcjach turystycznych w Londynie.

You may also like