Co zwiedzać w Berlinie

autor dnia

W Berlinie spędziłam kilka lat. Bardzo fajne miasto na studia i dla turystów. Czy do mieszkania i pracy też? Jeśli macie ochotę na pokonywanie dużych dystansów i długie dojazdy, trochę bylejakości, castingi mieszkaniowe, wielką konkurencję walczącą o byle co i biurokrację okraszoną niechęcią do przybyszów zza wschodniej granicy, to oczywiście świetny wybór.

Moje wspomnienia z Berlina

Berlin ma naprawdę sporą powierzchnię, na której nie panuje nawet wielki ścisk. Można znaleźć sporo terenów zielonych, rekreacyjnych czy zbiorników wodnych, nad którymi można wypocząć. I po których można pływać promem należącym do miejskiego przedsiębiorstwa komunikacyjnego BVG. Za ten komfort oczywiście płaci się długimi dojazdami. Na szczęście system komunikacyjny działa bardzo sprawnie. Ja w Berlinie nie znałam nawet za wielu nazw ulic, bo w mieście orientowałam się po stacjach U- i S-Bahn. A było to jeszcze w czasach, kiedy Google Maps i internet mobilny nie były oczywistością. W Berlinie panuje ogromny luz i różnorodność. Nikt nie patrzy i nie ocenia (krytycznie) innych ludzi w autobusie. Przez pierwsze dni aż dziwnie się z tym czułam, że nikt nikomu się nie przyglądał 😀 Było to tak egzotyczne, jak kolejka pod linijkę do wejścia do autobusu zamiast pchania się hurmem. Z drugiej strony nie wszystkie widoki będą zachwycające i ta bylejakość miasta (miejscami) i jego (niektórych) mieszkańców po paru latach zaczęła mnie już męczyć. Dobra w czasach studenckich, ale potem większość z niej wyrasta. W Berlinie spędziłam jak dotąd być może najlepsze i najgorsze lata swojego życia. Od niekończącego się zwiedzania i imprezy na studiach po światowy kryzys finansowy i brak perspektyw. Dlatego zdecydowanie nie tęsknię. Ale polecam zwiedzającym. Miasto ma dla nich bogatą ofertę, a ceny jak na europejską stolicę były całkiem przystępne, co jest ewenementem.

Co warto zobaczyć w Berlinie

Chyba nie ma atrakcji w Berlinie, której bym nie zwiedziła. No, chyba że coś powstało w ostatnich 5 latach. Nie jestem nawet w stanie wszystkiego tu opisać, a czasem brakuje mi odpowiednich zdjęć, ale zrobię, co mogę, żeby zmieścić się w nie za długim tekście 😉 Ciężko mi się nawet zdecydować, jak te atrakcje przestawić. Alfabetycznie? Geograficznie? Tematycznie? Postanowiłam, że najłatwiej będzie mi skorzystać z dziesiątek (setek?) folderów ze zdjęciami w kolejności, w jakiej sama zwiedzałam. Dzięki temu będzie też różnorodnie 😉

Unter den Linden

Najsłynniejsza ulica Berlina. A może to już Ku’damm? W każdym razie to reprezentacyjna część Berlina, szeroki bulwar, który po obu stronach ma eleganckie, neoklasycystyczne budynki mieszczące różne ważne instytucje. Poniżej przegląd najważniejszych lokalizacji przy Unter den Linden.

Brama Brandenburska

Na zachodnim końcu Unter den Linden znajduje się jeden z najsłynniejszych symboli Berlina – Brama Brandenburska. Warto przejść obok i porobić zdjęcia. Raczej będzie to w tłumie ludzi, zwłaszcza kiedy w Berlinie odbywają się jakieś ważniejsze uroczystości czy imprezy.

Humboldt Universität

Jeden z czterech uniwersytetów i najstarszy, chociaż wcale nie taki stary, ledwo ponad 200-letni. Nazwany na cześć braci-naukowców Aleksandra i Wilhelma von Humboldtów (dlatego poprawna nazwa po polsku brzmi Uniwersytet Humboldtów a nie Humboldta, czego nie wiedzą nawet często germaniści ani tłumacze przysięgli). Warto zobaczyć chociaż z zewnątrz główny gmach HU, czyli Hauptgebäude.

