Malta: megality, Gra o Tron i nie tylko

autor dnia

Wycieczka na Maltę była spontaniczna, krótka i intensywna. Dlaczego wybór padł na Maltę? Ciepło, angielski i naprawdę tanie połączenie z lokalnego lotniska. Przez jakiś czas rozważałam tę wycieczkę jako rekonesans przed ewentualną przeprowadzą z UK, ale w międzyczasie zrezygnowałam z tego pomysłu. Po lepszym przekalkulowaniu kosztów wynajmu i upałach 😉 Wyprawa była udana, chociaż męcząca. Co warto zobaczyć na  Malcie przeczytacie za chwilę.

Malta – położenie, pogoda i inne ważne informacje

Klimat i architektura na Malcie

Od położenia na Malcie zależy chyba wszystko. Malta leży kilkadziesiąt kilometrów od Włoch (najbliżej ma do Sycylii) i graniczy z nimi wodami terytorialnymi. Jest bardziej wysunięta na południe niż niektóre miasta Afryki jak Algier i Tunis. To już sugeruje nam, że latem może być bardzo gorąco. I faktycznie było.

Obserwowałam prognozę pogody na Malcie już od dłuższego czasu i kiedy na początku czerwca w UK temperatura dochodziła w porywach do 20 stopni, na Malcie było jakieś 27. Pomyślałam: idealnie. Po czym tuż przed połową czerwca w UK temperatura spadła do 16, a na Malcie skoczyła do 34! Masakra. Gorzej zniosłam to niż włoski sierpień dwa lata temu w Rzymie (więcej o zwiedzaniu Rzymu tutaj). Na pewno przyczyniała się do tego niedziałająca klimatyzacja w mieszkaniu szumnie określonym jako B&B na AirBnB – klimatyzacja w opisie mieszkania zadecydowała o jego wyborze (cena i lokalizacja też spoko), po czym skończyło się na wiatraku! Mieszkanie i ten upał to były dwie najgorsze rzeczy w tej wyprawie.

Położenie i klimat wpływają na roślinność – wielkie agawy, kaktusy, palmy, mimozy, możliwość uprawy roślin klimatu tropikalnego (z Madagascaru, Australii), a z drugiej strony właśnie ubóstwo roślinności, konieczność importowania warzyw i owoców. stare i nowe budynki nad wodą

Malta – afrykańskie klimaty

Bliskość Afryki widać też w architekturze – kwadratowe, kanciaste bryły budynków jak dla mnie na modłę arabską i w języku, ale o tym potem. W ogóle budynki mają często śmieszne, przesuwane okna, więcej rolet czy zasłon widziałam na drzwiach niż na oknach. Nie są za piękne. Wiele to rudery. Czasami nie wiadomo, czy budynek jest w rozbiórce, w budowie, opuszczony czy zamieszkany. Na zdjęciu słynne maltańskie drzwi. Błękitne, a po lewej w otworze na listy widać coś żółtego. Okazało się, że budynek to była sama fasada, a za nim wielka dziura z koparką po środku.

stare błękitne drzwi

A niby kryzys mieszkaniowy, coraz mniej miejsca i wyższe ceny. Ogólnie myślę, że jak ktoś chce sobie zrobić trening przed Afryką czy niektórymi regionami Azji – Malta w upale to idealne miejsce 😉 Żółte, przykurzone, mocno różniące się architektonicznie. Valletta, dość duża, piękna i elegancka, wygląda jeszcze dość europejsko, nowe budownictwo to sztampa jak wszędzie, ale wiele miejsce wygląda dość dla nas egzotycznie. To nie jest kraj, który zachwyca malowniczością jak inne południowoeuropejskie kraje: Włochy czy Francja. Jest zdecydowanie bardziej surowy i wizualnie trudny w odbiorze.

