Co warto zobaczyć w południowej Walii

autor dnia

Na pewno stolicę, czyli Cardiff, o którym pisałam tutaj i tutaj. Najbliższa okolica Cardiff też obfituje w różnorodne atrakcje jak ogromny Caerphilly Castle albo ewenement na skalę światową, czyli sprawny Transporter Bridge w Newport, czy rzymskie termy i amfiteatr w Caerleon. Ale nie tylko. Dzisiaj będzie o atrakcjach odrobinę dalej, ale naprawdę wartych zobaczenia. Jeśli pogoda dopisze, możecie zobaczyć naprawdę niezapomniane widoki.

Monmouthshire – góry, lasy i ruiny

Monmouthshire, to walijskie hrabstwo, które leży na granicy z Anglią. Stolicą hrabstwa (jeśli tak można powiedzieć) jest Monmouth – urocze, niewielkie miasteczko z masą sklepów z bibelotami, starym kamiennym mostem (Monnow Bridge – jedyny zachowany w UK most obronny z wieżą na rzece) , niewielkimi ruinami zamku i muzeum wojskowym. Reszta hrabstwa wygląda dość… podobnie: małe miejscowości z wiekowymi ruinami, do których prowadzą wąskie walijskie drogi wijące się wśród niewielkich wzgórz i terenów zielonych (Brecon z jednej strony, a Wye Valley z drugiej). Monmouth warto odwiedzić ot tak, przejazdem.

Zamki Mounmouthshire

Jest ich naprawdę dużo. I w tym roku ze względów czasowo-finansowych udało się zobaczyć 6 z nich. Z tego 5 w 1 dzień 😉 Wstęp wolny.

Usk Castle

Bardzo przyjemne miejsce. Widać, że okoliczni mieszkańcy o nie dbają i np. sadzą ciekawe rośliny, dostawiają ławeczki czy rzeźby. W ogrodzie przy zamku można odpocząć i jest, gdzie wypić kawę.

ruiny zamku schowane w zieleni

Jedną z takich ciekawych roślin na zamku Usk jest barszcz Mantegazziego (giant hogweed) – piękny, o imponujących rozmiarach (nawet kilka metrów wysokości). Uwaga, bezpośredni kontakt z rośliną może powodować poparzenia pod wpływem słońca.

barsz mantegazziego zasłaniający wieżę zamku

White Castle

Swoimi rozmiarami imponuje też zamek, który zawdzięcza nazwę swoim niegdyś białym murom. Wato skorzystać z wolnej przestrzeni i odpocząć od turystów, których z braku infrastruktury (pub, sklep, kawiarnia) raczej wielu nie będzie.

mury obronne

Można skorzystać z drewnianych ław i zjeść własny prowiant.

ławki dla turystów w ruinach zamku

Cisza, spokój i takie widoki na walijską wieś.

drzewo widziane z murów zamku

I tutaj w zbliżeniu. Uwielbiam te stare, ogromne drzewa na Wyspach. Naprawdę mogły pobudzić wyobraźnię do stworzenia Entów przez Tolkiena.

stare drzewo, mur zamku i pastwisko

Jednak zamek, jak wiele historycznych miejsc w UK, nie został oderwany od rzeczywistości i z drugiej strony widok na sąsiedztwo jest taki:

dom widziany zza murów zamku

Czy zamek pilnuje teraz domu, czy dom zamku? 😉 W każdym razie domu „pilnuje” ten osobnik. Najpierw trochę szczekał, ale potem dał się pogłaskać. Stwierdziłam, że przez rękawice motocyklowe raczej mnie nie pogryzie, to mogę zaryzykować głaskanie 😛

motocyklistka głaskająca psa

Zamek Skenfrith

Nazwa dla mnie absolutnie nie do zapamiętania 😀 Zamek nie jest duży, ale położony w miejscowości oferującej noclegi dla turystów i inne udogodnienia. Zaraz obok płynie jakiś strumień i że akurat był „upał” (dało się chodzić w koszulce z krótkim rękawem i krótkich spodenkach, jak na nasze polskie warunki), to były całe grupki, które z niej korzystały.

wieża zamku na tle pastwisk i nieba

Zamek Grosmont

Położony w miejscowości o tej samej nazwie. Idzie się do niego między małymi, starymi domkami. Takimi quirky – z duszą, trochę dziwnymi, jedynymi w swoim rodzaju – z maleńkim okienkiem gdzieś na murze o dziwnym kształcie… Żałuję, że nie zrobiłam zdjęć, ale tak trochę głupio fotografować czyjś dom. Mam już mniejszy problem z fotografowaniem owiec na pastwisku, które na tubylcach nie robią żadnego wrażenia, a dla mnie są nadal trochę egzotyczną atrakcją 😀

ruiny zamku z kolumną w środku

Inne zamki w Monmouth

Do zobaczenie został mi Raglan, Chepstow i Abergavenny, za to Caldicot widziałam już dwa razy.