Berliner Dom

W Berlinie nie spotkamy jakiś bardzo starych zabytków. Wielu osobom może brakować jednego, centralnego placu, jakiegoś starego miasta czy zamku. Okolica Unter den Linden, a także centra niektórych dzielniczek na obrzeżach, które kiedyś były osobnymi miejscowościami, mogą lekko naśladować taki klimat. Nie znajdziemy też w Berlinie wielu ciekawych budowli sakralnych. Warto jednak zwiedzić katedrę i popatrzeć z góry na miasto.

widok z katedry berlińskiej

Kiedyś o Berlinie mówiło się, że to największy plac budowy Europy. Myślę, że powiedzenie nadal aktualne. Teraz może już nie chodzi tyle o ślady po wojnie i okupacji, ale o rozbudowę miasta: centra handlowe, atrakcje, hotele. Widać to na tym zdjęciu ścisłego centrum z przed paru lat.

Deutsches Historisches Museum

Jeśli kogoś interesuje historia Niemiec, to warto zajrzeć. Ja z wizyty nie zapamiętałam za wiele. Muzeum w tradycyjnym stylu, tzn. jakieś starocie w gablotach, więc mało interaktywne.

Museumsinsel

W centrum, na wysepce na Szprewie (Berlin ma naprawdę sporo rzek, mostów, kanałów i jezior, co dodaje miastu uroku) znajduje się pięć wielkich muzeów. I bardzo ciekawych. Szczerze polecam osobom zainteresowanym sztuką i kulturą od najdawniejszych czasów. Mnie udało się zwiedzić je nieodpłatnie w czasach, kiedy co czwartek wieczorem był do nich darmowy wstęp. Do większości pójść raz to za mało. Były to zdecydowanie najciekawsze muzea, w jakich do tej pory byłam (mam głównie porównanie z Polską i Wielką Brytanią), zwłaszcza Pergamon i Bode, ale o tym za chwilkę. Miałam akurat okazję mieszkać w Berlinie, kiedy ponownie otwierano kolejne muzea. Ponownie, po wojnie, latach zaniedbań i ogólnej modernizacji. Za wzór miały posłużyć Luwr, Muzea Watykańskie czy British Museum, o którym pisałam tutaj. Dwa pierwsze widziałam tylko z zewnątrz, a ostatnie zwiedzałam raz i na tej podstawie subiektywnie stwierdzam, że Wyspa Muzeów przebija „przynajmniej” British Museum. Myślę, że aktualnie Wyspa okrzepła i nie będzie wielkich zmian np. przenoszenia kolekcji z muzeum do muzeum, ale od czasu mojego zwiedzania do momentu pisania tego posta upłynęło parę lat i nastąpiło sporo zmian. Starałam się wszystko sprawdzić i zaktualizować, ale planując zwiedzanie, lepiej sprawdźcie, co gdzie jest na oficjalnej stronie muzeów.

Altes Museum

Zawiera obecnie kolekcję sztuki greckiej, rzymskiej i etruskiej. Ja bardzo lubię starożytność, więc w muzeum mi się naprawdę podobało.

Neues Museum

To coś dla fanów prehistorii i paleo 😉 Muzeum prezentuje prehistoryczne znaleziska archeologiczne z epoki kamienia, brązu i żelaza. Ponadto zawiera kolekcję sztuki ze starożytnego Egiptu i znajduje się w nim jeden z najsłynniejszych eksponatów na całej Wyspie, czyli popiersie Nefretete.

popiersie Nefretete w muzeum

Niestety w tłumie zwiedzających nie udało mi się jej lepiej uchwycić. Ponadto znajdziemy tam artefakty z Troi, Cypru, z okresu wielkiej wędrówki ludów, wczesnego średniowiecza i późniejszych.

