Jak wybrać dyfuzor olejków eterycznych

autor dnia

Powiem Wam, że nie jest to łatwe zadanie. Wybór na rynku jest ogromny, nęcą oferty z całego świata, rozpiętość cen też duża. Ja zaczęłam przygodę z dyfuzorami dość nietypowo. Od końca. Albo, inaczej mówiąc, od mercedesa a na maluchu się skończyło 😉 Zaczęłam od najdroższego i najwygodniejszego, jak dla mnie najładniejszego. A w miarę awarii, reklamacji, rosnących kosztów i frustracji próbowałam alternatyw. Zapraszam na mały przegląd gadżetów aromaterapeutycznych.

Rodzaje dyfuzorów

Dyfuzja, czyli rozpraszanie olejków eterycznych. Żeby skorzystać z olejków, musimy albo je rozproszyć w powietrzu, albo zmieszać z jakimś płynem. Olejki stosowane w stężeniu 100% to rzadko kiedy dobry pomysł. Do dyfuzji możemy użyć różnych urządzeń: od bransoletki przez kominek po nebulizator, zależnie od naszych potrzeb i preferencji.

szklany nebulizator na tle trawnika i nieba

Dyfuzor a nebulizator

Poszłam na całość i kupiłam od razu dyfuzor typu nebulizator. Nie do końca lubię to określenie. Dopiero na długo po zakupie nebulizatora na blogu jakiegoś farmaceuty wyczytałam o nebulizatorach, takich aptecznych urządzeniach dla rodziców zakatarzonych dzieci i żeby nie używać w nich olejków eterycznych. Tutaj zdania są podzielone, ale powiedzmy, że przezorny zawsze ubezpieczony i nie należy na własną rękę eksperymentować w ten sposób na sobie czy dzieciach, jeśli budzi to wątpliwości. Niemniej nebulizator stosowany do aplikacji leków czy wyrobów medycznych, a nebulizator do olejków eterycznych to dwie różne rzeczy, chociaż oparte na tym samym mechanizmie, tzw. zwężce Venturiego. Jeśli interesują Was aspekty związane z fizyką, poczytajcie sobie więcej w Wikipedii.

Tego typu dyfuzor na pewno ma wiele zalet:

  • estetyka
  • prostota i bezpieczeństwo użycia (nie potrzeba ognia ani wody)
  • niektóre można podłączyć sobie do laptopa przez USB
  • olejki mają kontakt tylko ze szkłem
  • nie są rozcieńczane ani podgrzewane
  • nie wytwarza się dodatkowej wilgoci (u mnie w UK to ważne)

Wady:

  • cena
  • może żywotność
  • może się potłuc.

Pierwszy z firmy Organic Aromas polecany na jednym z polskich blogów okazał się w moim przypadku rozczarowaniem. Kosztował bardzo dużo (75 funtów, czyli jakieś 350 zł), gwarancja na rok, po 13 miesiącach zepsuł się silniczek i wszelkie naprawy ciągnące się chyba przez dwa miesiące spełzły na niczym. Jasne, można kupić mechanizm u producenta – 40 czy 45 funtów.

Następnie kupiłam na ebay pierwszy lepszy z Hong Kongu czy z Chin, który odpowiadał mi wizualnie (wszystkie podobne, materiały: szkło, drewno). Silniczek podobno nawet wyglądał na żywotniejszy. Gwarancji nie miałam. Niestety po dwóch miesiącach silniczek padł. Nie wiem, czemu… Za dużo lałam do niego olejków, a może za gęste? Nie mam pojęcia. Miałam szczęście, że sprzedawca na ebay po kilkudniowej wymianie wiadomości i wysłaniu mu filmiku z niedziałającym dyfuzorem w roli głównej, zdecydował się na całkowity zwrot kosztów. Straciłam tylko czas. Spróbuję jeszcze wymiany silniczka. Jeśli to nie pomoże, to na pewno zniechęci mnie na długo do tego typu dyfuzorów. Może po prostu mam pecha. Trudno.

nawilżacz i leśny ogród w szklanym słoju

Nawilżacz do dyfuzji olejków eterycznych

W trakcie dłuższego pobytu w Polsce, kiedy nie musiałam się martwić o wilgotność powietrza, wykorzystałam nawilżacz. Nie miałam do niego instrukcji, a więc i pewności, że można w nim stosować olejki eteryczne. Zaryzykowałam.

Efekt był bardzo fajny. Mój nawilżacz był dużo większy. Zdarzyło mi się rozlać na początku trochę wody, ale poza tym super efekt zapachowy, fajna mgiełka i nawet gęste olejki czy mieszanki złożone z olejków wszystkich nut niczym prawdziwe perfumy super się dyfuzowały.