Ruiny budynków sakralnych w Monmouthshire

Opactwo cysterskie Tintern Abbey

Pierwsze w Walii i drugie w Wielkiej Brytanii opactwo cystersów założone w XII w. Zaczęło popadać w ruinę od XVI w., kiedy to doszło do rozłamu z kościołem rzymskokatolickim, a król Henryk VIII rozwiązał klasztory i opactwa i stał się głową nowo powstałego kościoła anglikańskiego. Od połowy XVIII w. ruiny zaczęły przyciągać zwiedzających i tych nadal nie brakuje.

ruiny opactwa Tintern Abbey

Z oddali, gdy dopiero do niego podjeżdżamy, ruiny opactwa nie wydają się aż tak duże (wieczorem musi super wyglądać podświetlone), ale jak już się wejdzie, to jest gdzie chodzić. Zrobiłam chyba ponad 100 zdjęć, głównie okien 😉 czy też pozostałych po nich otworach (wnękach? nie jestem architektem).

okna w ruinach gotyckiego opactwa

Gra świateł i cieni w słoneczne południe – absolutnie niesamowita. Naprawdę skłania do refleksji i daje do myślenia, jak wielkie były umiejętności architektów i budowniczych sprzed wieków, którzy bez komputera i zaawansowanego oprogramowania mogli zaprojektować coś, co przetrwało wieki i nadal zachwyca.

kolumny w gotyckich ruinach

Wstęp do Tintern Abbey kosztuje 6.5 funta, parking płatny dla aut.

Ruiny Lanthony Priory

Ruiny klasztoru są mniejsze i mniej spektakularne niż Tintern Abbey, ale naprawdę piękne i warte zobaczenia. Położone w malowniczej walijskiej okolicy: lasy, wzgórza, pastwiska.

konie i owce na pastwisku za kamiennym murem

Początki klasztoru sięgają roku 1100, ale burzliwe pogranicze walijsko-angielskie nie było najdogodniejszą siedzibą dla mnichów. Od początku XV w. klasztor ledwie funkcjonował, a niedługo potem król Henryk VIII rozwiązał klasztory i sam stanął na czele kościoła anglikańskiego.

ruiny klasztoru

Wstęp wolny, więc miejsce jest chętnie odwiedzane w ładną pogodę i to chyba przez lokalną populację, a nie turystów z daleka, bo niewiele osób biegało tam z aparatem. Na miejscu można kupić piwo albo lody i zrobić sobie mały piknik.

ludzie siedzący na trawie wśród ruin klasztoru

Najlepsze piaszczyste plaże w południowej Walii

Plaże w UK często są skaliste i kamieniste. Pływy duże. Pogoda nie rozpieszcza. Ale czasami zdarza się słoneczny dzień, bez większego wiatru i warto pojechać na piaszczystą plażę. Położone niedaleko Cardiff niewielkie miasteczko Barry Island ma bardzo ładne plaże, ale w południowej Walii można też znaleźć piękne plaże, które w słoneczny dzień mogą śmiało rywalizować o urodę z egzotycznymi. Podbijają też brytyjskie rankingi.

Swansea

O samym Swansea pisałam więcej tutaj, przy okazji zwiedzanie innego oddziału walijskiego Muzeum Narodowego – kopalni węgla Big Pit.  Swansea, po walijsku Abertawe, to drugie po Cardiff największe miasto w Walii. Czyli małe 😉 Ale ładne, leżące nad długim pasem piaszczystej plaży, którą można iść i iść. Z jednej strony nowoczesna architektura, z drugiej woda. Wody w pobliżu Swansea przyciągają nawet surferów.

białe wieżowce na plaży

Mumbles: małe, ale malownicze

Niedaleko od Swansea leży niewielka miejscowość Mumbles. Jest bardzo malownicza, ale może być też mocno zatłoczona. Mumbles położone jest na półwyspie Gower wraz z innymi pięknymi plażami. Prawie 200 km kwadratowych zajmuje na półwyspie obszar szczególnie ważny przyrodniczo i historycznie, znajdujący się pod specjalną ochroną tj. o statusie Area of Outstanding Natural Beauty.