Pergamonmuseum

Robi największe wrażenie i to już od progu, bo zwiedzanie zaczynamy od wejścia na liczący ponad dwa tysiące lat ołtarz pergamoński. Jedno wielkie wow. Brama targowa z Miletu jest także imponująca. Gigantyczne kamienne budowle, strzeliste kolumny, niekompletne, ale imponujące fragmenty rzeźb i budowli, sprawiają, że człowiek czuje się trochę jak mrówka.

fragment ekspozycji w muzeum pergamońskim

A do tego jeszcze na żywo widoki, które wcześniej widziało się tylko na zdjęciach w książkach do historii, jak np. babilońska Brama Isztar. Chyba brakuje tylko chodzenia wśród piramid 😉 No i może słońca, wiatru, piasku…

Alte Nationalgalerie

No, wiecie, stare obrazy. Trochę wieje nudą, jeśli nie jest się specjalistą.

Bode-Museum

Imponujące eksponaty sztuki bizantyjskiej, włoskie i niemieckie rzeźby (dużo sztuki sakralnej) od wczesnego średniowiecza po XVIII w. oraz kolekcja monet.

plakat na Bode-Museum informujący o jego otwarciu

Friedrich Straße

Inna znana ulica i dość ruchliwy dworzec, na którym wysiadamy, chcąc się dostać na uni albo na Unter den Linden. Podczas zimnej wojny przez ulicę przechodził Mur Berliński, a także znajdowało się na niej przejście graniczne Checkpoint Charlie. Obecnie możemy pójść tam do muzeum o tej nazwie i poznać m.in. dramatyczne historie ludzi próbujących wydostać się z Berlina Wschodniego.

tablica przy Checkpoint Charlie

Do tej pory ślady II wojny światowej i zimnej wojny odciskają się mocnym piętnem na całym mieście. I na pewno nigdy do końca nie zniknął. Na Friedrich Straße widać np. różnice w systemie komunikacji części wschodniej i zachodniej miasta: tylko po wschodniej jeżdżą tramwaje! Nawet światła dla pieszych różnią się wyglądem i jest dwóch różnych Ampelmännchen na Wschodzie i Zachodzie. Różnią się nazwy ulic, na wschodzie są gigantyczne blokowiska, a w kilku miejscach w mieście są muzea opowiadające historie z tamtych czasów np. DDR Museum, Alliertenmuseum czy Gedenkstätte Hohenschoenhausen (mieści się w budynkach głównego więzienia Stasi – zwiedzanie z przewodnikiem, byłym więźniem, naprawdę potęguje wrażenia).

Przy Friedrich Straße mieści się też Dussmann – wielka i świetnie zaopatrzona księgarnia. Poza książkami znajdziemy tam też płyty, papeterię, plakaty i co tylko zainteresowana kulturą dusza zapragnie. Chyba nie da się stamtąd wyjść z pustymi rękami albo przynajmniej dodając kolejne pozycje do swojej zakupowej wishlisty…

Centrum polityczne

Berlin ma nie tylko niezwykle bogatą ofertę kulturalną i naukową, ale to oczywiście serce polityczne kraju. Siedzibę ma tam parlament, rząd, kanclerz, prezydent, ministrowie, a do tego oczywiście różne ambasady i organizacje. Część z nich zlokalizowana jest w Regierungsviertel, nowoczesnej dzielnicy rządowej. Urzędy przeważnie można zwiedzać. Sporym zainteresowaniem cieszy się Reichstagskuppel (więcej info dla zwiedzających tutaj), czyli szklana kopuła wieńcząca budynek parlamentu.