Czasem bardziej może zachwycać natura niż kultura. Już widok Malty z okien samolotu, szmaragdowa woda, jakiej jeszcze nigdzie nie widziałam, palmy, baseny, robią wrażenie. Szmaragdowa, błękitna, przy brzegu przezroczysta woda, klify, wielkie kwitnące kaktusy – to robi wrażenie. Wow.

dwie łódki na szmaragdowej wodzie

Malta – długa historia cywilizacji i konfliktów militarnych

Od położenia Malty zależy też jej historia. Malta to nazwa państwa i największej wyspy archipelagu maltańskiego (potem największe jest Gozo i Comino, pomniejsze wysepki nie są nawet zamieszkane). Malta to bardzo małe państwo, dość nowe w Unii Europejskiej (przystąpienie w 2004 r., przyjęcie euro w 2008 r.), ale o bardzo starej historii. Centralne położenie w basenie Morza Śródziemnego sprawiło, że Malta pozwalała kontrolować ten region militarnie i była obiektem fal ataków i najazdów już od starożytności, jeśli nie prehistorii… Do tej drugiej jeszcze wrócimy. W czasach historycznych wyspę podbili najpierw Fenicjanie, potem Kartagińczycy, Rzymianie, Germanie, Arabowie, Normanowie (no, kogo tam nie było?). W 1530 r. cesarz Karol V Habsburg, król Hiszpanii, przekazał Maltę jako lenno zakonowi joannitów (Kawalerów Maltańskich) w zamian za… jednego sokoła maltańskiego rocznie.

Wielkie oblężenie, Napoleon i niezatapialny lotniskowiec

Potem Malta stała się celem ataków Imperium Osmańskiego. Od maja do września 1565 r. trwało Wielkie Oblężenie Malty, które zahamowało wzrost imperium. Atak przeważających sił został odparty. Malta była wtedy zarządzana przez wielkiego mistrza, Jeana de la Valette, który ze względu na zniszczenia wojenne zlecił budowę nowego miasta. Nie dożył ukończenia budowy, ale nowe miasto wzięło swoją nazwę od jego nazwiska i zostało stolicą kraju. To miasto to oczywiście Valletta. Dla zmylenia przeciwnika nazwie dodano dodatkowe „l”, którego mistrz w swoim nazwisku nie miał…

Następnie Malta padła łupem floty egipskiej Napoleona, rycerze zakonni zostali wypędzeni, a niezadowoleni mieszkańcy wzniecili powstanie. Przy pomocy m.in. Brytyjczyków pozbyli się Francuzów i znaleźli na najbliższe kilkanaście lat pod protektoratem Wielkiej Brytanii, a po Kongresie Wiedeńskim Malta została brytyjską kolonią.

W trakcie II wojny światowej wyspa stała się brytyjskim „niezatapialnym lotniskowcem” i toczyły się o nią ciężkie boje z wojskami osi. Była m.in. bombardowana przez Luftwaffe, zaminowywana. Po wojnie Malta zaczęła zyskiwać autonomię, stała się częścią Commonwealthu, a w końcu zerwała porozumienie z UK i całkowicie się uniezależniła.

wejście do Lascar Rooms na Malcie

Tę militarną historię Malty widać doskonale w architekturze – jest tam mnóstwo fortyfikacji. Imponujące mury i całe kompleksy fortów.

mur schowany za drzewami

Malta – w jakim języku mówią mieszkańcy? Czy warto uczyć się angielskiego na Malcie?

Tę brytyjską spuściznę widać do dziś najlepiej chyba w języku. Na Malcie są dwa języki urzędowe: maltański i angielski. Maltański to jako jedyny w Europie język należący do grupy afroazjatyckich języków semickich. Co ciekawe i co mnie zaskoczyło – większość Maltańczyków mówi między sobą po maltańsku. Malta, którą kojarzyłam głównie z kursami angielskiego (tak te i ich uczestnicy są na pewno częścią życia na Malcie, przynajmniej w sezonie), skłaniała mnie raczej do myśli: „Kto, znając angielski natywnie, będzie chciał używać dziwnego języka, którym prawie nikt nie mówi?”. Przyznam, że statystyki dotyczące obu języków na Wikipedii przeczytałam po powrocie, ale dobrze, że pewna absolwentka filologii angielskiej, która była trochę przede mną na Malcie, uprzedziła mnie, że wszyscy rozmawiają między sobą po maltańsku, a z turystami po angielsku.