Three Cliffs Bay – poczuj się jak na egzotycznych wakacjach

Według mnie najpiękniejsza plaża. Przynajmniej dotąd nie widziałam nigdzie piękniejszej i tak sobie wyobrażam egzotyczne plażowanie gdzieś poza Europą. Można się poopalać albo powspinać.

widok na plażę, morze i góry

Oczywiście tak to się prezentuje w upalny dzień w Walii 😉 Teren jest spory (mnóstwo przyczep kempingowych, domków letniskowych i cała infrastruktura). Na samą plażę można dojść różnymi drogami i jest to kawałek w zależności od drogi, ale warto.

skały na plaży

Port Eynon

Byłam wręcz zdziwiona, że miejsce to było tak pełne turystów czy plażowiczów, bo mnie aż tak bardzo nie zachwyciło. Może to kwestia dość dobrej infrastruktury, czyli pawilonów z typowo nadmorskim jedzeniem (frytki, ryby, lody)? Bo sama plaża jest kamienista, chociaż między kamieniami znajdzie się też trochę piachu. Ciekawostką są kamienne ruiny z XVI w., o których opowiadano, że były siedzibą piratów. Te barwne opowieści o piratach, fortyfikacjach, podziemnych przejściach i stawianiu skutecznego oporu władzom, okazały się być zmyślone na potrzeby XIX-wiecznego procesu o prawo do własności tej posiadłości. Prawdziwą historię tego miejsca odkryli dopiero pod koniec ubiegłego wieku archeolodzy. Okazało się, że masywny kamienny budynek służył… wydobyciu soli. Wrażenia nie poprawił jak dla mnie odbywający się w ruinach pogrzeb, czy też rozsypywanie prochów…

kamienne ruiny nad kamienistą plażą

Worm’s Head i Rhossily Park

Z jednej strony, w dole, pas piaszczystej plaży. Z drugiej strony rozległy teren, ścieżki, klify i wyspa pływowa Worm’s Head, czyli taka, na którą da się wejść tylko podczas odpływu. Akurat był przypływ, więc skończyło się na zdjęciach z oddali. Najlepiej przed przyjazdem poszukać informacji o godzinach odpływu i przypływu, żeby można było bezpiecznie przejść na wyspę i wrócić.

klify i wyspa pływowa

Klify, ruiny zamków i miejsca, gdzie zatrzymał się czas

Wydmy, prehistoryczne grobowce i zamki

Niedaleko Bridgend (zamek Coity, rezerwat Kenfig) leży mała miejscowość o pięknej walijskiej nazwie Merthyr Mawr 😉 Przypadkiem odkryliśmy tam wydmy (jest, gdzie pochodzić, ładne widoki na okolicę i można nawet pozjeżdżać, jak ma się na czym). Na takich dużych wydmach byłam wcześniej tylko na pustyni łebskiej. Są tam też jakieś prehistoryczne grobowce, ale to do zbadania na inny raz, bo w ubraniach motocyklowych trochę ciężko było się tam poruszać 😀 Pewnie latem jest tam fajniej na piachu. Odkryte przypadkiem, bo celem miał być…

wydmy wśród lasów

Zamek, a raczej pozostałość po zameczku Candleston Castle. Bardzo ciche i spokojne miejsce (może dlatego, że byliśmy tam już po sezonie letnim). Zwiedzania i robienia zdjęć jest tam dosłownie na parę minut, zresztą ruina nie jest zbyt fotogeniczna. Za to można się wyciszyć wśród murów i drzew, poza którymi nikogo ani nic nie widać i nie słychać… No, może poza samochodem-lodziarnią, który stanął na parkingu i włączył głośną muzykę przypominającą pozytywkę. Zrobiło się wtedy trochę eerie.

