Podręcznik Robakożercy, czyli kulinarny surwiwal

autor dnia

Kolejna paleo lektura tej jesieni 😉 Książka sprzed kilkunastu lat, która autorowi może się trochę przejadła, ale mówi się trudno i czyta dalej 😉 Autor to Łukasz Łuczaj, polski naukowiec i etnobotanik, znany w ostatnich latach chyba najbardziej z książek o dzikich roślinach jadalnych i kuchni surwiwalowej. Jednak w tej książce roślin nie ma lub są one niepożądane jako uboczne produkty przemiany materii, nieapetyczne i potencjalnie toksyczne, dania głównego. Tę rolę odgrywają tytułowe robaki, ale nie dajcie się zmylić. Chociaż robak potocznie to jakaś taka glizda 😛 czy inny skorek 😉 i z tym się nam chyba najczęściej kojarzy, tak naprawdę w książce mowa jest o bezkręgowcach, a więc także mniej egzotycznych kulinarnie dla nas rakach, małżach czy ślimakach.

Podręcznik Robakożercy – czego dowiemy się z książki

Książka ma niecałe 100 stron (włącznie z bibliografią) i generalnie szybko się ją czyta. Zacznijmy od drobnej krytyki 😉 Nie jestem zachwycona okładkowym zdjęciem (a zrobienie mu zdjęcia na potrzeby recenzji okazało się jeszcze gorsze 😉 ). Szkoda też, że nie ma zdjęć, tylko są ryciny owadów. Dla laika brak kolorów i szczegółów, które trochę giną w tych czarno-białych rysunkach, na pewno będzie utrudnieniem w praktycznym zastosowaniu wskazówek z książki.

Zaletą książki jest dla mnie natomiast styl pisania autora, który między opisy poszczególnych gatunków i ich przedstawicieli czy informacje historyczne o spożywaniu danego gatunku w różnych częściach świata, wplata różne anegdoty. Czasami naprawdę zabawne:

Kupiłem sobie kiedyś dwie makrele w dziale rybnym „Tesco” (…). Smażyłem je po chińsku, na oleju, około minutę. Podczas jedzenia zauważyłem, że coś się rusza na moim talerzu. Były to kilkucentymetrowe glisty. Nie wiedziałem, czy powinienem zwymiotować czy cieszyć się ze znaleziska.

Jak myślicie, co działo się dalej? 😉 Czasami te historie są trochę hardcorowe 😉 Jak ta o wszach z angielskiej szkoły i pogłębianiu więzi socjalnych przy okazji ich konsumpcji 😀 Trochę podziwiam autora za odwagę do dzielenia się takimi osobistymi opowieściami. Zresztą o tym, że będziemy mieć do czynienia z naprawdę nietuzinkową lekturą, daje nam znać już sam tytuł i dedykacja. Zastanawiam się, czy ktoś kiedyś już dedykował swoją publikację Indianom Paiutom 😉 Ja nawet nie wiedziałam o ich istnieniu…

Jadalne owady i nie tylko

Owady jako element diety naszych przodków

Książka zaczyna się od nawiązania do naszych prakorzeni i podkreślenia urozmaicenia diety naszych przodków (w tydzień zjedliby gatunkową równowartość współczesnego zoo i ogrodu botanicznego), o czym pisałam więcej tutaj, ale zaraz przenosi nas do współczesności i zagadnień ekonomiczno-ekologicznych związanych z hodowlą bezkręgowców.

Jedzenie owadów – na co uważać

Po lekturze muszę stwierdzić, że trochę mniej boję się apokalipsy zombie czy innej 😉 Bo jeść owadów oczywiście się nie boję, o czym więcej tutaj. Najważniejsze, to wiedzieć, że większość bezkręgowców powinna być w naszym rejonie jadalna, zwłaszcza jeśli nie są gorzkie w smaku albo jaskrawo ubarwione (białe często będą OK). Główny problem to mogą być reakcje alergiczne (na histaminy np. os) i zawartość roślin, które są dla nas szkodliwe, w układzie pokarmowym bezkręgowca (z niektórych, większych, da się je po prostu usunąć). Kontakt z bakteriami glebowymi i innymi nieczystościami, a nawet pasożytami, może być kolejnym niebezpieczeństwem związanym z konsumpcją bezkręgowców – dlatego autor od początku zaleca sporą ostrożność. Zwłaszcza, że wielu rzeczy o tych substancjach po prostu nie wiemy, bo nie ma na ich temat badań naukowych.

Kuchnia surwiwalowa – porady praktyczne

Ja na pewno zapamiętam z książki informacje o jadalności białych larw, o tym, że można zrobić rosół z chrząszczy albo żab (w książce zawarte są przepisy na różne ciekawe potrawy), a nawet ślimaków, oraz to, że nawet martwe owady mogą nam uciec albo nas ukąsić (odruch mięśniowy), jak tropić trzmiele, żeby dostać się do ich gniazd i że zimą w apokaliptycznej Polsce zostaną w tej kategorii głównie mrówki…

Podsumowując – polecam lekturę wszystkim fanom paleo, surwiwalu i nieoczywistości 🙂

You may also like