Nawilżacz ma właśnie taką zaletę w porównaniu z dyfuzorem opartym na zwężce Venturiego (nebulizatorem), że jeśli użyjecie bardzo gęstych olejków, a takie są często te „drzewne” (amyris, kadzidłowiec), to nie będzie problemu, a dyfuzor może po prostu nie dać rady ich rozproszyć. Podobnie może być z mieszanką olejków, która jak prawdziwe perfumy zawiera w sobie olejki ze wszystkich nut (głowy, serca i bazy), z czego te ostatnie to często drzewne, gęste utrwalacze (fiksatory) zapachu. Muszę też przyznać, że niektóre zapachy fkatycznie zyskują na rozcieńczeniu. Kiedy pachną delikatniej, inaczej bywa to naprawdę korzystne. Taki nawilżacz wydaje mi się też żywotniejszy. Można w nim zrobić sobie naprawdę fajną kąpiel leśną 🙂

Przepis na kąpiel leśną

Lubicie leśne spacery 🌲🌳? Pewnie tak. Przepisywanie kontaktu z przyrodą jako lekarstwa w UK to tylko jeden z przykładów potwierdzających, że coś w tych spacerach jednak jest ; Co? Ruch na świeżym powietrzu, w dodatku wypełnionym olejkami eterycznymi, światło rozproszone przyjemne dla oczu, wyciszenie innych zmysłów. Jeśli macie daleko do lasu, dzień krótki, pogoda nie zachęca, macie grypę czy milion innych powodów, dla których nie możecie wstać od komputera i wyjść do lasu możecie użyć bardzo przyjemnego substytutu i zrobić sobie kąpiel leśną w domu

Wystarczy chwila wolnego czasu i ciszy, ale możecie włączyć sobie dźwięki lasu wprost z youtube’a , zmienić kolor oświetlenia (ja mam aktualnie zmieniające jasność i kolor inteligentne żarówki Tradfri z #Ikea i lampkę #Philips , o której pisałam tutaj, włączyć dyfuzor lub nawilżacz i dodać do niego kilka kropli olejków eterycznych. Przyznam, że do domowej kąpieli leśnej sprawdzi się nawet lepiej ten ostatni. Na zdjęciu przetestowany ostatnio przeze mnie nawilżacz i mieszanka olejków eterycznych Twin Peaks z Herbisklepu, która pięknie pachnie lasem 🌲🌲 Zapach prosto z buteleczki jest intensywny, jak dla mnie niczym lakier w zakładach stolarskich, który pamiętam z dzieciństwa, a po dodaniu do nawilżacza cudownie delikatny i słodki. Przyznam, że z przyjemnością zamykałam oczy i pochylałam się nad nawilżaczem, żeby ten słodki, leśny zapach osiadł w moich włosach. Dzięki temu mogłam go ze sobą zabrać nawet na spacer do prawdziwego lasu

nawilżacz ultradźwiękowy stojący na szafce obok kwiatka w białej doniczceDyfuzor ultradźwiękowy i internetowi oszuści

Wróciłam do UK. Dyfuzor-nebulizator nie działał. Reklamacja, szukanie silniczka. Zrobiło się „lato” (15 stopni w dzień w czerwcu, ale chociaż bez deszczu i okazjonalnie niebo zmienia się z szarego na biało-niebieskie), okna pootwierane cały czas, więc pomyślałam, że spróbuję tańszego dyfuzora ultradźwiękowego. Małego, żeby nie było za dużo pary wodnej i żeby nie przepłacać, jeśli znowu będzie awaria.

Znalazłam takowy na ebay. Kupiłam, podłączyłam krótkim kabelkiem do laptopa, wylałam parę razy wodę w jego pobliżu… Zapach olejków był prawie niewyczuwalny. A urządzenie przestało pracować po 2 dniach!

Rekord! Napisałam do sprzedawcy (kilkaset sprzedanych urządzeń, oceny sprzedawcy ok 97% pozytywnych). No i okazało się, że trafiłam na oszusta.

Opis urządzenia był kompletnie nieadekwatny do jego zastosowania. W opisie aromaterapia i używanie olejków eterycznych, a sprzedawca mi odpisał, że jest to tylko na wodę! Super. Ostatecznie dostałam przeprosiny i zwrot połowy kosztów… Tyle było z super gwarancji ebay, że jak płacicie paypalem, to możecie dostać 100% pieniędzy na zakupiony przedmiot i koszty przesyłki. Tak naprawdę możecie dostać zwrot kasy, ale przesyłkę pokrywacie z własnej kieszeni. Opłaca się chodzić na pocztę, pakować, odsyłać? No, nie i sprzedawcy to wiedzą. Mam dość ebaya w tym momencie.