Zamek w Ogmore-by-Sea

Pobliski, większy zamek. Cała okolica bardzo mi się podobała – cisza, spokój (może dlatego, że było akurat zupełnie bezwietrznie mimo zachmurzenia). Przejście do zamku po kamieniach jest spoko, ale są tak ułożone, że wrócić jest trochę trudniej, więc nie polecam tej drogi, gdyby było deszczowo.

kamienie ułożone w wodzie prowadzące do ruin zamku

W okolicy pasło się sporo koni. Akurat ktoś przywiózł kilka kolejnych i wypuścił na pastwisko. Kiedy zaczęły biegać i rżeć, można było sobie trochę lepiej wyobrazić, jak mogło tam wyglądać życie, kiedy zamek był jeszcze zamieszkany przez rycerstwo…

koniec pasące się na trawie wśród drzew

Klify i latarnie w Nash Point

Najbardziej wietrzne miejsce, w jakim w życiu byłam i to przy dobrej pogodzie. Jak zresztą widać po moich włosach na zdjęciu poniżej. Po tym, jak trzy razy zwiało mi czapkę, to sobie podarowałam nawet wiązanie włosów. Natomiast bardzo się cieszę, że miałam na sobie cały czas ubrania motocyklowe 😀

Nash Point leży przy szlaku turystycznym, którym można dojść do Cardiff (pewnie, jak kogoś nie zwieje 😛 ). Można wynająć sobie też domki przy latarni (z zewnątrz bardzo ładne). Bardzo fajne są klify, a na plaży pod nimi można podobno zbierać skamieliny. Akurat trafiliśmy na plan filmowy produkcji Britannia dla Sky.

klif nad kamienistą plażą

Ogólnie cała okolica bardzo ładna, jak ktoś lubi malutkie, kamienne cottage i te na wpół rozwalające się farmy 😛 Dojazd był na koniec prywatną drogą. W okolicznych miejscowościach sporo pubów i ludzie siedzący przed nimi mocno się nam przyglądali 😀 A może to tylko schizy po oglądaniu Hot Fuzz 😉

Stare walijskie miejscowości – miejsca jak z filmów

Jadąc z Cardiff, można przejechać przez urocze, małe miejscowości jak Llanwit Major, Marcross i inne. Mnie zachwycają te maleńkie, kamienne domki kryte strzechą. Kompletnie egzotyczny widok w porównaniu z Polską i można się poczuć trochę jak w innej epoce. Zastanawiam się zawsze, jak tam jest w środku urządzone i jak się w czymś takim mieszka. Takiej chatce, jak ta poniżej, to tylko kurzej nóżki brakuje, żeby na niej stała i dopełnił się bajkowy klimat 😉

stary żółty domek kryty strzechą

Cowbridge Physic Garden

Z większych miejscowości warto wymienić miasteczko Cowbridge z tzw. physic garden odtworzonym przez wolontariuszy. Trudno mi w ogóle przetłumaczyć tę nazwę. Niektóre nazwy ogrodów np. słynne Chelsea Physic Gardens tłumaczy się po prostu jako ‚ogród botaniczny’. Tymczasem ogrody botaniczne wyrosły właśnie z physic gardens, które… istnieją do dziś. Physic gardens powstały w średniowieczu, podobno w czasach Karola Wielkiego. Miały charakter użytkowy i dopiero później ozdobny. Znajdowały się przy klasztorach czy zamkach. W Polsce chyba najbliższym odpowiednikiem wydają mi się właśnie ogrody klasztorne. A może znacie polską nazwę takich ogrodów albo jakiś dobry przykład? W physic gardens możemy spotkać rośliny służące do celów leczniczych, kulinarnych, kosmetycznych, w tym perfumeryjnych, oraz rośliny barwierskie.

budynki w jesiennym ogrodzie

National Showcaves for Wales Centre

Jaskinie i dinozaury

Do zobaczenia są trzy jaskinie (jedna dość duża – można dłużej pochodzić, jedna mocno oświetlona z głośnymi wodospadami – można nawet wziąć tam ślub i jedna mała z różnymi straszydłami, które mają oddawać warunki życia parę tysięcy lat wcześniej).

prehistoryczne drapieżne zwierzęta w jaskini

Jaskinie położone w parku z 200 dinozaurami (są też mamuty) naturalnej wielkości. Ta atrakcja może bardziej dla dzieci…

dinozaur sięgający liści

Jest też niewielka replika wioski z epoki żelaza.