Dwujęzyczność na Malcie

Zdecydowanie dwujęzyczność nie wygląda tam jak w UK np. w Walii, gdzie walijskiego (jeszcze) prawie nie słychać na ulicach, zwłaszcza na południu i w środkowej Walii i dwujęzyczność jest narzucana raczej odgórnie w edukacji itd. Więcej o wielojęzyczności w UK pisałam tutaj. Co do samego angielskiego na Malcie – dogadać można się bez problemu. Jest też o tyle łatwiej, że mówiąc biegle po angielsku nie czujemy się, jak rozmawiając z prawdziwym native’em, tylko z inną osobą biegle mówiącą po angielsku. Akcent jest bardzo łatwo zrozumiały, o ile to w ogóle akcent… Naprawdę blisko mu do BBC English. Jechać tam na kurs angielskiego czy do pracy, a nawet pozwiedzać, a do UK… przepaść :DDD Tam można myśleć, że zna się angielski i poczuć lepiej 😀 A potem przyjechać do Walii i prawie nic nie rozumieć 🙂 Mimo lat nauki, certyfikatów i studiów filologicznych 😀 Także jest to dobre rozwiązanie dla dobrych uczniów liceów, żeby pewniej poczuć się przed egzaminami i trochę popić i poopalać, ale nie ma wiele wspólnego z językową rzeczywistością w innych krajach 😉

napis w muzeum po maltańsku i angielsku

Angielski na Malcie

Podsumowując: dogadamy się. Nie wszyscy mówią biegle po angielsku. Nie są też tak super uprzejmi jak Brytyjczycy. Ale jest bezpiecznie, wszystko spoko. Czasem można spotkać kogoś przemiłego, jak starszy pan przy klifach, który podwiózł nas do jednego z megalitów, wspominał polskiego papieża. Może tak dobrze się dogadaliśmy, bo pracował w UK, więc znał ten klimat 😉 Nie ma takiego oszustwa, fałszywości i złodziejstwa jak we Włoszech. Można czuć się bezpiecznie. Generalnie infrastruktura dla turystów jest spoko. Ceny europejskie, normalne, bez nieprzyzwoitego zdzierstwa. Co do turystów, to byłam aż zaskoczona, że było dużo Polaków i innych osób z Europy Środkowo-Wschodniej, ale też z Południa. Sporo Niemców. Nie wiem, gdzie podziała się samolot pełen brytyjskich emerytów, z którymi lecieliśmy 😀 Hasło „latająca trumna” nagle zaczęło nabierać innego znaczenia 😉 Generalnie zrobiło się bardziej demokratycznie w turystyce – przestała być zarezerwowana dla starych Niemców i innych Europejczyków Zachodnich.

Organizacja wyprawy na Maltę: bilety, transport, jedzenie i nawodnienie

OK, to mamy bilet na samolot, nocleg, znamy angielski, mamy euro (niskobudżetowa wyprawa dla 2 osób ze wszystkim – 3 noclegi, 3,5 dnia intensywnego zwiedzania, bilety na autobusy (do kupienia już na lotnisku w punkcie informacji transportu publicznego – na 12 przejazdów lub na tydzień – za ok 20 euro), rejsy statkiem itd. – ze wszystkim 500 funtów). Transport publiczny jest ok. Największy plus – klima! Cudowne. Siedzenie w takim autobusie i jeżdżenie z jednego końca wyspy na drugi (wtedy wcale nie wydaje się taka mała!), to byłby dramat bez klimy. Autobusy jeżdżą na czas, ale nie zawsze. Jeśli są pełne, kierowca się nie zatrzyma albo nas nie wpuści… Nacięliśmy się też na dojazd do lotniska. Mimo, że przystanek był dość duży, rozkład zaczynał się o 6:30!!! O tej porze na lotnisku już zamykaliby bramkę, więc zostało wziąć taksówkę, czy tam jakiegoś maltańskiego Ubera zwanego chyba Uboltem. Dodatkowy, niepotrzebny koszt.