szklana kopuła niemieckiego parlamentu

Zoo, okolica Dworca Zoo i moje ulubione kawiarnie

Ogrodowi zoologicznemu nazwę zawdzięcza jeden z najbardziej znanych berlińskich dworców: Dworzec Zoo. Od razu przychodzą do głowy jakieś literackie skojarzenia, chociaż muszę przyznać, że mimo ukończenia germanistyki, nie przeczytałam żadnej beletrystyki o Berlinie. Ani nawet marnych streszczeń, na których wiele osób zaliczało egzaminy na studiach. I jakoś do niemieckiej literatury mnie nie ciągnie. Chyba, że do niemieckiej o Wielkiej Brytanii jak Dunkelsprung mieszkanki Berlina, Leonie Swann. Nie to, co czytanie o Londynie, o którym pisałam też tutaj… Na dworcu panuje spory ruch, S-Bahn, U-Bahn, pociagi. Możemy pojechać stamtąd np. do Szczecina. Rola Dworca Zoo podupadła wraz z powstaniem dworca głównego Hauptbahnhof. Tuż obok jest też ważna pętla komunikacyjna, z której odjeżdżają dwie linie autobusowe, określane jako turystyczne: 100 i 200. Jest tak dlatego, że przejeżdżają przez ścisłe centrum Berlina (czy o Berlinie w ogóle można powiedzieć, że ma centrum? raczej nie, ale powiedzmy, że to rejon między Dworcem Zoo a Alexem) i mijają wiele atrakcji turystycznych lub innych ważnych punktów w mieście. Jeśli chcecie pojechać gdzieś indziej, wejdźcie do centrum informacji BVG pomiędzy dworcem a pętlom i zapytajcie. W pewnym momencie sama tak dobrze znałam miasto i system komunikacji, że chyba mogłabym tam udzielać informacji 😀

Ogród zoologiczny warto zobaczyć. Jest to jedno z dwóch zoo i to zachodnie chociaż mniejsze (wschodnioberliński Tierpark to największe powierzchniowo zoo w Europie), ale dużo ładniejsze. Kiedy mieszkałam w Berlinie, był akurat szał na Knuta, niedźwiadka polarnego, chociaż mnie bardziej interesują inni mieszkańcy zimnych zakątków.

pingwiny w berlińskim zoo

Niedaleko od Dworca Zoo znajduje się dworzec S-Bahn Savigny Platz. Można się przejść między nowoczesnymi budynkami i znaleźć między nimi całoroczną wolierę z papugami, gdzie ludzie przychodzą posiedzieć na przerwie z laptopem. Na Savigny Platz polecam pójść do kawiarni i palarni kawy Sager’s, żeby wypić i kupić na zapas pyszną, świeżo paloną kawę. Budynek trzęsący się w posadach, kiedy nad głową przejeżdża pociąg też ma swój urok. W okolicy Savigny Platz jest sporo restauracji i kawiarni, gdzie można odpocząć od zwiedzania. Długo szukałam fajnej kawiarni w Berlinie i to była jedna z trzech fajnych, które znalazłam. Głównie ze względu na kawę. Jeśli lubicie zjeść pyszny deser i poszaleć z czekoladowymi zakupami, to warto wybrać się do Schokoladenhaus Rausch (więcej tutaj) i zobaczyć tam m.in. takie czekoladowe cuda.

budynki z czekolady w kawiarni

Jeśli ktoś ma ochotę na bardziej rockowe klimaty, to polecam Ramones Museum (strona tutaj), w którym znajduje się bardzo fajna kawiarnia. Zresztą znajdziecie tam nie tylko kawę i ciasto, ale też różne alkohole 😉 Jak już jesteśmy przy ciekawostkach kulinarnych, to polecam też wybrać się na Maybachufer na Kreuzbergu na targ turecki. Za moich czasów odbywał się co wtorek i można tam było kupić w dobrej cenie świeże warzywa, owoce, tureckie wypieki, różne pasty, oliwki a nawet ubrania czy rękodzieło. Oszczędnym polecam wybrać się tam pod koniec targu, bo wtedy część niesprzedanego towaru jest do nabycia taniej lub wręcz za darmo, jak to często na targach bywa.

Kurfürstendamm

Z Dworca Zoo, mijając spory seksshop Beate Uhse, mieszczący również Muzeum Seksu, wchodzimy na najbardziej elegancką ulicę Berlina. Tak myślę, chociaż może ktoś powie, że to jednak Unter den Linden. Ciężko powiedzieć, która jest główna. Historycznie i zabytkowo pewnie Unter den Linden, ale zakupowo-rozrywkowo Ku’damm. Na tej ostatniej, którą można pokonać długim spacerem, jest mnóstwo luksusowych sklepów wielkich domów mody. Po drodze można przysiąść w kawiarni czy restauracji i chwilę odpocząć.