replika wioski z epoki żelaza

Wiktoriańska farma i zamek

Kolejną atrakcją centrum jest wiktoriańska farma z pastwiskiem, na którym wśród replik kamiennych kręgów i innych monolitów biegają owce, lamy, alpaki, strusie. Można między nimi pochodzić i większość daje się pogłaskać (strusie nie chciały 😛 ), a w stajni stały ogromne konie robocze. Do tego standard, czyli kawiarnio-restauracja, jakieś place zabaw. Wstęp do centrum 15 funtów dla osoby dorosłej i chyba jest to słuszna cena.

trzy lamy na pastwisku
W pobliżu znajduje się ładny park Craig-y-nos (parking pod restauracjo-kawiarnią płatny 2,5 funta) z widokiem na wiktoriański zamek o tej samej nazwie i góry (w tym miejscu naprawdę malownicze, a drzewa przy szczytach przypominały mi widoki trochę jak z Japonii – może dlatego tak mi się skojarzyło i podobało, że pogoda wczoraj po południu naprawdę dopisała). Ogólnie jest tam zajęcia na jakieś 3-4 godziny, zależy jakie kto ma tempo.

Azyle dla zwierząt i jezioro króla Artura

Wydaje mi się, że w Polsce mamy głównie schroniska dla zwierząt. Zdarzają się też domy tymczasowe, ale przeważają te pierwsze. Oczywiście są teraz też zoo, papugarnie, a nawet różne safari parki czy farmy, w których można spotkać zwierzęta. W UK farmy są dość popularne i koło Cardiff odwiedziłam ze trzy. Najlepsza była ta z suslikiem 🙂 którego dało się głaskać 🙂

suseł jedzący ziarenka na trawie

Jednak w odróżnieniu od Polski, w UK bardzo często znajdziemy azyle dla zwierząt. Są to miejsca, które nie tyle dążą do adopcji zwierząt, ale zapewniają im opiekę do końca życia. Często znajdują się tam zwierzęta dzikie, egzotyczne albo… takie pomiędzy. Na przykład egzemplarze, które zawędrowały jakoś do UK, a nie są gatunkami rodzimymi, więc nie wypuszcza się ich ponownie na wolność. Niektóre azyle mają charakter otwarty i można pojawić się tam dowolnego dnia, inne otwierają swoje drzwi dla zwiedzających zaledwie kilka razy do roku. Do niektórych potrzeba biletu, do innych nie. Takie azyle najczęściej mają w nazwie sanctuary. Rolą azyli jest opieka nad zwierzętami, która może obejmować też trening zwierząt (np. ptaków drapieżnych) i edukacja.

Pierwszy azyl, do jakiego trafiliśmy, w dodatku jeszcze przypadkiem, to był azyl dla sów (Owl Sanctuary) przy fajnym i malowniczo położonym centrum handlowym Festival Park. Wstęp wolny. Wolontariusze za drobną opłatą pozwalają wziąć ptaka na rękę (rękawicę), pogłaskać, zrobić sobie z nim zdjęcie i opowiadają różne ciekawostki. Niewielkie miejsce, ale warte odwiedzin.

głaskanie sowy uszatki

Llangorse Lake

Największe naturalne jezioro południowej Walii. Spore. Brzegi jeziora były zamieszkiwane od bardzo dawna i archeolodzy mają, co robić w okolicy. Na jeziorze znajduje się sztuczna wyspa, a znalezione tam przedmioty datowane są na VIII-IX w. Na wyspie siedzibę mógł mieć jakiś walijski władca lub władczyni. Zresztą przez stulecia pewnie nie jeden/jedna. Malownicza okolica, bogata i burzliwa przeszłość sprawiają, że niektórzy dopatrują się w tym miejscu nawet związków z królem Arturem!

tablica informacyjna znad jeziora Llangorse

Na brzegach jeziora sami możecie się przekonać, czy macie magiczną moc króla Artura i dacie radę wyciągnąć miecz zatopiony w kamieniu… Mnie się ta sztuka nie udała. Ale i tak fajna sprawa popróbować. Zwłaszcza dla osoby, której jedną z ulubionych książek w dzieciństwie były „Opowieści okrągłego stołu”… Taka stara książka w płóciennej, ciemnozielonej oprawie z czarnym napisem, bez żadnych ilustracji. Czytałam ją namiętnie i po wielokroć na strychu w niejedno upalne lato.

Poza tym po jeziorze można popływać, poobserwować przyrodę. Przyjemne miejsce.

You may also like