Jak radzić sobie z upałami

Na lotnisku miły akcent – darmowa woda mineralna. Warto wziąć, bo skwar i duchota na betonowej płycie, gdzie znajdują się przystanki był straszny. Niestety, na Malcie wody jest mało (nie ma stały rzek). Są miejsca, gdzie można się napić jej z ujęcia (water point), ale w porównaniu z Rzymem – prawie ich nie da się uświadczyć. Ani razu nie skorzystaliśmy. Czasem nie było żadnego sklepu w pobliżu. Zostawała woda ze stoisk czy sklepów turystycznych. 0,5 za jedno euro. Ja zawsze mam ze sobą kubek termiczny, który trzymał temperaturę wody z lodówki przez dobrych kilka godzin – polecam. Na następną wyprawę w takie temperatury zabieram ze sobą też elektrolity. Woda wysokozmineralizowana albo kokosowa, jak ktoś lubi, też będzie dobrym wyborem.

Co do jedzenia – nie byłam w stanie zjeść nic poza sałatkami. No, może raz kebab. Jedna nazywała się „maltańska” i oprócz miksu sałat zawierała jakiś maltański ser z pieprzem, suszone pomidory, masę cebuli, fasolkę i coś między kiełbasą a salcesonem – nieszczególnie w moim typie. Resztę czasu spędziłam na jogurtach z owocami. Marzyłam przez dwa dni o naturalnym z truskawkami, ale tych się nie dało uświadczyć. Sklepów jakoś mało. Wizyta w klimatyzowanym Lidlu – jaka radość.

Malta – największe atrakcje turystyczne

Stolica Malty – Valletta

Naprawdę warto po niej pochodzić. Ciekawa architektonicznie. Chociaż budynki różnią się od typowych dla naszych stron kamienic starych miast i miasto jest relatywnie młode, to jednak w atmosferze tego miejsca czuć klimat starego, europejskiego miasta. Kiedy nasze kroki odbijają się echem od starych bruków i budynków, słychać lekki gwar innych kroków i rozmów można poczuć się trochę jak w Krakowie, Vaduz, Wiedniu.

balkon na budynkuFajnie zajrzeć tam jeszcze za widoku, w okolicach złotej godziny i kiedy zapadnie zmrok. Wiele ulic i budynków udekorowanych jest światełkami, które u nas chociaż często zostają na cały rok, to zapalane są tylko w okresie świątecznym. Naprawdę przyjemny widok dla oka. Żałuję tylko, że rozładowała mi się wtedy bateria w aparacie i nie zrobiłam dobrych zdjęć.

oświetlona fasada kościoła

Klify i plaże na Malcie

Jedne z najpiękniejszych miejsc na wyspie. Jak dla mnie. Robią wrażenie. Ten widok, kiedy woda i niebo mają ten sam kolor i zlewają się w jedność. Kolor morza – przy brzegu woda krystalicznie przezroczysta (niekoniecznie czysta), błękitne laguny o szafirowym lub szmaragdowym kolorze. Nie trzeba nic fotoszopować. Kolory jak ze zdjęć najbardziej egzotycznych miejsc.

Blue Grotto

Plaże nie zawsze są piaszczyste. Często to, co nawigacja określała mianem piaszczystej plaży to były drobne kamyczki, mało przyjemne pod stopami. Dużo osób na plażach pali (i na przystankach, co mnie strasznie wku…) i chociaż śmieci na nich nie ma, to leży pełno petów. Bardzo fajne widoki i plaże znajdują się niedaleko miejscowości Manikata, o której napiszę jeszcze później. Plaża Goden Bay z kolorowymi parasolkami, złotym piaskiem i błękitną wodą zdecydowanie zasługuje na to miano i odwiedzenie.