KaDeWe i Wittenbergplatz

Kulminacyjne zwieńczenie zakupowego raju na Ku’damm, dom handlowy Kaufhaus des Westens. Naprawdę doskonale zaopatrzony: od luksusowych sklepów, które można sobie pozwiedzać, po świetne piętro z jedzeniem, gdzie możemy kupić np. coś na prezent.

Przy Wittenbergplatz znajdziemy oprócz stacji metra U2 także spory sklep z produktami azjatyckimi (co ciekawego możecie kupić w takich sklepach przeczytacie na przykładzie Bristolu tutaj), targ w niektóre dni w tygodniu (kiedyś jadałam tam Linsen- albo Erbsensuppe z kuchni polowej 😉 ) oraz najlepszą piekarnię, jaką kiedykolwiek spotkałam, Hofpfisterei. Bawarską, z prawdziwym chlebem, który wytrzymuje dobry tydzień i naprawdę dobrze smakuje. Oczywiście od kilku lat już nie jem chleba, ale jeśli miałabym kiedyś jeść to albo ten, albo gorący chleb z pieca chlebowego od jednej polskiej gospodyni.

Gedächtniskirche

Musimy się trochę cofnąć do Dworca Zoo. Chyba najsłynniejsza, wojenna ruina kościoła, zabezpieczona i pozostawiona w takim kształcie jako przypomnienie, czym jest wojna. Zdecydowanie najbardziej turystyczne i mające najwięcej blichtru takie miejsce. Ruiny, które widziałam np. w Hamburgu lub Bristolu (o czym tutaj), bardziej skłaniają do refleksji, a mniej do cykania zdjęć.

kościół pamięci w Berlinie

Park Tiergarten i Kolumna Zwycięstwa

No, dobrze, to teraz pora odpocząć od miejskiego zgiełku. W Berlinie jest dużo terenów zielonych, więc jest z czego wybierać. Tiergarten ma jednak dwie ogromne zalety: jest w centrum, więc nie trzeba zbaczać z głównych szlaków turystycznych, żeby wejść tam chociaż na chwilę, a poza tym jest tak duży (trzeci do do wielkości park miejski w Niemczech), że możemy miejscami naprawdę zapomnieć o miejskim zgiełku. Poza tym jest bardzo ładny. Ja bardzo lubię takie historyczne założenia parkowe, które wcześniej należały do władców lub arystokratów jak np. londyńskie Royal Parks, warszawskie Łazienki czy Wilanówek Króla Jana albo chyba mój ulubiony, przepiękny Ashton Court w Bristolu, o którym pisałam tutaj. Takie parki mają spore rozmiary i niepowtarzalny charakter. W Tiergarten znajduje się też Kolumna Zwycięstwa (Siegessäule), o której chyba każdy uczył się na historii i lekcjach niemieckiego.

postać Nike na Kolumnie Zwycięstwa

Potsdamer Platz

Bardzo nowoczesny plac w sercu Berlina. Warto wybrać się tam zwłaszcza po zmroku. Nowoczesna architektura, szkło wieżowców i oczywiście główna atrakcja, czyli ogromny, zmieniający kolory parasol Sony Center.

parasol Sony Center

Do tego nowoczesne rzeźby, piękne oświetlenie, trochę wody i roślinności. A w okolicy m.in. filharmonia oraz biblioteka państwowa w skrócie określana Stabi. Na Potsdamer Platz czuje się jakąś lekkość. To nowoczesna miejska architektura w najlepszym wydaniu.

Deutsches Technikmuseum

Coś dla wszystkich fanów techniki i technologii. Muzeum jest naprawdę wielkie i zobaczymy w nim statki, samoloty, pociągi, samochody, a także eksponaty ostatnich lat, czyli komputery i skromne płyty CD. Robi wrażenie i warto znaleźć kilka godzin na podziwianie niemieckiej technologii 😉 Z tarasu będziemy mieć widok na plac poczdamski.

samolot nad Muzeum Techniki w Berlinie

Zainteresowanym nowszymi technologiami polecam natomiast muzeum gier komputerowych we wschodniej części miasta (więcej informacji tutaj).