Nie wiem, czemu nie wpadłam od razu na to, żeby kupić taki dyfuzor ultradźwiękowy nawilżacz od razu z jakiejś porządnej firmy, w której nie przepłacę. Akurat miałam szczęście i trafiłam na 40% promocji w sklepie Mystic Moments (firma z UK, ale polecana przez najlepszych specjalistów od olejków w Polsce). Ich dyfuzor nie jest tak piękny jak szklany nebulizator, zdarzało mi się przewrócić go i rozlać wodę, mam problem z odkręcaniem go, ale… przynajmniej działa… Zamierzam u nich nabyć też kominek aromaterapeutyczny na jesień. Albo jeśli wcześniej trafi się w promocji 😉 Mają jeszcze w ofercie dyfuzory w formie wazonika, w którym znajduje się substancja zapachowa, w której zamoczone są bambusowe patyczki. Może kiedyś też wypróbuję.

Kominek do aromaterapii, biżuteria aromaterapeutyczna i dyfuzor DIY

To mi jeszcze zostało. No, cóż. Jeśli chodzi o kominek, to jest to bardzo tradycyjny sposób dyfuzji. Oczywiście jest ryzyko związane z używaniem ognia w pomieszczeniu. Kominek może się rozbić. Do tego pamiętajcie, żeby nie używać byle jakich świeczek i po prostu nie wdychać syfu. Można kupić woskowe tealighty. Olejek jest podgrzewany. To nie są takie opary olejku, jakie unoszą się z nebulizatora czy dużego nawilżacza. Ja akurat je bardzo lubię… Pochylić się nad nimi, poczuć potem ich zapach we włosach… Nie jest to też metoda na upały. Pomieszczenie na pewno trzeba dobrze wietrzyć po zgaszeniu świeczki.

Biżuteria do aromaterapii kusi mnie od tej zimy, kiedy miałam ochotę mieć ze sobą coś pachnącego i niszczącego patogeny w pracy… Bransoletki, naszyjniki – mogą zastąpić perfumy. Zamiast na skórę aplikujemy olejki (już bez rozcieńczenia) na kawałek filcu lub kamyczek (lava stone, nie wiem jak to po polsku), zamykamy w biżuterii i gotowe. To bezpieczniejsze, nie podrażni skóry, nie trzeba martwić się o fototoksyczność latem itd. Olejki zawsze są z nami. Oczywiście jest kwestia materiałów – warto zainwestować w stal nierdzewną, ewentualnie skórzane dodatki. Na ile da to efekt terapeutyczny czy profilaktyczny? Nie wiem. Efekt estetyczny też jest różny, ale każdy znajdzie coś na swój gust i kieszeń, bo nie są to drogie rzeczy, podobnie jak kominki aromaterapeutyczne. Ciekawym prekursorem biżuterii aromaterapeutycznej są pomandery o niezwykle bogatej historii, a często i wykonaniu.

Dyfuzor DIY. Można znaleźć instrukcje zrobienia nawet nebulizatora. Ja nie jestem mistrzem DIY. Wypróbowałam najprostsze, czyli dodawanie kilku kropli olejku na miseczkę gorącej wody. Efekt – minimalny. Przyjemne przez chwilę i od razu tęskni się za prawdziwym dyfuzorem… Można oczywiście dodawać olejki na ścianki kabiny prysznicowej – przez jakiś czas była to jedyna forma aromaterapii. Do środków czystości, kosmetyków DIY, kapnąć gdzieś na poszewkę poduszki. Ale to już nie to samo…

Podsumowując

Gdybym miała Wam polecić konkretny typ dyfuzora, to poleciłabym Wam żywotny nebulizator. To w idealnym świecie. W rzeczywistości najprawdopodobniej najlepszy będzie porządny nawilżacz.

Nie przepłacałabym, bo cena nie jest gwarancją sukcesu w tym przypadku. Kupowałam i jedne z droższych produktów, i z kategorii pośredniej i najtańsze – żaden nie był bezproblemowy. Warto poza ceną uwzględnić wilgotność powietrza w pomieszczeniu, rodzaj używanych olejków, temperaturę. Czy nikt nie przewróci dyfuzora, nie rozbije szkła, nie rozleje wody, nie przewróci świeczki? A jeśli coś się stanie, to jak zmitygujecie szkody? Ile macie miejsca, gdzie go postawicie, jak daleko sięgną kable? Znając dobrze własne potrzeby będziecie mogli z większym prawdopodobieństwem wybrać najlepsze dla siebie rozwiązanie. Powodzenia! Ja zamierzam w przyszłości korzystać z nawilżacza/ultradźwiękowego dyfuzora latem, a w zimne dni z kominka aromaterapeutycznego.

You may also like