Rejs na Gozo i Comino

Nie planowaliśmy, ale zdecydowaliśmy się, żeby Malta była „odhaczona”. W sumie wyszło ponad 30 euro i zajęło nam ze wszystkim mniej niż dwie godziny. Najpierw niewielkim stateczkiem wycieczkowym rejs na Comino. Niesamowity błękit wody. Zjawiskowe skały. Nabrzeże bardzo skaliste i zatłoczone. Człowiek na człowieku. Dosłownie. Trochę zdjęć i za pół godziny kolejnym stateczkiem popłynęlismy w trochę krótszy rejs na większe Gozo.

stateczki i ludzie nad lazurową wodą

Upał straszny, ludzi też sporo. Nie chciało się nam wiele chodzić, więc szybko kupiliśmy bilety na prom. Na Gozo jest bardzo nowoczesny terminal – prawie jak na lotnisku. Na promie wreszcie można było odpocząć. Lekkie zachmurzenie, późne popołudnie, wreszcie dało się żyć.

Delfinarium

Tak, wiem, dla niektórych kontrowersyjna rozrywka. Podobnie jak zoo. Z zoo to akurat jest inaczej, co wyjaśniłam tutaj, na przykładzie zoo w Bristolu. Ostatnio w takim przybytku byłam 10 lat temu na Krymie (więcej o Ukranie i porównaniu jej z… Walią tutaj). No, niemniej. Malta to nie jest jakiś dziki kraj, więc nie sądzę, żeby zwierzętom działa się tam krzywda. Zresztą są zbyt cenne.

delfin w basenie

Delfinarium, Mediteraneo Park, jest bardzo małe. Generalnie gdyby nie urodzinowe pływanie z delfinami, to nie było by co tam robić. Trochę egzotycznych roślin, woliera z papugami falistymi, inne papugi odseparowane od zwiedzających na czas lęgu, zbiornik wodny z żółwiami, wiwarium, dwa zwierzaki o nazwie ostronos rudy (ang. coati), podobne trochę do szopa, a inne w sumie niewidoczne dla zwiedzających nie licząc prezentacji np. foki, delfiny. Placówka głównie bazuje na experience, czyli oferuje pływanie ze zwierzętami, zdjęcia i inne interakcje. Przygotowanie i oczekiwanie na pływanie trwało z pół godziny i zaczęło mnie mocno irytować. Nie wiem, czy było tylko spowodowane czekaniem na fotografa i kamerzystę… Potem podział uczestników na dwie grupy. Dwóch trenerów, dwa delfiny, wszystko trwało z pół godziny. Pływanie, głaskanie, jakieś sztuczki. Edukacji w tym było raczej dość mało. Ale podobno super przygoda i warto.

Prehistoryczne megality

Megality, delfinarium i wycieczka śladami „Gry o Tron” to były główne punkty programu. Takiej atrakcji jak megality na Malcie się nie spodziewałam. Przyznaję. Znalazłam je, zaglądając na listę światowego dziedzictwa UNESCO, żeby zobaczyć, co na niej jest na Malcie (centrum Valletty, Hypogeum i megality). Megalitów jest dość sporo i są rozproszone po wyspie. Pomijając kierowanie się listą UNESCO, to lubię takie prehistoryczne atrakcje (w końcu jestem paleo 😉 ). Megalitów, czyli prehistorycznych, kamiennych budowli, widziałam już chyba kilkanaście, ale tylko w Walii (kilka z nich zobaczycie tutaj). Do chyba najsłynniejszego, który jako pierwszy został określony mianem megalitu, czyli Stonehenge wybieram się w tym roku 🙂 🙂 🙂

Świątynie megalityczne na Malcie

Na Malcie wybraliśmy świątynie Ħaġar Qim wraz z położoną obok świątynią Mjandra. Obie pochodzą z neolitycznego okresu Ġgantija (3600-3200 p.n.e.), a więc są starsze niż Stonehenge. To jedne z najstarszych znanych obiektów sakralnych świata. Do niedawna uważane za najstarsze wolno stojące budowle na świecie.