Alexander Platz

No i tak dochodzimy do wschodniej części miasta. Wszystko tu jest  wielkie, budowane często z komunistyczną megalomanią. Alex to duży plac, beton, jak okiem sięgnąć. Przy placu możemy zobaczyć zegar Urania, który pokazuje czas w 24 strefach czasowych na świecie. Możemy też wjechać na wieżę telewizyjną (są kolejki do kas) i popatrzeć na miasto z góry, pijąc drinka czy jedząc w restauracji. Fajnie wybrać się tam przed zapadnięciem zmroku, żeby zobaczyć miasto za dnia i kiedy rozbłyśnie sztucznym oświetleniem.

wieza telewizyjna w Berlinie

W pobliżu zobaczymy też Rotes Rathaus, czyli czerwony ratusz, w którym rezyduje burmistrz Berlina. Miasto jest podzielone na wiele dzielnic (sama mieszkałam w pięciu, jak dobrze teraz pamiętam) i każda z nich ma swój ratusz i burmistrza oraz odpowiednie urzędy. Wynika to pewnie z kilku przyczyn. Miasto jest stolicą, w dodatku jest miastem-krajem związkowym i jeszcze jest całkiem spore. No i na pewno z zamiłowania Niemców do biurokracji, administracji, urzędnictwa i porządku. Przeprowadzka czasami ulicę dalej, do innej dzielnicy, to jak przeprowadzka za granicę. Formalności, zmian i zgłaszania się po urzędach – co niemiara.

Jeśli chcecie kupić prezenty (słodycze, alkohole) czy ubrania, warto wybrać się do Galeria Kaufhof. Jak dla mnie to takie trochę wschodnie KaDeWe, chociaż zdecydowanie mniej luksusowe. No i teraz ten dom handlowy ma sporą konkurencję w postaci nowoczesnych galerii jak Alexa i pewnie wielu innych…

Jak już jesteście na wschodzie, wybierzcie się na Warschauer Strasse. Okolica pełna knajp i restauracji oferujących kuchnię świata, tętni luzem i nocnym życiem, a ceny rozsądne. Pamiętam, że chyba najlepsze jedzenie znalazłam w restauracji koreańskiej.

Charlottenburg

Ogólnie sympatyczna dzielnica, której nazwa pochodzi od największego pałacu królewskiego w Berlinie, Schloss Charlottenburg. Początki tego założenia sięgają końca XVII w. Pałac otaczają elegancki park i pomniejsze, ozdobne budynki. Do poszczególnych części pałacu obowiązują bilety, a po parku można pochodzić bezpłatnie.

pałac Charlottenburg zimą

Poczdam

Na koniec coś spoza Berlina, chociaż spokojnie dojedziemy tam koleją miejską, linią S-8. Centrum Poczdamu wygląda sympatycznie, jak spokojne, niewielkie miasteczko i tak północno-europejsko. A może po prostu prusko-protestancko? Na pewno wpływy różnych kultur na przestrzeni wieków pozostawiły w Poczdamie sporo śladów. Największe atrakcję stanowią w Poczdamie pruskie pałace i parki.

rzezba anioła w parku

Oczywiście najsłynniejszy jest rokokowy, beztroski pałac Sanssouci.

pałac Sanssouci

W Poczdamie, przynajmniej jeszcze do niedawna, wiele miejsc i zabytków znajdowało się albo w trakcie remontu albo jeszcze pozostawało zaniedbanych, więc miasto nie osiągnęło pełni swojego turystycznego potencjału. Poczdam to nie tylko pałace i uniwersytety. To także studio filmowe w Babelsbergu (jak nie znacie niemieckiego i niemieckiej TV, to nie jest to jakaś wielka atrakcja). Po drugiej wojnie światowej odbyła się tam słynna konferencja wielkiej trójki w pałacu Cecilienhof. Miałam okazję być też w miejscu innej konferencji zwycięzców II wojny światowej. Konferencja znana jako jałtańska tak naprawdę odbyła się w pałacu w Liwadii, w pobliżu Jałty. Może napiszę więcej na ten temat, jeśli zmobilizuję się do posta o Ukrainie 😉

Czy to wszystkie atrakcje w Berlinie? Na pewno nie, ale myślę, że te najbardziej znane i warte zobaczenia opisałam 🙂

You may also like