Droga, którą tam doszliśmy była trochę męcząca, ale ciekawa. Zanim trafiliśmy z małego miasteczka o afrykańsko-arabskim klimacie na klify i miłego pana Maltańczyka, który podrzucił nas autem do świątyń, szliśmy przez coś jakby pola uprawne. Szumnie powiedziane. Były to zdecydowanie najskromniejsze uprawy, jakie w życiu widziałam. W czerwcowym, południowym słońcu w okolicy nie było żywej duszy. Z roślin najbujniej rosły… kaktusy. Poletka podzielone były kamiennymi murami. Białe kamienie poukładane jeden na drugim. Trudno było oszacować ich wiek. 50 lat? 150? 500? 1500? Pewnie nie aż tyle, ale tak sobie wyobrażałam, że tak to wyglądało w prehistorii. Żar, skwar, pusto, cicho, pojedynczy człowiek, który próbuje coś wydobyć z ziemi.

Takie pola, pastwiska, odgrodzone białymi, kamiennymi murami, można spotkać też w Walii. Czy to jakaś wspólna pamiątka po ludach, które zbudowały maltańskie, francuskie czy walijskie megality? Może, a może przypadek. Myślę, że jednak nie przypadek. Od kiedy dowiedziałam się z tego filmiku prof. Łuczaja, że żywopłoty w UK mogą mieć korzenie sięgające (dosłownie!) prehistorii, to taki prehistoryczny układ murów już by mnie tak bardzo nie zdziwił…

pola uprawne na Malcie

Megality pod namiotem

Docieramy do świątyń. Bilet kosztuje 10 euro za osobę. Zwiedzanie zaczyna się od krótkiego trójwymiarowego filmu. W klimatyzowanym kinie 🙂 Wiele z niego się nie dowiemy, bo o początkach tych obiektów też wiele nie wiadomo. Zbudowane przez ludzi, o których prawie nic ne wiemy, popadły nagle w ruinę z niewyjaśnionych powodów. Porzucone i zapomniane na wieki, odkryte i opracowane przez archeologów (prace archeologiczne zaczęły się w XIX w.). Następnie możemy zobaczyć niewielką wystawę, a na niej trochę informacji archeologicznych i artefaktów. Idziemy dalej. Do świątyń mamy mały spacer. Z nieba leje się żar. Widok na lazurowe morze.

droga do świątyni Hagar Qim

Co nietypowe, może nawet unikatowe, to konstrukcje w formie jakby wielkiej pergoli rozpięte nad świątyniami. Niektórzy nie są nimi zachwyceni, bo to jednak spora ingerencja w krajobraz. Ale mnie nie przeszkadzały. Wręcz przeciwnie. Ich zadaniem jest chronić świątynie – zbudowane z rodzaju wapienia, który jest na Malcie częsty, ale nie jest to najtrwalszy budulec. Przy okazji chronią zwiedzających. Według mnie ta konstrukcja dodaje tylko klimatu. Nie wiem, jak będzie w Stonehenge, ale te kompleksy były dość spore. Masa kamienia w sensie 😉 Naprawdę, budowniczy napracowali się. W tym żarze to im nie zazdroszczę.

megalityczna kamienna świątynia

Ogólnie warto odwiedzić, chociaż jakoś nie czuję, żeby moja wiedza o prehistorii tam bardzo wzrosła. Raczej dla samego doświadczenia warto tam iść.

Malta śladami „Gry o Tron”

Wycieczka po lokalizacjach filmowy z przewodnikiem czy na własną rękę?

Jakkolwiek dobry serial (sezony I-IV) kompletnie się stoczył i koniec był poniżej wszelkiego poziomu, to kiedy jeszcze był naprawdę dobry, czyli na samym początku, kręcony był właśnie na Malcie 🙂 Są tam robione zorganizowane wycieczki po lokalizacjach firmowych, ale że wyprawa miała być niskobudżetowa, a w sumie mieliśmy czas, to postanowiliśmy sami sobie zorganizować wizyty w tych miejscach.

Pierwszy raz robiliśmy tego typu wycieczkę tematyczną i nie mam porównania, jak z innymi miejscami. Chętnie z przewodnikiem przeszłabym się po Dubrovniku albo zrobiła Winterfell experience w Irlandii i porównała. Niemniej – plus jest taki, że jesteśmy niezależni i nic nie płacimy. Mieliśmy zajęcie i było ciekawie.

Minus taki, że niekoniecznie trafimy we wszystkie miejsca (część w ogóle nie jest ogólno dostępna), a niektórych nie udało się precyzyjnie określić (ta góra albo tamta :P). Jedno z nich przestało nawet przestało już istnieć. Porównując poniższe zdjęcia z postami na zagranicznych blogach muszę stwierdzić, że wcale nie tak łatwo wszystko znaleźć. Zwłaszcza jak ma się 2,5 dnia zwiedzania na to i dużo więcej, a nie ma auta czy przewodnika. No, niemniej i tak było warto zajrzeć tam chociaż na krótko.

Lokalizacje filmowe podzielić można na związane z Daenerys i Dothraki oraz King’s Landing. Zacznijmy od tej pierwszej grupy.

Verdala Palace – posiadłość Illyrio Mopatisa

Miejsce pierwszego spotkania Dani i Drogo. Dotarliśmy tam na koniec pobytu na Malcie i nie zlokalizowaliśmy dokładnego miejsca. Zaliczyliśmy natomiast dłuższy spacer po forcie Verdala. Okolica zdecydowanie mniej turystyczna. Pusta, cicha. Gdzie ci ludzie? Fortyfikacje nadal robią wrażenie. Podobnie jak niesamowicie strome i wąskie uliczki, a na ich „półpiętrach” poparkowane auta, skutery, motory. Nie wiem, jak oni potrafią budować na tych niektórych skarpach…

budynek mieszkalny obok fortyfikacji

Azure Window na Gozo – ślub Daenerys i Drogo

Na Gozo popłynęliśmy, dosłownie na chwilę. Niestety słynna atrakcja, naturalny łuk skalny, przez który widać było lazurowe morze, kilka lat temu zawaliła się i ma dopiero zostać odbudowana, więc nie było sensu tam iść.

Manikata- wioska Lhazareen zniszczona przez Dothraki

Dramatyczne wydarzenia: Khal Drogo powoli umiera, Dani w ciąży, upał, przepychanki, czarna magia i okrutna zemsta czarownicy. A potem już tylko gorzej, aż Dani wejdzie z własnej woli na stos… W upale, pełnym słońcu, bez dostępu do ujęcia wody pitnej – można poczuć się jak Dothraki na pustyni. Choćby na chwilę. Dla niektórych nawet maltański może przypominać trochę język Dothraki 😉 Lokalizacja – „ta góra lub tamta góra” 😉 Za to my mieliśmy widoki na Golden Bay, gdzie mogliśmy zjeść i się napić. Dotyk zmrożonej butelki wody na rozgrzanej do czerwoności twarzy – niezapomniane wrażenie… Na zdjęciu miejsce pośrodku, między „tą górą lub tamtą górą”, bo w końcu nie mogliśmy się zdecydować, gdzie to grali 😉 Dość zielone i oczywiście z widokiem na wodę, jakkolwiek słoną, jak na standardy Dothraki 😉

skały nad Morzem Śródziemnym

Brama Mdiny  – Catelyn Stark przybywa do King’s Landing

Tutaj akurat nie było problemu z identyfikacją 😉

Plac Mesquita – burdel Littlefingera i Jaime kontra Ned

A wszystko to także w Mdinie 🙂 Littlefinger prowadzi Catelyn Stark do swojego przybytku, a w innej scenie Jaime napada na Neda Starka, kiedy Jaime był jeszcze Jaimem 😉

drzwi w domu na placu w Mdinie

Mdina jest bardzo malownicza i ciekawa architektonicznie, bo inna dla nas. Wąziutkie średniowieczne uliczki nawet w środku dnia dają jednak jakieś schronienie przed gorącem. Warto wejść do jakiegoś budynku, nawet sklepu z pamiątkami, żeby zobaczyć, jak jest w środku. Wiele budowli np. sakralnych jest bardzo bogato zdobionych. Warto podnieść głowę do góry i popatrzeć.

Fort San Angelo – podziemia King’s Landing

Więzienia i podziemia położone pod Red Keep. Jeden z kilku fortów, które grały w filmie. Fort Ricasoli to była brama King’s Landing, ale jakoś nie umiem porozróżniać tych wszystkich fortów na zdjęciach :/

żółte budynki fortu San Angelo na Malcie

 

Manoel Island – egzekucja Neda Starka

Trudno dzisiaj powiedzieć, gdzie to się zdarzyło… Generalnie wyspę można obejść dookoła nabrzeżem. Trochę kamieni, czasem nieco stromo, ruiny, na wpół opuszczone budynki. Ludzie się opalają i kąpią.

San Anton Palace – Sansa patrzy na głowę Neda

San Anton to ogrody zbudowane na polecenie jednego z rycerzy zakonnych, który został potem wielkim mistrzem. Obecnie Znajdujący się tam pałac to siedziba prezydenta i nie jest dostępny, ale ogrody tak. Pełnią rolę arboretum. Prócz niesamowitych okazów drzew z Australii (drzewa o najgrubszych pniach, jakie widziałam) czy Madagaskaru są tam woliery z ptakami, oczka wodne, w których żyją żółwie albo czarne łabędzie, fontanny. Można schronić się przed żarem, ale nawet tam nie poczujemy  prawdziwego chłodu i wilgoci. Pałac pojawiał się jako Red Keep w pierwszym sezonie. To taka lokalizacja w połowie zaliczona 😉mur pałacu z balustradą pod drzewem

Malta – co jeszcze można zwiedzić

Mały niedosyt pozostał. Nie udało się zobaczyć willi, popadającej teraz zresztą w ruinę, w który mieszkała swego czasu przyszła brytyjska królowa Elżbieta I wraz z narzeczonym, księciem Filipem, który służył na Malcie w wojsku. Podobno królowa uważa lata na Malcie za najlepszy czas w swoim życiu. Niestety są jakieś kłopoty z obecnym gospodarzem obiektu. To może nie jest jakaś super atrakcja, ale mnie akurat z racji obecnego miejsca zamieszkania takie wątki brytyjskie interesują.

Za to zdecydowanie jedną z najbardziej znanych i unikalnych na skalę światową atrakcji jest maltańskie Hypogeum. Przyznam, że przed przygotowaniami do wyjazdu na Maltę, nie miałam pojęcia o jego istnieniu. Nie jest to jednak Koloseum 😉 Grecki przedrostek „hypo-” sugeruje nam już, że będzie to coś „pod, poniżej”. Faktycznie, Hypogeum to katakumby, czyli podziemny cmentarz. Głównie określenie to pada w kontekście chrześcijaństwa, zwłaszcza wczesnego. Najsłynniejsze są chyba te rzymskie, które sama zwiedzałam dwa lata temu.

O Hypogeum dowiedziałam się z listy UNESCO. Pełna nazwa tego zabytku to Hypogeum of Ħal Saflieni. System tych podziemnych korytarzy i miejsc pochówku co najmniej 7 tys. osób powstał jeszcze w czasach prehistorycznych: 3300-3000 p.n.e. Jest to twór tej samej kultury, która wzniosła megalityczne świątynie i kamienne kręgi. Hypogeum także popadło w ruinę i zapomnienie. Odkryte w 1902 r. jest dostępne dla turystów. Na pewno ciekawe i… chłodne, co jest na Malcie nie do przecenienia, niestety bilety są drogie – 35 euro za osobę dorosłą! Może innym razem…

You may also like